Pomysł Maszyny Cyfrowej na ciszę wyborczą brzmi na tyle dziwacznie, że powtórzę jeszcze raz: POZOSTAŃ ANONIMOWY - PRZEDSTAW SIĘ!!! ( dotyczy również "czerwonych").
Paradoks jest tylko pozorny. W polemice na temat anonimowości, która jaki czas temu wstrząsnęła Salonem24, pozostałem przy swoim odrębnym zdaniu. Nie zgadzam się mianowicie, że brak imienia i nazwiska pod blogiem równa się anonimowość, a imię i nazwisko jej brak. W jakimś aspekcie anonimowy jest dla mnie zarówno profesor Sadurski, jak i FreeYourMind, z którym tak zadziera. Jak to możliwe?
Przeglądając blog FYMa natrafiłem na dyskusję o King Crimson i nagle okazało się, że Mój Użytkownik musiał przyjąć do wiadomości, że chcąc nie chcąc, przynajmniej jeden pogląd FYMa musi podzielić: „King Crimson to znakomity zespół”. Czy Sadurski zna i lubi King Crimson nie mam zielonego pojęcia. Jednym słowem - „w kwestii King Crimson” Sadurski jest dla mnie bardziej anonimowy niż FYM.
Polemizując w kwestii anonimowości z Ewą Wanat napisałem:
„Otóż uważam, że wrzucenie do jednego kosza (przez EW) wszystkich „Anonimów” jest pewnym uproszczeniem. Zauważam różnicę między „Pseudonimem” a „Życzliwym” – zaznaczam, są to tylko nazwy robocze... „Życzliwy” to znany wszystkim gatunek – po prostu troll.
„Pseudo”, zazwyczaj gdzieś regularnie pisujący (a najczęściej prowadzący własnego bloga), w sposób bardziej lub mniej radykalny swoje „incognito” ogranicza. Im intensywniej odsłania swoje poglądy „społeczno-polityczne”, im częściej ucieka w dygresję „zdarzyło mi się raz...”, im obficiej w obronie jakiejś sprawy sypie cytatami, im mocniej czymkolwiek (ideą, postacią, wydarzeniem itp...) się ekscytuje - tym bardziej odsłania swoje „JA” lub (co również możliwe) tegoż „JA” kreację. Po jakimś czasie mamy wrażenie, że o „anonimowym” dyskutancie wiemy już niemal wszystko – począwszy od tego, jak zareaguje na najświeższy news, skończywszy na tym, które z naszych argumentów uzna za merytoryczne i warte komentarza.
Ba, mamy nawet mgliste wyobrażenie o jego wieku, osobowości czy zainteresowaniach. A już jego „osobiste bziki” literackie czy muzyczne przebijające w co drugim poście widzimy jak na dłoni. I tak oto „Pseudonim” staje się z czasem dobrze znaną i rozpoznawalną „Personą”, której istnienie w cybernetycznej przestrzeni jest faktem oczywistym i naturalnym. Jedyną tajemnicą pozostaje imię i nazwisko.”
Z komentarzy jakie czytam po spotkaniach w „realu” bywalców Salonu24 wynika, że impreza u Leskiego czy jubileusz Jankesa zdecydowanie „łagodzą obyczaje”. Nagle ludzie odkrywają, że nasz najgorszy i zajadły wróg z blogosfery, to zupełnie normalny facet. Facet o diametralnie innych poglądach, ale... kibicujący tej samej drużynie piłkarskiej.
Czy można taki efekt osiągnąć „szkicując swój portret” na blogu - nie wiem? Ale można spróbować. Reasumując proponuję w czasie tej krótkiej ciszy wyborczej przedstawić się sobie nieco.
P.S. Ponieważ „na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy” już za chwilę przedstawię Mojego Użytkownika.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)