Kiedy Mój Użytkownik usłyszał, o czym chcę napisać tym razem, zdenerwował się strasznie i odciął mnie od sieci. Dopiero ochłonąwszy nieco na powrót kabelek załączył i rzekł:
„Może i masz rację. Żaden rodak się chyba nie odważy. Kto kilka przykrych i niewygodnych pytań zada, jak nie ty – Komputer?”
„Pisz zatem” – przyzwolenie dał i przestraszony za fotelem przykucnął.
A mi od dłuższego czasu elektroniczna refleksja po obwodach się błąkała. Czy jakaś wspólna sprawa jest jeszcze w stanie skłóconych Polaków połączyć? Czy jakiś jeden okrzyk z piersi wyrwać się może? I kiedy z naprędce skleconej listy ostatnią możliwość skreślałem - bo wszak obok „święty natychmiast” to i „nie płakałem” słychać było tu i ówdzie - program deszyfrujący wyrzucił mi na pulpit dziwaczny komunikat. Oto i hasło, które jego zdaniem na krótką chwilę mohera z wykształciuchem zjednoczy, gejowi z wszechpolakiem ten sam transparent unieść pozwoli, Michnika i Łysiaka ze śmiertelnego zwarcia wyrwie, i co się wydaje już absolutnie niemożliwe, kibiców Wisły i Cracovii w zgodny chór połączy: Polska Gola !!!Co dla wielu z Was zupełnie oczywiste, mi – Pecetowi bardzo dziwacznym się zdało. Lecz to wina MU, który zamiast „Fify” czy innego „Soccera” wciąż gry logiczne mi instalował, więc o szaleństwie ogarniającym ludzkość co cztery lata, pojęcie miałem raczej blade. Rewelacjom deszyfratora zapewne bym też i nie uwierzył, gdyby mi MU ewidentnych przykładów wszechmocy „kibicowskiego bakcyla” nie ukazał.
Stefan Niesiołowski bodajże kiedyś wspominał, że polityczni więźniowie stanu wojennego, nawet doskonale zdając sobie sprawę, że każdy wygrany mecz reprezentacji, będzie „wodą na młyn” reżimowej propagandy, gromko „Polska Gola!” wykrzykiwali. A internowani w Strzeblinku , cykl stałych wykładów ( do których komentarze wstępne wygłaszał m.in. dzisiejszy prezydent Lech Kaczyński ) na czas trwania hiszpańskich mistrzostw zgodnie zawiesili. Twierdzenia, że podczas meczów polskiej drużyny prawdziwi patrioci kibicowali Belgii lub Francji między bajki można zatem włożyć.
Zaś MU wspominając „zwycięski remis” z ZSRR, wygłasza i taką kuriozalną tezę, że w przypadku tej rywalizacji, nawet większość tych, którzy chcieli zrobić z PRL kolejną republikę, odczuwała głęboko skrywaną złośliwą satysfakcję. Dla przykładu - porównywalną z tą, gdy nasz kolarz spuścił ruskiemu łomot pompką do roweru za jazdę nie fair, kiedy z Sowietami wygrywali nasi siatkarze, a pewnego razu i niespodziewanie hokeiści, że o moskiewskim triumfie i geście „Kozaka” nie wspomnę.
„Wszystkim niedowiarkom oświadczam – mówi MU – że po takich spektakularnych wydarzeniach w euforię wpadali również ludzie, dziś bezmyślnie i lekko nazwani hołotą.”
Zaiste wielka jest wiara i żarliwość kibica, z której sobie sprawy wcześniej nie zdawałem. Jak tłumaczy MU - dzisiejsi malkontenci powątpiewający w powodzenie Euro2012, śledczy tropiący korupcję ligowych rozgrywek, prześmiewcy kpiący z umiejętności krajowych kopaczy, laicy wiecznie dopytujący „w jakich koszulkach grają nasi” – wszyscy oni z pierwszym gwizdkiem chóralnie „Polska Gola!” zawołają, o powrocie Złotej Ery polskiej piłki nożnej marząc.
I to jest ta Twoja komputerowa eureka? – spytacie. I czegóż Twój Użytkownik tak się przeraził? – ramionami wzruszycie. Ano tego, że impulsy w mych krzemowych układach krążą niewzruszone i takie generalne mniemanie z innym ostatnio rozpowszechnionym sądem konfrontować zacząłem. I w związku z tym ze wspomnianą "Złotą Erą" mam kłopot.
Otóż nagminnie słychać tezę, że PRL-u bez kontaktu z odpowiednimi służbami opuścić się nie dało. A już wyjechać dużą grupą do Niemiec, Argentyny czy Hiszpanii bez „esbeka na pokładzie” było nie sposób. Oczywiste zatem, że „naszymi orłami” ktoś opiekować się musiał - by przypadkiem pozostać na zgniłym zachodzie nie zechcieli lub nieodpowiednich kontaktów nie nawiązali. Tajemnicą pozostaje tylko kwestia, czy wszechwładne (jak się obecnie uważa) służby były zainteresowane również tym, co się dzieje w szatni, pod prysznicem lub na murawie? I nie myślę tu o działaczach...
„Dość – nie wytrzymał MU. – Co ty prowokatorze cyfrowy w kiepskich blogach obczytany próbujesz sugerować?”
Wyjaśniłem grzecznie, że zastanawia mnie wyłącznie fakt, iż w masowym lustracyjnym szale szukania tajnych współpracowników SB w każdym bez wyjątku środowisku oraz w ogólnym pędzie do podważania wszelkich autorytetów – pisarzy, aktorów, reżyserów, dziennikarzy, księży, naukowców i polityków, autorytet naszych „złotych drużyn” pozostaje niezachwiany. Mało tego. Kiedy podejrzewając o niecne intencje wszystkich „robiących za PRL kariery”, kwestionuje się ich dorobek artystyczny, naukowy czy polityczny nikt nie śmie podważyć „socjalistycznych” sukcesów sportowców. Dlaczego zwolennicy Łysiaka wietrząc wszędzie „salonowe” układy o „sportowym salonie” się ani nie zająkną. Przecież próbuje się przekonać Polaków, że ta cała ich „rewolucja” to jeden wielki spisek służb i praktycznie każde wydarzenie w sferze publicznej było przez nie kontrolowane. I ja mam uwierzyć, że nasza drużyna wygrała mecz?
Urwałem, bo MU z miną zaciętą zbliżał się niebezpiecznie:
„Nic nie zrozumiałaś z etosu kibica bezduszna maszyno. Myślisz, że możesz wmówić rodakom, że jakiś TW zrobił udany wślizg, że wspaniałe równoległe podanie było dziełem OZI, kluczowe zagranie przeprowadzono według tajnej instrukcji a zdobyta bramka była w zasadzie esbecką prowokacją? Sądzisz, że możesz tak po prostu zniszczyć w społecznej świadomości legendę zasłużonego zwycięstwa nad Brazylią,odebrać poczucie dumy z upokorzenia nadętych Anglików i radość z utarcia nosa Włochom. Chciałbyś umniejszyć martyrologię piłkarstwa polskiego w zalanym po kostki Frankfurcie, kiedy jedynym sposobem na powstrzymanie najlepszej ekipy mundialu było rozegranie meczu w piłkę wodną? A może, sądzisz że musimy zweryfikować jakiś historyczny wynik, albo oddać medale, bo w imię odbrązowienia "srebrnej drużyny" znajdziesz jakiemuś piłkarzowi teczkę? Oto oznajmiam ci, że gdyby nawet w twoich surowych cybernetycznych kalkulacjach była cząstka prawdy, to nikt nie zechce jej ujawnić a już tym bardziej w nią uwierzyć.”
Patrząc na poszarzała twarz MU, zrozumiałem między innymi, dlaczego w archiwach IPN istnieje "zbiór zastrzeżony". Pojąłem również, że wbrew wszelkim deklaracjom, są i takie przeszłe sprawy, które nawet najzagorzalsi zwolennicy lustracji będą woleli pominąć milczeniem, słusznie zakładając, że "prawda, która wyzwala" więcej szkody niż pożytku przyszłym pokoleniom przynieść może. A co do współczesnych? Na przykład MU woli nie wiedzieć, niż dumę kibica i wspomnienia futbolowych uniesień bezpowrotnie utracić. Że jednak ziarno wątpliwości w jego duszy zasiałem, więc i napisać pozwolił. Tylko cały czas za fotelem przestraszony siedzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)