Pomysł starej Maszyny Cyfrowej pt. „Pozostań anonimowy – przedstaw się (czyli pomysł na ciszę wyborczą)” znalazł uznanie w oczach Admina i znalazł się na SG. Słowo się rzekło, zatem spełniam obietnicę i zamieszczam portret Mojego Użytkownika. Dlaczego nie swój. Ano dlatego, że „komputer jaki jest, każdy widzi”, a powołanie do życia tego bloga poprzedziła taka oto deklaracja, którą złożyłem Mojemu Użytkownikowi:
„Dobra, pisz te swoje notki, byle krótkie i na temat. Ja spróbuję wziąć to wszystko do kupy, usystematyzować, posegregować tematycznie oraz chronologicznie i na własnym, jedynym i kto wie, może pierwszym KOMPUTEROWYM BLOGU w miarę regularnie cytować”. (więcej szczegółów tutaj)
A zatem:
Mój Użytkownik (MU) - kilka parametrów technicznych
W zupełnie niemodnej i mocno już podniszczonej powłoce (mniej więcej połowa zeszłego stulecia) tlą się jeszcze resztki młodzieńczych zainteresowań, fascynacji i pomysłów. Jak często mawia MU: „W starej obudowie młoda płyta główna” ...czy jakoś tak.
Czy ma wystarczającą ilość pamięci operacyjnej, pojemność i wydajność, czy też może przydałby się MU porządny tuning i podkręcenie oceniajcie już sami.
W każdym razie, jak sam twierdzi nic mu specjalnie nie nawala, poza źle wyciszonym układem chłodzenia, a to z powodu nieodpartej sympatii do wyrobów przemysłu tytoniowego (nawet nie zawaham się użyć tutaj słowa: fan). Być może stąd obecność w „Ulubionych” Wayne’a Wanga i Paul’a Austera , czyli twórców filmu „Dym”.
Karta Graficzna zauważyła, że inne kluczowe słowa dla MU to m.in. Woody Allen, Almodovar, Terry Giliam wraz z bandą Monty Pythona oraz dwaj bracia ...Coen.
Z kolei programy P2P doniosły mi, że maniakalny upór z jakim MU wpisuje w wyszukiwarkę tytuły starych spektakli Teatru TV (nie wypominając nazw grup rockowych, które rozwiązały się jeszcze w latach siedemdziesiątych) przyprawia je o stany lękowe. Coś o tym wiem, bo biorąc pod uwagę, że podobne zainteresowania przejawia zaledwie kilku użytkowników powszechnie znanego programu, czekają mnie kolejne miesiące „mułowatej” roboty. I dotyczy to również plików muzycznych.
W związku z powyższym Karta Dźwiękowa skomentowała zawartość Bibliotek Audio MU jednym, acz dosadnym zdaniem z „Seksmisji” : „Niezły burdel tu macie siostry, w tym swoim Archeo !” I faktycznie. Jeśli myślicie, że nie można słuchać wszystkiego co gra – od klasyki przez jazz po punk, od Chopina przez Charlie Parkera po Green Day – to mówię wam: da się. Skądinąd wiem, że główne kryteria jakimi kieruje się MU przy swoich dziwacznych wyborach są następujące: żeby było stare, jak Rolling Stonesi; niedocenione, jak The Who; zapomniane, jak Budgie; kontrowersyjne, jak Sex Pistols i ambitne jak King Crimson. A najlepiej jakby było jeszcze kultowe i ...nikomu nie znane. Teoretycznie więc MU nie powinien słuchać niczego. Może dlatego łyka totalnie wszystko? Choć między Krzemem a prawdą i tak zawsze kończy się na Franku Zappie, bo „Geniusz i basta!”.
A skoro przy Geniuszach jesteśmy, to zdradźmy jeszcze jedno nazwisko. Otóż zdarza się, że MU zamiast oblepiać mi lepkimi paluchami klawiaturę, wertuje nimi kartki jakiejś książki. Czasem jest to z sentymentu przeglądany (powrót do dzieciństwa) „Kubuś Puchatek” Milne’a, „Bromba i inni” Wojtyszki albo jeszcze inny Niziurski. Innym razem chęć znalezienia celnego cytatu u Leca, Mrożka lub Gombrowicza. Jeśli jednak to nie jest tom któregoś z wyżej wymienionych, a MU nie przestał czytać, by obejrzeć w tv jaką sztukę Szekspira lub Schaeffera, to ja PECET nawet bez zasilania z łatwością odgadnę autora. Stanisław Lem.
Dwóch panów o inicjałach F.Z. i S.L. MU wielbi bezkrytycznie, w ich geniusz wierzy bezwarunkowo, a o zawartości folderów Zappa-All i Lem-All na moim umęczonym twardzielu nie da się z nim poważnie dyskutować. Tak to już z „Naszymi Użytkownikami” jest.
P.S. A propos inicjałów zapewniam - fakt, że w „życiu poza-sieciowym” inicjały MU są identyczne z moimi ( P.C.) to kompletny przypadek, podobnie jak to, że jego ulubioną drużyną futbolową jest Manchester United.


Komentarze
Pokaż komentarze