Przychodząc do salonu24, kierowałem się dwiema przesłankami. Znając go z długich i winikliwych obserwacji, wiedziałem, że różni się on zdecydowanie od jakiegokolwiek gazetowego forum, zaś organizatorzy salonu jako tako dbają o pewien „standard elegancji dyskutowania” (mówiąc inaczej, że w komentarzach nie dominują ludzie znający parę przekleństw i mający wielkie problemy z ortografią i składnią języka polskiego). Po drugie, widząc różnorodność tematyczną blogów (wbrew nazwie, nie są tu wyłącznie poruszane kwestie z zakresu polityki, ale i są wspomnienia wojenne, dyskusje o muzyce, literatura itd.), stwierdziłem, że można się tu „wstrzelić” z blogiem, bo właściwie panuje tu nieograniczona wolność słowa. Jeden z przyjaciół (także obserwator tej blogosfery) namawiał mnie zresztą jakiś czas, żebym właśnie tu, czyli, do salonu się dołączył. Zrobiłem to i mogłem (i mogę nadal) od środka oglądać rozmaite przemiany, jakim to wirtualne miejsce podlega. Jest to z pewnością miejsce do badań i socjologicznych, i psychologicznych (psychologia Internetu), a nawet antropologicznych. Włączyłem się w momencie, gdy po personalnych atakach ostentacyjnie wycofywała się Kataryna i gdy toczyły się dyskusje dot. ograniczenia swobód wypowiadania się, dość eufemistycznie nazywane sporem o jakiś zbiór zasad w salonie. Na szczęście do ustalenia takiego kodeksu „dobrych obyczajów” nie doszło, a Kataryna, nawoływana przez K. Kłopotowskiego, powróciła, choć pozostając w (zrozumiałym z wielu względów) dystansie do salonu.
Całość: Free Your Mind.



Komentarze
Pokaż komentarze