Byłem pewien, że Mój Użytkownik po piątkowym „5 razy NIE” usiądzie do klawiatury w świetnym humorze. Ponieważ tak zdecydowanie opowiadał się właśnie za „NIE majstrowaniem przy konstytucji” i zachowaniem obowiązującego status quo, podejrzewałem nawet, że będzie radośnie pogwizdywał. Nic z tych rzeczy. Im bardziej przeglądał komentarze po „aborcyjnej awanturze” i dramatycznych gestach Marszałka Dwojga Imion, tym bardziej MU rzedła mina.
„Przecie dopiero co pierwszy akt skończono, a wszyscy już trąbią na finał.” – zauważył ponuro. - „Wszak premier już zapowiada, że PiS będzie "w dalszym ciągu sondował" możliwość zmiany konstytucji w sprawie ochrony życia, Wierzejski drukuje listę posłów, których jeśli nie odkupią swych win czeka najpewniej stos, Ojciec Dyrektor odprawia egzorcyzmy nad salą sejmową i wypędza z niej diabła, Marek Jurek dokonuje symbolicznego samospalenia odziany w azbestowe ubranko a Giertych jak zwykle używa obcych słów, których znaczenia kompletnie nie rozumie.” (Sprawdziłem. Tym razem padło na mediację (od łac. mediare - być w środku), co w ustach kogoś, kto "jest zawsze obok” brzmi wyjątkowo zabawnie.) „Jednym słowem przedstawienie trwa dalej, tylko część widzów wybiegła z premiery i już smaruje recenzje.” – podsumował MU.
Te teatralne porównania mnie nieco zmyliły. Na moje pytanie jakąż to sztukę wystawiają, MU bez słowa otworzył plik tekstowy ze „Świętoszkiem” Moliera. Za czym przywołał Asystenta Pakietu Office i nakazał z wybranych nazwisk dobrać najlepiej pasujące do roli Tartuffe’a. Oczywiście całą robotę musiałem wykonać ja - Pecet, bo wspomniany asystent jest, jak ogólnie wiadomo, tylko średnio rozgarniętym animowanym spinaczem.
Wielkich Edukatorów (jak ich nazywa MU, cytując z upodobaniem Monty Phytona: „Nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji!”) Giertycha i Orzechowskiego skreśliłem od razu. Tartuffe przy całej swojej obłudzie i hipokryzji posiada bowiem jakiś osobisty urok i nieco inteligencji, dzięki którym przecież udaje mu się omotać naiwnego Orgona.
Cynizm i dwulicowość Wierzejskiego jest z kolei zbyt ostentacyjna. Posła, w „obronie życia” powołującego się na papieską encyklikę w dosłownie każdym telewizyjnym występie, taż sama encyklika gdzie indziej strasznie uwiera: „Kościół katolicki zawsze uznawał karę śmierci, jeżeli stosowała ją legalna władza zgodnie z prawem. Jedynie Jan Paweł II w imię promowania cywilizacji życia w encyklice „Evagnelium Vitae” stwierdził, że władza nie powinna: „sięgać do najwyższego wymiaru, czyli do odebrania życia przestępcy”. Cała nadzieja Wierzejskiego w Benedykcie XVI :” Myślę, że w uzasadnionych szczególnie drastycznych przypadkach, może okazać się zwolennikiem kary śmierci.”
Cymański by się nadał, aleć przecie to nie Fredro, żeby samymi przysłowiami gadać.
W końcu zostało jedno nazwisko. Porcja dewocji, ortodoksyjnej pobożności i świętoszkowatości - ponad przeciętną. Umiejętność manipulowania nawet sporym gronem osób – opanowana do perfekcji. Łatwość przybierania efektownych dramatycznie póz – wręcz wrodzona. Na dokładkę mamy, jak znalazł, cały chór ufnych i łatwowiernych Orgonów wierzących święcie w szczere intencje i nieskalaną ideowość naszego bohatera. I to jaki chór.
Oto SLD podkreśla jego honorowość (poseł Martyniuk), Samoobrona „godne zachowanie” (Maksymiuk), PO bezkompromisową postawę a PiS obwołuje go „najszlachetniejszym politykiem tej partii” i gotowe uznać świętym za życia.
Oto i kandydat idealny. Marek Jurek.
Ten sam, który jak chcą dziennikarze „idąc za głosem serca i sumienia” zrzekł się sprawowanych funkcji, deklarując jednocześnie niezachwianą lojalność wobec partii i świetnie zdając sobie sprawę, że nadal jest głównym posłańcem między Władzą a Opatrznością (czyt. premierem a Radiem Maryja). Ten sam, po którego hucznej manifestacji na blogach padają określenia:„nowy Rejtan”, „jedyny prawdziwy katolik” i „wzór uczciwego Polaka”.
Ten sam, dodajmy, który oskarżonemu o zbrodnie przeciwko ludzkości Pinochetowi wręczał medalion z Matką Boską w dowód uznania za zasługi w obronie praw człowieka, wolności i sprawiedliwości. Ten sam wreszcie, który protestując przeciw zakazowi stosowania kar cielesnych przy okazji projektu Karty Praw i Wolności, uzasadniał: „Dzieci, które nie dostają w skórę, są mniej współczujące i bardziej histeryczne. Jest to fakt udowodniony przez naukę”
MU docenił mój wybór.
„Cóż.” - powiedział – „Pozostaje tylko jak Orgon wleźć pod stół i samemu się przekonać, jak nasz Tarttufe leje pasem dzieci szczęśliwie poczęte. A potem za Panią Permelle powtórzyć molierowski morał:
Nie zawsze można sądzić z tego co się widzi.”


Komentarze
Pokaż komentarze (4)