Ludwik Dorn w swoim najnowszym liście zwraca się „do polskiego złodzieja i aferzysty”.
Oczywiście adresat nie ma tu nic do rzeczy, bo list, podobnie jak i poprzednie, jest skierowany do twardego elektoratu PIS. Dorn postanowił tym razem unaocznić swym zwolennikom, że „tęczowa koalicja opiniotwórczo-dziennikarsko-polityczna”, profesorowie prawa i „subtelni konstytucjonaliści”, których lekką ręką autor stawia w jednym szeregu swoich przeciwników politycznych, to de facto wspólnicy przestępców, a już w najlepszym razie pomagający im „użyteczni idioci”.
Właściwie to nic nowego, już słyszeliśmy to wszystko w mniej pretensjonalnej formie, prosto i twardo przedstawione jako „oczywista oczywistość” z ust samego premiera. Ot, po prostu „Front Obrony Przestępców” tylko „owinięty w bawełnę”.
I nie byłoby o czym pisać, bo „literat” Dorn wychowany w czasach peerelowskiej propagandy, nauczony do czytania między wierszami i przyzwyczajony do cytowania Lenina inaczej pisać nie umie, koncept listów otwartych wymyślił i konsekwentnie nudzi postronnych czytelników.
Listy otwarte mają jednak tę właściwość, że przy okazji dostarczają nieco informacji o ich autorze. Ludwik Dorn napisał między innymi:
„Ci są dla Pana najzabawniejsi i najbardziej pożyteczni, nie ma bowiem nic lepszego niż, jak określał to Lenin „użyteczny idiota”, który bredzi o tym, że walka z korupcją polega na likwidowaniu okazji do korupcji, a nie na zakładaniu podsłuchu łapówkarzom.”
Czy już rozumiecie niechęć Dorna do lekarzy i przemożną chęć „wzięcia ich w kamasze”?
Otóż powszechną zasadę obowiązują w medycynie „przede wszystkim likwidować przyczyny, a dopiero potem leczyć objawy” Ludwik Dorn ma za całkowity idiotyzm.
Jego zdaniem najlepiej stworzyć dobre warunki dla rozpowszechniania się „zarazy”, aby potem móc ją skutecznie likwidować. Jest w tym jakaś logika – wszak gdyby nie było chorób, lekarze staliby się zupełnie niepotrzebni.
Nie po to z takim wysiłkiem powołano CBA, żeby nagle korupcji zabrakło. Nikt rozsądny nie zamierza jej niszczyć, o walkę z korupcją wszak idzie. „Walka z korupcją” jest przecież hasłem rządzących, a nie jej całkowita eliminacja. Na szczęście odpowiedzialni posłowie cały czas chętni by „brać”. A kiedy „dawać” nie będzie komu, to się w ostateczności swoich za pazernych biznesmenów przebierze. Grunt żeby nośne hasło wyborcze dobrze uwiarygodnić.
Ludwik Dorn lekarzem nie został. Został politykiem. Coś mi się wydaje, że to również nie wyjdzie Wam na zdrowie. PECET


Komentarze
Pokaż komentarze