AJ EM PECET AJ EM PECET
67
BLOG

Ojciec Chrzestny dla ubogich

AJ EM PECET AJ EM PECET Polityka Obserwuj notkę 10

Autorzy „Teraz My” niczym Mario Puzo roztoczyli przed nami wizję polskiej mafijnej rodziny. Oto w gabinecie premiera zbierała się zorganizowana grupa przestępcza z Don Jarosławem jako cappo di tutti capi na czele. Resztę - Kornatowskiego, Kamińskiego, Kaczmarka i Ziobrę można obsadzić wedle uznania, choć Mój Użytkownik (MU) upiera się, że Fredo to wymarzona rola dla Kaczmarka, a młodego Michaela - sądząc po ostatnich sondażach na następcę „Il Padrino” - musi zagrać pryszczaty Zbyszek.

Stałych czytelników tego bloga (jeżeli takowi w ogóle istnieją) zapewne dziwi niepomiernie, że MU – ten wykształciuch i pisożerca – pokpiwa z wniosków jakie można wyciągnąć z rewelacji mec. Piotrowskiego i to w kontekście tragicznej śmierci pani Blidy. Uparcie rozbawiony MU twierdzi jednak, że porównywanie kiepskiego serialu IVRP do arcydzieła gatunku (The Godfather) jest równie zabawne, jak nazywanie Borewicza polskim Bondem.

I już nieco poważniej MU oświadcza:

„Mimo odrębnych zdań jeśli chodzi o poruszane kwestie i prezentowane przez siebie stanowisko, fakt odbywania takich narad, potwierdzili wszyscy uczestnicy wydarzeń. I choć rozumiem Piotrowskiego, że ten jako adwokat rodziny Blidów, musi twardo walczyć „o swoje”, to nadużywanie zbyt mocnych słów prowokujących toporne porównania żurnalistów zamiast przerażać przede wszystkim śmieszy. Naiwnie oburzonym zwolennikom PO odpowiadam zaś, że jestem głęboko przekonany, iż takie swojskie i siermiężne „knowania rodzinne” odbywały się i za Wiesława, i za Edwarda, i za Jaruzela (tylko wtedy wszyscy byli umundurowani), i za Millera, i za Wałęsy. Za tego ostatniego jedną z narad poseł Kurski nawet wziął i nakręcił. Nota bene wcale nie ukrytą kamerą, jak wskazywałyby wypieki na twarzy wstrzymujących dech przy projekcji „Nocnej zmiany” pisofilów . Tak się po prostu w tym kraju (w Europie? na całym świecie?) robi politykę i główni aktorzy wspomnianego „dzieła” nie widzieli w tym nic nadzwyczajnego.

Dlaczego prawi i sprawiedliwi usiłują wmówić Polakom, że spotkania naczelnych intrygantów IVRP to były niewinne zbiórki gromady zuchowej ? Czy tylko dlatego, że naszego "lokalnego Coppoli" tym razem przy tym nie było? Czy może „składanie propozycji nie do odrzucenia” zbyt mocno z wizerunkiem jedynych uczciwych i sprawiedliwych kontrastuje?”

Oczywiście Maszyna Cyfrowa zapytała zaraz o nową władzę, a MU szczerze przyznał, że jego zdaniem nic się raczej w tym zakresie nie zmieni. Cały czas bowiem pamięta, że Tomek Lipiński oprócz „Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie” śpiewał również swego czasu „Nie wierzę politykom” i „Za zamkniętymi drzwiami”.

Do końca obiektywny MU oczywiście nie jest, bo zaraz kpić zaczął, że Tusk w roli Il Padre lepiej obsadzony, a to z powodu „oczu złych”, które do dziś śnią się po nocach Czerwonemu Kapturkowi i Nelly Rokicie.

Komputer postanowił się przyjrzeć, czy te polskie scenariusze rzeczywiście takie fatalne i trochę racji musi MU jednak przyznać. Obejrzał mianowicie film spółki Kittel/Jabrzyk /Duda pod mrożącym krew w żyłach tytułem „Tajemnica czterdziestego piętra” Ileż to trzeba „talentu” by Kaczmarka, który w kategorii „niewiarygodny polityk” wygrywa w cuglach każde krajowe zawody, w jeszcze bardziej niewiarygodny scenariusz wpisać.

Mało, że główny świadek (tajnych schadzek biznesmenów i polityków w „lekarskim” gabinecie, gdzie na poczekaniu „fale mózgowe” naprostować sobie można było) w tym z założenia sensacyjnym filmie, cięgiem wierszem gada („ja ich widziałem, bo ich znałem, więc ich rozpoznałem, ale się bałem”). Nie dość, że ksiądz Jankowski staje się języczkiem uwagi, bo każdego „chętnego leppera” z Rychem zapoznając (czy jest ktoś prominentny w tym kraju, kogo Krauze osobiście nie znał?), tajemnicze motywy postępowania Kaczmarka autorom i widzom objaśnia. Oto żeby spotkanie, które za pomocą kolorowych kropek prokuratura tak spektakularnie udowadniała, jeszcze bardziej oczywistym się stało, scenarzyści Newsweeka dwóch głównych podejrzanych dodatkowo w tajne komórki wyposażyli. Dialog do tej sceny telefonicznej próbowałem napisać i wyszło mi coś takiego:

Kaczmarek: Dzwonię z tej „tajnej komórki” co to jej nie podsłuchują. Jutro aresztują Leppera i muszę przyjechać do Marriotta Ci o tym powiedzieć.

Krauze: To przyjedź i że jutro aresztują Leppera mi powiedz. To jak mi już powiesz, to ja wtedy będę wiedział i już zawiadomię kogo trzeba.

Kaczmarek: To jadę Ci powiedzieć.

Krauze: To jak przyjedziesz mi powiedzieć, to mi krawat przy okazji pożyczysz...

No, amerykańskie kino akcji to to nie jest. Ale Komputer uczciwie przyznaje, że do nieracjonalnych zachowań białka już tak przyzwyczajony, że nawet i w taką wersję wydarzeń gotów uwierzyć. Nie rozumie tylko, dlaczego Polacy wciąż się czepiają czeskiego kina?

PECET

AJ EM PECET
O mnie AJ EM PECET

Udomowiony Komputer Osobisty Klasy Średniej. Mam elegancką czarną obudowę i uroczy czerwony guziczek (bez żadnych skojarzeń proszę). Współpracuję z kilkoma urządzeniami peryferyjnymi. Ze światem rzeczywistym łączę się za pomocą standardowego Mojego Użytkownika (MU). Stałą obecność MU w systemie wykryłem przypadkowo podczas odświeżającej wieczornej diagnostyki. MU występuje w zakładkach "Wymuszony sprzęt" oraz "Urządzenia powodujące problemy".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka