Oczywiście tytuł do treści mojego postu wydaje się z pozoru nieadekwatny. Ani wyłącznie o kibiców PIS-u mi idzie, a i błąd – jeden z wielu. Że na nich padło? Bo najczęściej w ferworze dyskusji to oni go popełniają. No i zmieńmy podstawowy na ewidentny – a już powoli wszystko się zgadza.
Zapewne myślicie, ze po takim entrĕe przejdę do rzeczy? Nic z tych rzeczy. Czeka was jeszcze krótkie wyznanie Mojego Użytkownika (MU).
Otóż MU wspomina, jak onegdaj kibicem był - dodajmy, kibicem aktywnym. Takim, co to żadnej „gry u siebie” nie odpuści, a i na wyjazdowy mecz swojej drużyny pojedzie. Fanatyzm MU miał jednak pewne granice. Nie czuł bowiem specjalnego powołania do rozbijania nosów kibicom przeciwnej drużyny, albo co gorsza bezpardonowego atakowania (słowem i czynem) jej graczy. Zdarzyło się i owszem, że MU pomachał szalikiem, ale jego dystans do kibicowania był na tyle spory, że starał się, jak twierdzi, wbrew wszystkim wydarzeniom na trybunach „chłonąć samo widowisko”. A już zupełnie nie licuje z zachowaniem prawdziwego kibica fakt, ze MU oglądając mecz swojej drużyny, próbował zachować resztki obiektywizmu. Ci z Was, którzy choć parę razy siedzieli na stadionowych trybunach dobrze wiedzą, że jest to prawie niewykonalne.
Zanim oddam MU głos, zauważcie jeszcze, ze w poprzednim zdaniu całą Waszą misterną koncepcję wyszukanej metafory o przeszłych politycznych sympatiach MU szlag trafił. Bo też ja cały czas tylko i wyłącznie o MU jako niespełnionym kibicu (pseudokibicu?) piłki nożnej opowiadam. On sam zaś wspomina to tak:
„ Największy dyskomfort i poczucie zupełnego wyobcowania powodowała taka oto boiskowa sytuacja – „nasz zawodnik” ewidentnie fauluje przeciwnika, sędzia to dostrzega i odgwizduje rzut wolny, tłum w którym siedzę gwiżdże przeraźliwie i słychać pomruk całego stadionu: „A TERAZ TO WIDZIAŁ!”. Właśnie wyrażona tymi słowami, irracjonalna pretensja do arbitra, że pomimo wcześniejszych błędów teraz postąpił uczciwie i dobrze wypełnia swoją boiskową powinność, śmieszyła i wściekała mnie najbardziej. To właśnie alogiczność tego zarzutu sprawiała, że choć jeszcze przed chwilą sam buczałem z dezaprobatą, nagle nabierałem zimnego dystansu i zapytywałem siebie „Co ja tu u diabła robię?”
Choć MU ogląda obecnie mecze tylko w telewizji, choć poczucie krzywdy spowodowane błędną decyzją sędziego wyzwala w nim czasami najgorsze instynkty i często skutkuje erupcją bardzo wulgarnych obelg wykrzyczanych w zaciszu domowego ogniska, to przyznajmy uczciwie, że sformułowanie „A teraz to widział!” przez gardło MU nie przejdzie. Cóż z tego, skoro co i rusz MU się na nie natyka - w telewizyjnej politycznej debacie, prasowym artykule czy blogowym komentarzu. Szermują nim prawie wszyscy, choć palma pierwszeństwa należy się posłowi Brudzińskiemu, który praktycznie każdą swoją wypowiedź do takiego argumentowania sprowadza.
Szanowni kibice polityczni, a szczególnie wielbiciele rządzącej koalicji !!! Przyjrzyjcie się własnym postom, komentarzom i wypowiedziom. Sprawdźcie czy w ogniu dyskusji aby nie za często, zamiast sięgnąć po merytoryczny argument, logiczne uzasadnienie lub trafny przykład, krzyczycie swoim przeciwnikom w odpowiedzi „A teraz to widzi!”. Choćbyście bowiem najdokładniej wyliczyli wszelkie pomyłki, błędy i przemilczenia, których wasz adwersarz dopuścił się w przeszłości, jeśli nie wykażecie, że jego aktualna ocena otaczającej rzeczywistości jest błędna i nieprawdziwa, to cała Wasza polemika będzie, jak wspomniany stadionowy pomruk. Irracjonalna i nielogiczna.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)