MU nie poprzestaje na informacjach z pierwszej strony i notorycznie zagląda do działu „Opinie”. Tam też, spełniając swe komputerowe powinności, natknąłem się na tekst „Na drodze do Damaszku”.
B. Wildstein swój ostatni felieton w „Rzeczpospolitej” zaczyna tak: „Człowiekiem Roku "Gazety Wyborczej" został arcybiskup lubelski, znany intelektualista, Józef Życiński. W swojej mowie za najważniejsze zadanie w naszym kraju uznał budowę polsko-polskiego dialogu. Aby podkreślić jego wagę, przywołał tragedię Rwandy, gdzie Hutu wymordowali ponad milion Tutsi.”
Po tym wstępie autor analizuje w kontekście rzeczownika „dialog” wypowiedź Życińskiego. „Czasownikowo” wygląda ona zdaniem publicysty tak: poucza i grzmi. Ach, i najważniejsze – jest przeciw. Ot, jasny dowód niespójności czynów i słów arcybiskupa.. Jaskrawa sprzeczność pomiędzy jego deklaracjami a postępowaniem.
By zaś nieuczciwość dzisiejszych wyborów kapłana czytelnikowi wyraźniej uzmysłowić - Wildstein dla kontrastu - jego jeszcze całkiem niedawną słuszną postawę dostrzega i pochwala. Otóż Życiński, zanim tak nagle się zbiesił, by znów wyłącznie czasowników użyć: piętnował, wypominał i protestował . Inaczej mówiąc – był przeciw.
Tak i cała misterna konstrukcja enuncjacji autora sypie się, jak przysłowiowy domek z kart. Przynajmniej dla średnio rozgarniętego komputera. No, bo gdzież tu jakaś zasadnicza zmiana, gdy człek konsekwentnie przez swe życie zmierza? Zaniepokoiło mnie tylko, że rubryka Wildsteina nazywa się „Niepoprawne”. Może tak miało być, tylko ja - Cyfrowy Mózg jedynie logiką z autorem wojując, konwencji nie łapię? Dla spokoju procesora przy najbliższej okazji MU o opinię spytałem.MU wyjaśnił mi tak:
Wildstein – zdeklarowany antykomunista dawno opowiedział się, po której stronie polskiego konfliktu stoi. Swego czasu będąc przeciw, stał ramię w ramię z abp Życińskim - żeby tak modną ostatnio figurę „skrótu myślowego” zastosować. Subtelna, lecz zasadnicza różnica obu postaw, polega na stawianych sobie pytaniach. Dla Wildsteina liczy się: „Kto?” „Z kim?” i „Przeciw komu?”. Stąd, gdy tylko jego opcja zwyciężyła, wszedł na salony władzy i był (jest) za. Nie ślepo – przyznajmy i nie bezmyślnie – doceńmy. Właśnie to nie pozwoliło mu chociażby w cytowanym wstępie użyć sformułowań „jakiś arcybiskup”. Albo określeniu intelektualista doczepić ironiczny cudzysłów. Jego następca nie miał takich oporów i dlatego to on jest prezesem. Pomimo swego krytycyzmu i heroicznych prób zachowania dystansu, Wildsteinowi trudno pojąć, że przy okazji politycznej kontenstacji można zapytać„przeciw czemu?” Absolutnie nie zwracając uwagi na proweniencję władców, a krytyce poddając wyłącznie metody sprawowania rządów. Dlatego, jak o Wildsteinie można powiedzieć - wierny swojej partii dziennikarz polityczny, tak o abp. Życińskim - wierny własnemu sumieniu moralista.
O tym, co najbardziej gnębi Wildsteina dowiadujemy się zaraz na początku felietonu. „Abp Życiński nie wyjaśnił, kto w polskiej Rwandzie, do którego plemienia należy.”- pisze. „Hutu czy Tutsi ?” - przy nazwisku Kwaśniewskiego dopytuje usilnie. „Hutu czy Tutsi ?” - rozlega się zapewne w głowie Wildsteina, kiedy bierze się do oceny jakiejkolwiek postawy etycznej. „Hutu czy Tutsi ?” - gdy sam dokonuje moralnych wyborów.
Kto Hutu a kto Tutsi? – ja również nie odpowiem. Jedyne co wiem - Wildstein jakieś plemię zawsze wybierze. I nigdy nie zrozumie, że wystarczy być tylko człowiekiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)