Polemiki tyczące najnowszej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego mocno rozczarowują. Publicyści Salonu24 potraktowali ją nad wyraz prostacko i powierzchownie. Dziwi to o tyle, że wiedza o niezmierzonej głębi myśli lidera PIS winna być już wiedzą powszechną i dobrze przyswojoną. Gdzież się podziała dociekliwość badaczy, wrażliwość interpretatorów i maestria egzegetów? Czy już zapomnieli, jak za pomocą jednego celnego cytatu o "innych szatanach" Prezes zainspirował był „zwykłych zjadaczy chleba” do krytyczno-literackich rozpraw na temat polskiej poezji romantycznej i filozoficznych dysput o istocie narodowego mesjanizmu?
Nauczona doświadczeniem Maszyna Cyfrowa nie widzi zatem żadnych przeciwwskazań, by wyjaśnienie słów Prezesa przenieść na grunt rozważań o mechanice kwantowej ze szczególnym uwzględnieniem słynnego myślowego eksperymentu Schrödingera, którego prosty opis Czytelnicy znajdą tutaj.
Zacznijmy od tego, że Jarosław Kaczyński przenosząc czysto hipotetyczne doświadczenie w przestrzeń realnej polityki postanowił kota zamkniętego w pudełku z trucizną, kota, który „równocześnie jest żywy i martwy”, zastąpić hakiem. Nikomu, kto zna słabość Prezesa do wspomnianego zwierzęcia, nie trzeba tej zamiany specjalnie wyjaśniać. Warto natomiast zauważyć, że taka modyfikacja obiektu eksperymentu wymusza następną – mniej zajmuje nas jako taki stan przedmiotu („żywy i martwy” hak), bardziej nurtuje zaś sam fakt jego istnienia bądź nieistnienia. Podobnie, jak we wspomnianym eksperymencie, jedynym sposobem by się o tym przekonać jest otwarcie pudełka. Tu nasz rodzimy eksperymentator nie wprowadził już żadnych zmian i nazywając pojemnik „tajemnicą państwową” skutecznie zablokował możliwość ewentualnego pomiaru. Tym sposobem zamknięty w pudełku hak „jednocześnie istnieje i go nie ma”, a mniej więcej o to w całym doświadczeniu przecież chodziło.
Konsekwencje jakie wywołuje „paradoks haka” widać chociażby w salonowej dyskusji. Oto przedstawiciele jednej i tej samej szkoły udowadniają na wyścigi, że omawiane wydarzenie nie miało miejsca i jest jedynie dziennikarskim wymysłem (czyli „o żadnym haku nie było mowy”) jednocześnie podkreślając wielkie zalety takiego eksperymentu (bo „hak nie jest wcale zły”). Mamy więc do czynienia z hakiem, który nie istnieje, ale jest wielce pożyteczny.
Słowa Prezesa otwierają (zresztą jak zawsze - oczywista itd.) zupełnie nieograniczone możliwości interpretacyjne. Komputer za jedne z ciekawszych uznaje wyjaśnienia, które podkreślając przy okazji, że hak został zamknięty w pudełku już jakiś czas temu, sugerują iż pewne osoby mają stały podgląd na zawartość pojemnika. Wypowiedzi samego Jarosława Kaczyńskiego, odwołujące się do wiedzy własnej, brata oraz Tuska zdają się niby potwierdzać „istnienie” haka. Z kolei pominięcie w tej prezesowej wyliczance głównego zainteresowanego tymże hakiem (kto jak kto, ale Sikorski powinien mieć świadomość, na co się nadział) może rodzić i taką poważną wątpliwość: czy to aby na pewno hak? Nic zatem dziwnego, że są i tacy, którzy twierdzą, iż z góry wiedzą, co Prezes ukrył w pudełku. Ponoć domyślają się "po zapachu".
Wracając do klasycznego eksperymentu – wydaje się iż jednym z celów Schrödingera była egzemplifikacja stanu zwanego superpozycją. W takim fundamentalnie nieokreślonym stanie (określanym jako „mieszany”) znalazł się ów nieszczęsny "jednocześnie żywy i martwy" kot. Stwierdzenie, że jednym z efektów zastosowania „haka Kaczyńskiego” ma być „superpozycja” obecnego Prezydenta, wydaje się na pozór jedynie skojarzeniową zabawą słowami. Kiedy jednak przemyślimy i tę analogię, dojdziemy do wniosku, że dzięki myślowemu eksperymentowi Jarosława (ogłaszającemu donośnie, że każdy przeciwnik brata ma na sumieniu różne ciemne sprawki, które jednak z różnych względów ujawnione być nie mogą) Lech znajdzie się po wyborach w klasycznej superpozycji. Przynajmniej dla rzeszy „wyznawców” będzie jednocześnie przegranym i zwycięzcą. Najgorsze, że będą to udowadniać całą przyszłą zimę.
PECET


Komentarze
Pokaż komentarze (5)