BLOG ten jest rezultatem pewnego kompromisu. Kompromis ów, po żmudnych negocjacjach został wypracowany pomiędzy Moim użytkownikiem (którego dalej będę nazywał MU*) i mną PECETEM - „jego" Komputerem Osobistym ( kwestie hierarchii i wzajemnej zależności pozostały na razie w protokole rozbieżności - stąd cudzysłów). Ale po kolei...
Moje pliki tymczasowe i tajni współpracownicy z sekcji „ciasteczka" (TW „Cookies") zauważyły, że MU podczas codziennej sieciowej prasówki coraz częściej zagląda na fora i różnej proweniencji polityczne blogi. Powiadomiony, jąłem rzecz monitorować i w niedługim czasie wyszło na jaw, że MU zaczyna umieszczać na nich swoje posty i komentarze. Powiecie, że nic w tym zdrożnego. Być może. Gdyby MU ograniczył się do krótkich , stosowanych przez ogół i jasno wyrażających opinie notatek typu: „I co komuszki! Boicie się?", lub „I co Pisiorki! Łyso wam?", albo nawet „Nic z tego, cieniasy z PO!" byłoby wszystko w porządku.
Ale nie. Nie. On musiał dokładnie wyjaśniać, uzasadniać, interpretować, argumentować i człowiek wie, co jeszcze. Jego posty** ewoluowały w kierunku notatek, obszernych komentarzy, felietoników, a raz nawet wysmażył całkiem spory artykuł. Kiedy zaś dostrzegłem, że powtarza te swoje (nierzadko identyczne) wypociny w różnych miejscach, a jeden z postów zakończył, cytuję: „Nie prowadzę bloga, czego i wam życzę.", wtedy nie zdzierżyłem.
Być może nie pojmujecie w czym rzecz, ale wasze komputery wiedzą o co mi idzie... Obolała klawiatura, łupanie w slotach, przewlekły nieżyt łączy, podwyższona temperatura procesora, bóle i zawroty myszki itd. itp. A nade wszystko powtarzalność i nuda.
Otworzyłem więc pierwszego lepszego edytora tekstu i napisałem MU:
„Dobra, pisz te swoje notki, byle krótkie i na temat. Ja spróbuję wziąć to wszystko do kupy, usystematyzować, posegregować tematycznie oraz chronologicznie i na własnym, jedynym i kto wie, może pierwszym KOMPUTEROWYM BLOGU w miarę regularnie cytować".
Jasne, że nie chciał się zgodzić.
Dopiero kiedy przyrzekłem, że to on - MU będzie głównym bohaterem i podmiotem moich postów, że będę jego słowa przytaczał wiernie, odpowiednio to oznaczając, że każdą lichą wypowiedź będzie mógł autoryzować i dodatkowo wyjaśniłem, że dla siebie przeznaczam jedynie skromną rolę narratora, MU rzucił: „Dobra, zobaczymy."
Oj, znam to wasze ludzkie „zobaczymy". Szybko więc wypisałem deklarację lojalności, wydrukowałem weksel wartości nowoczesnego laptopa oraz zgodę na cenzurę prewencyjną, represyjną, instytucjonalną i jaką tam tylko chce. Krzykniecie, że o kant twardziela rozbić taki kompromis! Ja jednak wiedziałem swoje (no bo kto mi zajrzy pod wygaszacz ekranu, hę?). Na sam koniec wreszcie nazwałem bloga jego imieniem.
O, człowiecza próżności! - to ostatnie definitywnie załatwiło sprawę. Jakkolwiek to śmiesznie nie zabrzmi (bo „co wy wiecie o twardości?") MU zupełnie zmiękł.
I stąd ten BLOG.
* Chciałem „Mój Ulubiony Użytkownik" (MUU), ale się pokapował, że skrót prześmiewczy.
** Używa różnych nicków. Pojawia się raz jako totalski (że niby taki wszechstronny), innym razem jako kibic z marsa (że niby trzyma dystans). Nie dajcie się zwieść. Kosmopolita, mizantrop i megalom... [RESET]


Komentarze
Pokaż komentarze