Stało się. Publicystka mężnie wspierająca piórem ideę IVRP niespodziewanie się zbuntowała. Oto namawia dziennikarzy i to na łamach rządowej gazety do „obywatelskiego nieposłuszeństwa”. Wszystkich zszokowanych powyższą wiadomością pragnę jednak uspokoić. Pani Lichocka interpretuje pojęcie „obywatelskiego nieposłuszeństwa” nader specyficznie.
Bo przecież publicystce nie chodzi o demonstracyjny sprzeciw wobec władzy, oficjalne niepodporządkowanie się przepisom wprowadzonym przez państwo, nielegalny i bierny opór przeciwko politycznym rozporządzeniom czy publiczną niesubordynację wobec nakazów rządzących. Podejrzewać nawet należy, że każde z powyższych działań pani Lichocka nazwałaby bez wahania zwykłym łamaniem prawa.
Dzielna i niepokorna dziennikarka „Rzeczpospolitej” proponuje nam zupełnie inny rodzaj nieposłuszeństwa obywatelskiego, polegający na świadomym zignorowaniu sądowych decyzji i opublikowaniu listy 500. Warto wspomnieć, że na konieczność takiej publikacji wskazuje sam Jarosław Kaczyński. Można z czystym sumieniem stwierdzić, że Lichocka propaguje jakieś „nieposłuszeństwo inaczej”.
Autorka przekonuje nas: „...warto być nieposłusznym.” Pewnie, że warto.
Jedynym bodajże elementem, który apel publicystki zbliża do aktu obywatelskiego nieposłuszeństwa jest pełna świadomość konsekwencji jakie grożą za taką postawę. W jej przypadku będzie to zapewne uścisk dłoni premiera i życzliwe gratulacje:
„Obyśmy mieli więcej takich nieposłusznych obywateli!”
Błyskotliwą i szczerą odpowiedź Lichocka już przygotowała:
„Nieposłuszeństwo czasem ma sens”


Komentarze
Pokaż komentarze (6)