Formuła Salonu24 z jego daleko posuniętą anonimowością ( bardzo duży plus) nie pozwala na badanie socjologiczne uwzględniające wiek blogerów (zupełnie maleńki minusik) więc Maszyna Cyfrowa musi zaryzykować poniższą tezę w ciemno.
Osoby zdecydowanie popierający konferencję CBA i nie mające żadnych wątpliwości co do metody "kilkumiesięcznej prowokacji służb", to IMHO w większości osoby młode.
„Starzy” - na tyle, że jeszcze pamiętający sposoby rozpracowywania opozycji w peerelu (a szczególnie ci, których owe działania bezpośrednio dotykały) i triumfalną minę pani Falskiej prezentującej „materiały operacyjne” w głównym wydaniu „Dziennika” - czują się przynajmniej lekko zażenowani.
I nie ma tu nic do rzeczy, że to zupełnie inny kraj, demokratycznie wybrana władza i szlachetne (piszę to tym razem bez sarkazmu i cudzysłowu) intencje.
Główny problem między innymi w tym, że sama metoda prowokacji zastosowana w relacji władza – obywatel budzi bardzo niemiłe skojarzenia (pierwsze z brzegu: figurant, obiekt obserwowany, oficer prowadzący, tajniak itp.).
By zrozumieć jak delikatnej materii dotykamy wystarczy sięgnąć do pierwszej lepszej definicji terminu „prowokacja” lub samego języka, w którym stały związek frazeologiczny „ofiara prowokacji” jednoznacznie wskazuje, że jest to działanie podstępne i naganne.
Sam „prowokator” bez żadnych dodatków (policyjny, polityczny) ma jednoznacznie pejoratywne znaczenie.
Stosując „złe metody” w imię szlachetnych celów organa władzy powinny być szczególnie ostrożne, wręcz przeczulone i „poza wszelkim podejrzeniem”. Nadto – działania tego typu powinny być solidnie obwarowane przepisami i podlegające bardzo uważnej kontroli niezależnych instytucji obywatelskich. Niestety rządzący idąc do wyborów z hasłem-sztandarem „Walka z korupcją” o tych wszystkich subtelnościach i zasadach zapomnieli.
(Jaką koncepcję tej walki ma nasza władza przypadkowo ujawnia Dorn – cytat tutaj)
Można natomiast słusznie podejrzewać, że w działaniu zdecydowali się model kanadyjski, gdzie za Wikipedią:
„prowokację w policji definiuje się jako podjęcie działań poprzez jednostkę policji, które dają szansę przypadkowej jednostce społeczeństwa popełnienie przestępstwa. Jest to forma testu nazywana Random virtue testing (ang. dosłownie losowe testowanie cnoty).”
Kanada nie Polska. Tam tajne służby państwa nie dźwigają na barkach wspomnień o niechlubnej przeszłości służb państwa totalitarnego a obywatele bagażu doświadczeń z MO, SB i ZOMO. Nie oszukujmy się – metody tajnych służb są wszędzie podobne. Bardzo rzadko się je jednak dokładnie ujawnia w porze największej oglądalności. W programach para-dokumentalnych mówi się raczej o pułapce, obserwacji, śledztwie itp. W filmach sensacyjnych agent z narażeniem życia przenika do struktur, środowiska, organizacji ale zazwyczaj po to by „rozpracować” jakąś grupę przestępczą, a nie zachęcić ją do intensywniejszych działań. O drażliwości tematu gdy rzecz dotyczy polityki, opozycji czy pojedynczego obywatela nie wspomnę.
Pozostaje pytanie czy medialna prezentacja udanego ”podprowadzenia” Sawickiej przez CBA skojarzy się Polakom bardziej z Jamesem Bondem czy nie tak dawną jeszcze totalitarną przeszłością? Interesujące jest kto i jaką metodą wyliczył plusy i minusy takiego ryzykownego politycznego zagrania. Żeby zgrać to z wiadomym spotem, ostatnią debatą i nagłym występem w „Teraz My” musiał przecież pracować nad sprawą cały sztab ludzi. Samem ciekaw czy aby PIS nie przekalkulował. Odpowiedź poznamy w niedzielę.
P.S. Pewnym specyficznym skutkiem akcji „Zdzira” (strzelam, ale po „Mengele” można puścić wodze wyobraźni) jest to, że za samo wyrażenie wątpliwości, za chwilę refleksji nad rzeczywistością, redaktorzy Janke, Leski czy Michalski są obecnie odsądzani od czci i wiary przez pałkarzy partii rządzącej. Nie zazdroszczę im, nie wyzłośliwiam i gratuluję dziennikarskiej odwagi. Jeśli można mówić o pożytkach tej sytuacji – mogą „z drugiej strony” dokładniej zobaczyć „jak to działa” (porównując komentarze np. z dzisiejszą wypowiedzią wodza o Marcinkiewiczu czy reakcją na z pozoru niewinne pytania do minister Fotygi). Czy po „dziwnych rozterkach wynikających z ich chwiejnego charakteru i braku wiary w słuszność sprawy” będą z nieco mniejszym przekonaniem dowodzili, że głosy o psuciu państwa obywatelskiego, to jedynie przejaw "zupełnie nieuzasadnionej histerii"? Tego nie wiem.
PECET
Tekst ten powstał jako komentarz do postu Igora Janke, ale Mój Użytkownik przypomniał mi po co Komputer prowadzi ten blog.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)