Wielebny Richard Charters od blisko roku jeździ tylko autobusami i koleją. Rzadko wsiada do samochodu, a samolotów unika jak ognia. – Podczas jednego lotu z Wielkiej Brytanii na Florydę i z powrotem do atmosfery dostaje się tyle dwutlenku węgla, ile przeciętny brytyjski samochód produkuje wciągu roku – przekonuje.
Całość: „Rzeczpospolita”.



Komentarze
Pokaż komentarze