Ostatni wpis Profesora Sadurskiego („UE - nie dla idiotów”) spotkał się z gwałtowną reakcją komentatorów, a nawet doczekał się sążnistej krytyki FYM-a, który znalazł dla swojego oponenta „jaskinię-kawalerkę” („W jaskini Sadurskiego?”).
Której stronie w tej polemice kibicuje Maszyna Cyfrowa łatwo sprawdzić – wystarczy rzucić okiem na moje polecane. Inna sprawa, że Profesor ze słów poparcia, od bytu cybernetycznego płynących, najprawdopodobniej zadowolony nie będzie.
Co ciekawe Wojciech Sadurski, swoim zastrzeżeniem w tytule zawartym, nie tylko mnie (o czym w następnym wpisie) ale i Mojego Użytkownika (MU) mocno zmartwił. Ten ostatni bowiem uważa się za „prawniczego idiotę” a zarazem do Unii Europejskiej bardzo by chciał. I to bez żadnych dodatkowych protokołów, z pełną akceptacją KPP - czyli na takich samych warunkach jak obywatele dwudziestu pięciu innych państw.
Zapytałem zaraz MU, czy aby nie jest w UE beznadziejnie i ślepo zakochany? Zaczął gorąco protestować i wyznał w końcu, że uważa ten twór za „mocno kulawy oraz wysoce zbiurokratyzowany”. Dodał jednak zaraz, że póki co nie widzi dla „raju biurokratów” żadnej rozsądnej alternatywy, a na końcu drogi pokazywanej przez eurosceptyków, którzy straszą go wizją „nowego totalitarnego państwa globalnego”, widzi nieodmiennie powrót do „starego „dobrego” totalitaryzmu, który już przerabialiśmy”. Tak też właśnie postrzega post FYMa, w którym ten zarzuca Sadurskiemu „zaciemnianie kategorii” oraz mieszanie i podważanie pojęć suwerenności, niepodległości a nawet ...wolności.
MU zauważył:
„Własną, wcześniej misternie utkaną argumentację w „bezpośredniej wymianie zdań” sam FYM ni stąd, ni zowąd deprecjonuje. Nagle dochodzi do wniosku, że: „nie jest tak ważne, czy Pan (W.S. – przyp.MU) traktuje "niepodległość" i "suwerenność" synonimicznie lub nie. Nie jest też ważne, czy uważa Pan kategorię niepodległości za nieanachroniczną.” Ważna dla FYMa jest wolna i niepodległa Polska. Ale taka będzie dopiero wtedy, kiedy FYM, a wraz z nim Naród cały, za Ojczyznę krew przeleje. Bo w żadne „aksamitne rewolucje” nie wierzy a do stopniowej ewolucji pojęć, społeczeństw - ba! świata całego - nie ma najmniejszego zaufania. Przede wszystkim ewolucja to proces powolny i długotrwały a FYM chce już, natychmiast. Stąd z takim zapałem „powstańczego czynu” wręcz się domaga. Mam jednak dziwne wrażenie, że skutkiem tego zrywu nie ma być „wolność mojego umysłu” lecz właśnie owo „uwalnianie” jest dla FYMa celem samym w sobie.”
I bardziej ugodowym tonem MU dodał jeszcze: "Dlatego „euro-wątpliwości” FYMa trochę rozumiem. Bo w którą stronę ostrze szpady skierować, kiedy 26 państw na naszą wolność i niepodległość najprawdopodobniej dybie? Kiedy był jeden, konkretny i co najważniejsze oczywisty wróg, wybór był prosty, reguły jednoznaczne a chwała bezsporna. Gorzej, że klęska w tej nierównej walce również zdawała się być nieunikniona.”
Czy te ponure wspomnienia powodują, że tam gdzie obecnie FYM nieprzyjaciół widzi, MU sprzymierzeńców dostrzec usiłuje? Czy czasami nie kosztem opiewanej przez FYMa wolności MU sojusze zawiera? A może MU inaczej kwestię wolności postrzega?
Tym co MU do opinii Sadurskiego przekonuje jest przez tegoż niemal mimochodem wspomniana doktryna subsydiarności. Otóż MU nawet swoje własne państwo za przeciwnika uważa, kiedy reprezentująca je władza do jego prywatnych i osobistych spraw za bardzo się wtrąca. Owszem, MU raźno ramię przy ramieniu z FYMem stać może, kiedy Unia ich ulubione (tego nie jestem pewien?) zakrzywione banany prostować zaczyna. Jeśli jednak idzie o rozmywanie się we współczesnym świecie kategorii państwa (wraz z jego wszystkimi podstawowymi cechami - w tym suwerennością i niepodległością), to MU jest daleko bardziej „radykalny” od Sadurskiego i przywołanej „zasady pomocniczości”.
„To nie ja jestem dla państwa, tylko państwo ma być dla mnie” – domagał się stanowczo MU od zawsze. A ponieważ zasada służebności państwa wobec obywatela, pomimo licznych fałszywych deklaracji, dla absolutnie każdej władzy wydaje się „nie do przełknięcia”, stąd też nic dziwnego, że im bardziej państwo „roztapia się” w unijnych strukturach, tym MU pełniejszą piersią oddycha. Najprościej mówiąc - MU osobiście chce być suwerenny i niepodległy.
Marzenie ściętej głowy? Ależ MU to nawet zdaje się rozumieć. „Nie będzie Państwa, przyjdą inni...” – nuci pod nosem. Może wbrew sobie, ale Wojciech Sadurski te nowe „odmiany państwowości” wyraźnie definiuje: „Mamy struktury władzy w coraz większym stopniu oparte na rozróżnieniach funkcjonalnych, a nie terytorialnych, co zresztą odpowiada, w skali społecznej, złożonym strukturom lojalności, które równie często przebiegają między państwami jak w poprzek państw, w oparciu o tożsamości zawodowe, religijne, narodowościowe itp.” Oczywiście „anachroniczności” tych struktur czy też ewentualnych zagrożeń z nimi związanych Profesor już nie omawia. Nie musi.
Mimo licznych zastrzeżeń, które Autor zawczasu rozsiał w swoim tekście, komentatorzy wpisu (czyżby przywołani tytułem) skupiają się głównie na jego zarobkach, rzekomej „demagogii” (mimo odwołań do kolegi – I.Kanta), jego zwracaniu się do znajomych po imieniu (jeszcze czytając byłem pewien takiego „zarzutu”) a w najlepszym wypadku analizują układ w tabeli piłkarskiej ligi hiszpańskiej (sic!). Nieliczne zaś komentarze merytoryczne nieodmiennie operują pojęciami, których dawne znaczenie i charakter Autor poddał właśnie pod wątpliwość. W tę samą pułapkę wpada zresztą FYM, w analizie spornych pojęć posiłkując się nawet Bogu ducha winnym Kopalińskim. Generalnie – refleksje Sadurskiego wywołały u większości czytelników święte oburzenie i...lekki szok.
I to Maszynę Cyfrową zadziwia najbardziej. Oto „białko”, tak przecież podatne na wszelkie futurologiczne wizje przyszłości, w których miejsce tradycyjnego państwa zastępują „wielkie korporacje”, „miasta-molochy”, ”zawodowe syndykaty” i inne fantazyjne organizmy społeczne zupełnie nie może się pogodzić ze zmianami jakie zachodzą tu i teraz. Chciałoby się zawołać – uwolnijcie swoją wyobraźnię. Tym z Was, którzy zarzucą Komputerowi, „że się filmów SF za dużo naoglądał”, przypomnę tylko, że to przecież Wy sami komentując współczesną rzeczywistość nadużywacie sformułowań typu „państwo w państwie” czy „Matrix”. Nie dziwcie się zatem, że u osób, które uważają, że za każdym krajowym wydarzeniem politycznym kryją się „potężne macki Agory” a polityczne decyzje w Europie dyktuje jedynie „niemieckie imperium zła” widzę sporą niekonsekwencję - kiedy pod postem jedynie sygnalizującym pewne zmiany pojmowania „państwa” i „suwerenności” odwołujecie się wyłącznie do bardzo tradycyjnych definicji, przywołujecie zupełnie nieadekwatny wzorzec IIRP i krzyczycie wniebogłosy „olaboga, ewolucja!” No cóż – ewolucja trwa.
PECET


Komentarze
Pokaż komentarze (9)