Rosyjskie Ministerstwo Obrony ostrzegło miejscową ludność cywilną i personel misji dyplomatycznych w Kijowie o planach przeprowadzenia przez ich kraj zmasowanego ataku odwetowego na centrum miasta, jeśli Ukraina spełni groźbę Zełenskiego dotyczącą ataku na paradę z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie 9 maja. Następnie Rosja ogłosiła przeprowadzenie testów rakiet balistycznych z Kamczatki w dniach 6-10 maja. Wkrótce potem rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych powtórzyło ostrzeżenie Ministerstwa Obrony, zapewniając w ten sposób, że świat o tym wie.
To zagrożenie najprawdopodobniej nie jest blefem z trzech następujących po sobie powodów .
Pierwszym powodem jest to, że Rosja chce odwieść Ukrainę od ataku na paradę z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie z oczywistych powodów, związanych zarówno z wizerunkiem, jak i bezpieczeństwem ważnych osobistości, w związku z czym zagroziła zdecydowaną represją, jeśli do tego dojdzie.
Drugim powodem jest to, że Rosja nie może grozić taką reakcją, nie realizując jej, jeśli zostanie sprowokowana, w przeciwnym razie nieodwracalnie by się zdyskredytowała, co mogłoby skutkować jeszcze zuchwalszymi atakami.
Po trzecie, Rosja wreszcie sygnalizuje swoją gotowość do zdecydowanego odwetu przeciwko ośrodkom decyzyjnym w Kijowie, zgodnie z dodatkowo określoną groźbą Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w przypadku gdyby Ukraina przeprowadziła tę głośną prowokację, ponieważ jej radykalna frakcja na Kremlu częściowo góruje nad umiarkowaną. Wyjaśniając to, Putin dotychczas powstrzymywał się od działań militarnych ze względu na wiarę w „ historyczną jedność Rosjan i Ukraińców ”, a także obawy przed niekontrolowaną eskalacją, która mogłaby wywołać III wojnę światową.
Trzecia wojna w Zatoce Perskiej , w której Iran zaatakował regionalne bazy USA, nie wywołując niekontrolowanej eskalacji, przekonała Putina, by w końcu posłuchał radykałów, którzy od samego początku nawoływali do masowych ataków na ukraińskie ośrodki decyzyjne w Kijowie. Opinia publiczna, co jest ważne przed wrześniowymi wyborami do Dumy, od dawna popiera radykałów w tej kwestii. Putin wydaje się teraz wyrażać zgodę, ale tylko w odwecie za ukraińskie ataki na paradę z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie.
Te czynniki sprawiają, że jest mało prawdopodobne, aby Rosja blefowała. W takim przypadku nie tylko sam kraj zostałby zdyskredytowany za granicą, ale również rządząca partia Jedna Rosja zostałaby zdyskredytowana w oczach wyborców na cztery miesiące przed kolejnymi wyborami. Spekuluje się już o głosowaniu protestacyjnym poparcia dla komunistycznych i nacjonalistycznych partii opozycyjnych, co mogłoby doprowadzić do różnych reform, jeśli do niego dojdzie, ale masowe głosowanie, napędzane jakimkolwiek hipotetycznym blefem, mogłoby zwiastować erę niepewności, której Putin wolałby uniknąć.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)