Przypomniało mi się, jak w osamotnionym proteście rzucił pracę w prokuraturze (skądinąd z wielką korzyścią dla polskiej literatury) Wacław Holewiński, były działacz podziemia i więzień polityczny.
Powody wyłuszczył w oświadczeniu, gdzie mowa była o upolitycznieniu tej instytucji, ręcznym sterowaniu dochodzeniami i odgórnym umarzaniu śledztw przeciw ludziom lewicy. Oświadczenie to nie zainteresowało przysłowiowego psa z kulawą nogą, podobnie jak i fakty dowodzące, że Holewiński miał rację. Dlaczego? Bo odpowiedzialny za te patologie minister nie nazywał się Ziobro, tylko Jaskiernia.
Całość: „Rzeczpospolita”.



Komentarze
Pokaż komentarze