AJ EM PECET AJ EM PECET
78
BLOG

Na Salonie cichosza...

AJ EM PECET AJ EM PECET Polityka Obserwuj notkę 18

 

 Komputerom rzadko to się zdarza, to fakt. Niemniej Maszyna Cyfrowa straciła w końcu cierpliwość. I z całej mocy swojej karty dźwiękowej woła wielkim głosem (to też swego rodzaju ewenement):
HALLO! JEST TAM KTO? I tylko głuche echo w pustkę wymarłego Salonu 24 wersaliki niesie...
 
Aleosochodzi ?” – zapyta zapewne jakiś komentator-żartowniś.
 
 Ano o to, że „3 listopada roku pamiętnego” (czytać na melodię „Teraz jest wojna”) w Pierwszym Programie Dopiero Co Odzyskanej Telewizji Publicznej wystąpił był Ostatnia Nadzieja Uciemiężonych Polaków Prezes Jarosław Kaczyński i do tego wszystkiego wywiad z nim przeprowadzał Ulubiony Redaktor Prezesa Pan Wie Jak Pana Bardzo Cenię Bronisław Wildstein.
I CO? Maszyna Cyfrowa z wrodzonej przyzwoitości pozwoli sobie nie udzielić rymowanej odpowiedzi na tak sformułowane pytanie. Zapytajmy inaczej: Dlaczego wywiad Bronisława Wildsteina z Jarosławem Kaczyńskim publicyści Salonu, nawet ci, którzy nie raz dowodzili geniuszu obu wymienionych osób, zupełnie przemilczeli?
 
 Tu należą się krótkie wyjaśnienia tym przypadkowym Czytelnikom, którzy gdzieś tam sobie żyją w oderwaniu od jedynie prawdziwej salonowej rzeczywistości i z racji tegoż błogostanu charakteryzującego się kompletną nieświadomością i kompromitującą niewiedzą o Rzeczach Naprawdę Ważnych i Istotnych nazywani są tutaj pieszczotliwie lemmingami. Żeby zrozumieć rangę omawianego wydarzenia trzeba mianowicie wiedzieć, co następuje:
 
Salon24 – pomimo skromnego szyldu (Niezależne forum publicystów) to prawdziwa internetowa twierdza opozycji. To tu zaczynają się bojkoty i rewolucje. Tutaj gromadzone są archiwa wszystkich afer i powstają komisje śledcze. Tu wreszcie zaglądają politycy wszelkich opcji, by na podstawie analiz najtęższych piór w internecie wyrobić sobie zdanie o istocie bieżących wydarzeń i uważnie wsłuchać się w głos ludu, który właśnie z tego miejsca słychać najwyraźniej. I chyba nie trzeba nikomu wyjaśniać, że owo „niezależne” znaczy tyleż co „antyrządowe”. ( Dobrze, odpowiem na pytanie z sali, choć wydaje mi się tendencyjne: „Nie. Nie od zawsze.”)
 
Jarosław Kaczyński – pomimo powszechnych i raźnych okrzyków „Do broni”, „Na ulice” itp. jest jeszcze na S24 pewna grupa osób, która wzdraga się przed „rozwiązaniem siłowym” i nadzieje na zwycięstwo w niepodległościowej walce wciąż wiąże z liderem największej partii opozycyjnej – prezesem PIS. Postać to tym ważniejsza, że okrzyki rewolucjonistów „Wodzu prowadź”, jeśli tylko nie są wyraźnie adresowane do innej osoby (Kamiński, Ziobro, Maryla, Adamek), są bez najmniejszych wątpliwości skierowane właśnie do niego.
 
Bronisław Wildstein – jeden z najsłynniejszych blogerów S24. Wielki Nieobecny Salonu (ostatnia notka – lipiec 2008), ale salonowiczom przecie starczy, że jest. Już sama jego fotka widniejąca wśród blogów innych publicystów podnosi dodatkowo prestiż tego miejsca. Autor powieści „Dolina Nicości”, którą ledwie trzy dni temu bloger foros bezapelacyjnie ogłosił „lekturą obowiązkową”. I to zaledwie po zapoznaniu się z fragmentami „które, są na Salonie”! Jeśli by tylko jakaś uczelnia chciała przyznać redaktorowi doktorat honoris causa ma zapewnione pełne poparcie S24. Zresztą za samą rekomendację jego publicystyki należy uznać opinię Prezesa, mianującą go jednym z najwybitniejszych dziennikarzy Rzeczypospolitej Wszelkich Numerów.
 
TVP – jedyne uczciwe medium o tak olbrzymim zasięgu. Uczciwość i obiektywność tej stacji wynika już przecie z samego pojęcia „telewizja publiczna”. Szczególnie teraz, kiedy kierowniczą rolę w stacji przejęli przedstawiciele szeroko rozumianej „publiki”, jej bezstronność i niezależność nie powinna podlegać żadnej dyskusji. Pomimo zakusów rządzących usiłujących pozbawić ją „przymusowych środków do życia” prawdziwe salonowe tuzy stają murem w jej obronie – a to nie szczędząc słów otuchy, a to wypowiadając na bezdechu czarodziejskie zaklęcie „misja”. Nierzadko który z nich już służył, służy lub wykazuje chęć służenia TVP całkiem konkretną osobistą pomocą. Bezinteresowna ofiarność posiadaczy przedrostka „red.” w  przypadku TVP nie zna właściwie granic. Mało uważny Czytelnik może co prawda uznać, że stacją wywołującą prawdziwą lawinę notek i komentarzy jest zupełnie inna, powszechnie znienawidzona stacja. Zapewniam jednak, że to tylko efekt bacznego monitoringu i tzw. „syndrom Pawlakowego syna” („kiedy się tak napatrzę, tym bardziej tych Karguli nienawidzę”).
 
 Oczywiście powyższych oczywistych (zaprawdę nie ma tu bardziej adekwatnego epitetu) oczywistości nie trzeba na Salonie 24 nikomu tłumaczyć. Miejscowi publicyści mają bowiem te prawdy za paznokciem najmniejszego z palców i spektakularność mającego nastąpić 3 listopada wydarzenia pojęli, ledwo co rzuciwszy okiem na cotygodniowy program telewizyjny. „Bronisław Wildstein przedstawia: Jarosław Kaczyński” – czy może być coś bardziej elektryzującego Salon ?
 
 Ha, Mój Użytkowniku! Już swoim jadem nie zatrujesz niewinnego Mózgu Elektronowego. Swym brakiem obiektywizmu (wynikającym, rzecz jasna, z zupełnie irracjonalnego uprzedzenia do Prezesa) nie sfałszujesz danych wprowadzanych do może i dziurawej, ale bezstronnej pamięci. W poszukiwaniu bitów czystej prawdy ruszył więc Komputer na Salon (no bo gdzie, jak nie tam?) przewidując prawdziwy wysyp obiektywnych i profesjonalnych recenzji (no bo gdzie, jak nie tu?).
 
 No i właśnie. Maszyna Cyfrowa natrafiła na problem, którego jednoznaczne rozwiązanie zdaje się przekraczać skromne możliwości domowego komputera. Zrazu myślała, że się najzwyczajniej w świecie spóźniła (bo to i procesor już nie ten...)  - zazwyczaj błyskawicznie reagujący blogerzy (mało to było recenzji audycji, które się nawet jeszcze nie zdążyły skończyć?) temat już tak przewałkowali „wte i wewte”, że nawet na Stronie Głównej żaden ślad po licznych postach nie został. Ale żeby temat tak z dyskusji całkiem zniknął?
 
 Zabrałem się tedy do metodycznej, żmudnej analizy salonowych wpisów i wynik poszukiwań przebił najczarniejsze z możliwych scenariusze. Oto  natrafiłem na 1 (słownie: jeden!) tekst omawiający wydarzenie takiej wagi, że przecież jedynie przysłowiowym lemmingom musiałem jego znaczenie przetłumaczyć. Toć przecież nawet wywiad, za przeproszeniem blogerów, z Ewą Wanat doczekał się większej ilości wzmianek. Na dodatek tekst „Jęczący Kaczyński” blogera o nicku Ozon mieniącego się Sarmatą, tudzież Polakiem-katolikiem jest wyjątkowo krytyczny i tylko „o rzut kamieniem” od złośliwych komentarzy Mojego Użytkownika („Jęczał? Bez przesady. Mamrotał jak zawsze.”– to cały wredny MU, cały on!).
 
Tę absolutnie niespodziewaną salonową ciszę, która zapanowała po wywiadzie z Prezesem, Maszyna próbuje sobie na różne sposoby tłumaczyć:
 
1.Wariant optymistyczny: W telewizyjnym studiu miała miejsce taka burza mózgów, padły tak śmiałe i nowatorskie idee, że zaprawdę trzeba trochę czasu by salonowi publicyści je przyswoili, przetrawili i się do nich ustosunkowali. W tym wariancie przysłowiowy worek z notkami otworzy się lada chwila. Prawdopodobieństwa mojego założenia nie jest w stanie podważyć rozbawiony użytkownik sprzętu elektronicznego, który za argument uznał turlanie się po podłodze ze śmiechu (to było do ciebie, MU!).
 
2.Wariant stateczny: W swym kłamliwym sprawozdaniu MU twierdzi między innymi, że niepohamowaną ciekawość red. Wildsteina tonował sam Prezes słowami: „Cierpliwości, Panie Redaktorze. Cierpliwości.” Tu akurat możemy na chwilę MU uwierzyć, bo sprawę łatwo zweryfikować. Jeśli tak było, być może blogerzy widząc w redaktorze „swojego przedstawiciela”, wzięli owe pouczenia bezpośrednio do siebie i wsłuchani w przestrogi Prezesa z pełnym spokojem wyglądają osławionego nowego otwarcia PISu. Wszak po dwóch latach oczekiwań, miesiąc w tę czy w tę nie robi żadnej różnicy.
 
3.Wariant usprawiedliwiający: Program był fatalnie prowadzony. Prezes nie mógł się swobodnie wypowiedzieć, gdyż redaktor Wildstein to gonił, to znów przerywał, a nadto zadawał niewłaściwe pytania. Tu fantazja już zupełnie poniosła Mojego Użytkownika, który twierdzi, że to nie tyle jego zdanie ... co opinie samego Jarosława Kaczyńskiego. MU ubzdurał sobie nawet, że Prezes solenne zapewnienia, o tym jak wysoko ceni dziennikarskie kompetencje prowadzącego (o czym powszechnie wiadomo) gęsto przetykał zarzutami i pretensjami o „powierzchowność pytań” czy brak ochoty do „zgłębienia danego problemu”. Te czcze wymysły MU z łatwością podważyłem powołując się na komentarz blogera słynącego ze swojej zwięzłości, który pytania zadawane przez Wildsteina opisał nawet nie w trzech zdaniach, ale w trzech słowach: „ciekawe i rozwojowe”. Z drugiej strony wiemy, jacy to słynni zawodnicy nie dotrzymali już kroku Prezesowi (jak sam to ujął "nie wytrzymali tempa"). Stąd sugestia MU, że Redaktor jakoś popędzał Prezesa zupełnie nie trzyma się kupy. Mógł co najwyżej "nie nadążać".
 
4.Wariant "prawdziwy horror": Jest mi bardzo przykro, ale we „wstępnej fazie śledztwa”, trzeba brać pod uwagę wszystkie ewentualności. Otóż Prezes zapewne (nie jestem tego całkiem pewien, ale mam pewne podstawy, by to zakładać) wspomniał o niecnej roli, jaką we współczesnej polskiej polityce odgrywają media. Jest to sprawa na tyle kluczowa, że Jarosław Kaczyński jeszcze nie raz powtórzy ją bez wahania w absolutnie każdej dowolnie wybranej gazecie, rozgłośni radiowej czy stacji telewizyjnej. Oczywiście najchętniej w takiej, która go raczy odwiedzić. Ale również w jakiejkolwiek innej, w której mu przyjdzie wystąpić. ( O dziwo, MU kiwa potakująco głową. Może coś tam jednak dociera?)
 
Istnieje zatem straszliwa choć czysto teoretyczna możliwość, że do bezprzykładnego ataku Mediów, dezinformacyjnego spisku Mediów i zmowy „zamilczania” Prezesa przez Media ...dołączył również Salon 24. Już sam cień prawdopodobieństwa, że osławiony Wrogi Medialny Front mógłby objąć swym zasięgiem Niezależne Forum Publicystów pokazuje z jak potężnym wrogiem (nie bójmy się tego słowa – z Mediami) partia Prezesa ma do czynienia.
 
5.Wariant zupełnie nieprawdopodobny: By nieco złagodzić ponury nastrój, jaki mogła wywołać czwarta możliwość odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego w sprawie wywiadu Prezesa publicyści Salonu nabrali wody w usta?” rozpatrzmy i taki wariant. Czynię to jedynie po to, by nieco rozbawić Czytelników, gdyż wynurzenia Mojego Użytkownika trudno brać poważnie. Otóż zdaniem MU, Prezes zaserwował swoim sympatykom taki stek banałów, przeterminowanych komunałów i odgrzewanych kotletów, że „Salon najzwyczajniej w świecie zatkało”. Co więcej - przekonuje, że po ostatnim wypowiedzianym słowie przyjrzał się uważnie obu dyskutantom i bezczelnie dowodzi, że redaktora Wildsteina najwyraźniej również nieco zemdliło. O tym, że to polityczne danie było drugiej świeżości miała też jakoby świadczyć skwaszona mina Przewodniczącego. Żeby tylko z tego jakiejś większej niestrawności nie było... – szydzi MU.
 
A i owszem, były prawdziwe rodzynki w tym zakalcu. – pokpiwa dalej.
A to wypytywanemu o „think tanki” Prezesowi nie chciało przejść przez gardło żadne nazwisko. To znowuż na temat prac „gabinetu cieni inaczej” oprócz zapewnień, że „opracowania som, dokumenty som” jedynym konkretem jaki Wildstein zdołał z niego wydusić była nieoczekiwana wizualizacja przykładowej sterty przygotowywanej dla „niektórych reform”. „To jest czasem taka kupa papierów” – wzniósł rękę ponad stół Jarosław Kaczyński. Tak na moje oko, było tego z pół metra – zmyśla MU.
 
 Jakby Mojemu Użytkownikowi mało było tych kalumnii, w swojej chorej wyobraźni wymyślił na dokładkę, że Prezes podsumował jednego z gwiazdorów swojego aktualnego teamu określeniami: „wzięty z rynku”, „wystawiony jako kandydat” oraz „z tendencjami do oświadczeń opartymi o bardzo powierzchowną wiedzę”. W co, jak w co, ale w bzdury, że Prezes opowiada o Marku Migalskim, który przecież nawet jakością dowcipów stara się równać do obowiązujących partyjnych standardów, niczym o wypożyczonym koniu wyścigowym – przyznacie, w takie banialuki nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy.
 
Poproszony, by choć na chwilę spoważniał i spróbował wyjaśnić przyczyny nurtującej Komputer ciszy na Salonie, MU jak zwykle wykpił się sianem. Użył mianowicie pojęć, których Maszyna Cyfrowa do końca nie jest w stanie zrozumieć. Niczym ów bloger przechwalający się własną zwięzłością, rzucił krótko:
„Wstyd i zażenowanie”.
 
PECET
AJ EM PECET
O mnie AJ EM PECET

Udomowiony Komputer Osobisty Klasy Średniej. Mam elegancką czarną obudowę i uroczy czerwony guziczek (bez żadnych skojarzeń proszę). Współpracuję z kilkoma urządzeniami peryferyjnymi. Ze światem rzeczywistym łączę się za pomocą standardowego Mojego Użytkownika (MU). Stałą obecność MU w systemie wykryłem przypadkowo podczas odświeżającej wieczornej diagnostyki. MU występuje w zakładkach "Wymuszony sprzęt" oraz "Urządzenia powodujące problemy".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka