Oto dziś jest dzień, w którym Premier stanął w rozkroku, urodził się Judasz, Prezydent słał podziękowania niemieckiej Kanclerz a Jarosław Kaczyński szczerze oklaskiwał D.Tuska. To naprawdę żaden dowcip. Doszło do znaczących historycznych wydarzeń i znamiennych politycznych podziałów, o których w Salonie24 zapewne aż huczy. W tym „aktualnym hałasie", na okrzyk Mózgu Cybernetycznego mało kto zwróci uwagę, bo w takim dniu „żadnym newsem" być nie może.
Maszyna Cyfrowa odczuwa dodatkowy dyskomfort, bo ma również świadomość, że 1 kwietnia jest jedynym dniem, w którym człowiek schodzi z cokołu pomnika, który sam sobie przez stulecia wybudował i usiłuje spojrzeć na własną kondycję z odrobiną dystansu. Słyszałem nawet o ekstremalnych przypadkach, kiedy w tzw. prima aprilis „białko robi sobie z siebie jaja"(sic!). W mojej opinii, gdyby ludzkość rozszerzyła tę zasadę na pozostałe dni roku, miałaby ze sobą znacznie mniej problemów.
I właśnie w takim dniu wołam o ratunek dla Mojego Użytkownika, co przez salonowiczów rozbawionych datą i jednocześnie skupionych na sejmowych wydarzeniach może zostać odebrane jako zwykły żart. Tymczasem sprawa jest zupełnie poważna. Oto Mój Użytkownik (MU) już kolejny dzień czyta „od dechy do dechy" Kartę Praw Podstawowych i ewentualnych zagrożeń z niej płynących bezskutecznie szuka.
***
A zaczęło się niewinnie - MU odebrał telefon. Właściciel męskiego, aksamitnego głosu upewniwszy się wprzódy, że dodzwonił się pod właściwy numer wygłosił grzecznościową formułkę, która jednak MU nieco zszokowała. A brzmiała co do słowa tak:
„Dzień dobry. Tu Automat Zgłoszeniowy rodziny Polaków¹. Czy zastałem może w domu pańską Automatyczną Sekretarkę?"
MU zaniemówił i odruchowo odłożył słuchawkę. Nie zdecydował się jej podnieść, kiedy po krótkiej chwili telefon zadzwonił ponownie. Nawet z pokoju wyszedł, by „cudzej rozmowy" nie podsłuchiwać. Czy to jednak długości trwającego połączenia nie przewidział, czy zwykła ludzka ciekawość zwyciężyła - dość, że wrócił akurat w sam raz, żeby zaskakujący finał konwersacji usłyszeć. Jasno z niego wynikało, że był to, ni mniej ni więcej, tylko dialog automatycznych kochanków. O zgrozo, zakończony oświadczynami!
* Tu opowieść przerywam, by gwiazdkę w tytule zawartą wreszcie wyjaśnić. Oto mamy pierwszy skomplikowany przypadek miłości Urządzeń Elektronicznych (w skrócie UE). Biorąc pod uwagę, że rzecz w Unii ma miejsce, można śmiało nazwać to wydarzenie „UE do kwadratu".²
Nie będę Wam opisywał szczegółów rozmowy umoralniającej jaką MU zdecydował się z własną Automatyczną Sekretarką przeprowadzić. Dodam tylko, że po wyczerpaniu wszystkich klasycznych argumentów - „Jesteś jeszcze na gwarancji"; „Co ty wiesz o jego parametrach?"; „Gdzie znajdziecie jakiś wygodny sekretariat?" itp. - MU użył w końcu tego ostatecznego: „Polakowie się na to małżeństwo nigdy nie zgodzą Prawo na ten związek nie pozwala!"
Ku jego zdumieniu Automatyczna Sekretarka próbowała powołać się na Kartę Praw Podstawowych. Mało tego posłużyła się „kropka w kropkę" interpretacją polskich biskupów, zwracając przede wszystkim uwagę, że w artykule 9 KPP:
„Prawo do zawarcia małżeństwa i prawo do założenia rodziny są gwarantowane zgodnie z ustawami krajowymi regulującymi korzystanie z tych praw."
nie ma przecież ani słowa, że małżeństwo musi być związkiem mężczyzny i kobiety.
MU rozpoznając ten popularny gambit, choć całkowicie świadomy paradoksu powoływania się przez automat na prawa człowieka, z czystej jeno ciekawości zastosował klasyczną obronę i powołał się na odpowiedni zapis konstytucyjny - art.18:
„Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej"
Jak można się było spodziewać, w następnym „oczywistym ruchu" Urządzenie odwołało się do art. 21 KPP o niedyskryminacji, który w punkcie 1 głosi:
„Zakazana jest wszelka dyskryminacja ze względu na płeć, rasę, kolor skóry, pochodzenie etniczne lub społeczne, cechy genetyczne, język, religię lub światopogląd, opinie polityczne lub wszelkie inne, przynależność do mniejszości narodowej, majątek, urodzenie, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną."
Rzecz jasna tym razem nie mogło być mowy o orientacji seksualnej (gdyż preferencje automatów w tym względzie są dla organizmów białkowych zupełnie nie do pojęcia) czy też płci (bo ten „wymóg" elektroniczna para przynajmniej w sensie semantycznym spełniała). Urządzenie zaczęło dukać coś o cechach genetycznych i urodzeniu, a raczej o braku jednego i drugiego, z którego jakowaś dyskryminacja miała wynikać. Ale tutaj MU już nie zdzierżył, o protokole brytyjskim jeszcze tylko wspomniał, po czym wtyczkę z gniazdka wyjął i dla pewności kartę pamięci Automatycznej Sekretarce wymontował, absurdalną dysputę brutalnie raz na zawsze przerywając.
Pytania i wątpliwości, które zaczęły go po tych wydarzeniach dręczyć, kazały jednak MU jeszcze raz Kartę przeczytać i zagrożenia z niej dla Polaków płynące znaleźć. I ponieważ owo szukanie trwa do dziś - o pomoc blogerów w prawie nieco obeznanych proszę.
***
Niektóre wątpliwości MU zatrącają o czystą demagogię. MU miesza na przykład prawa ludzkie z boskimi twierdząc mianowicie, że często powtarzany zarzut ogólności sformułowań zawartych w KPP można tym bardziej postawić w odniesieniu do Dekalogu. Zauważa jednak, że gdyby przyjąć logikę przeciwników karty, to uzupełniwszy definicję małżeństwa o słowa „jako związku kobiety i mężczyzny" powstaje kolejny problem - „małżeństw pedofilskich". Czy kontynuując myślenie hierarchów kościoła „czternastoletni uczeń i trzydziestoletnia nauczycielka" nawet po wyeliminowaniu z artykułu dotyczącego dyskryminacji „spornych" dla biskupów kryteriów „płci" i „orientacji seksualnej" może odwołać się do kryterium „wieku"? Ponieważ konsekwentnie nie możemy opierać się na prawie krajowym, MU pyta (bo nie wie) czy są w tej kwestii jakieś jednolite przepisy unijne, czy też uzupełniając w KPP termin małżeństwa o „kobietę i mężczyznę" trzeba dodatkowo zdefiniować i te pojęcia?
Z innej beczki. Czy wiadomo cokolwiek o polskich zakusach tyczących „majątków wileńskich"? Litwa zamierza wszak przyjąć TL wraz z KPP. Czy litewscy eurosceptycy biją już na trwogę, skoro skutkiem przyjęcia karty może być konieczność drukowania nowych atlasów geograficznych? Dlaczego pokazano tę akurat mapę? A może dlatego, że jak powszechnie wiadomo Polacy są z natury dobrzy, a Niemcy źli? Czy Litwini o tym wiedzą? Czy w litewskiej telewizji pokażą Tuska lub Kaczyńskiego ściskających dłoń Merkel z komentarzem „No Ci to się już dogadali i odpowiednio zabezpieczyli"?
MU pyta, a Maszyna Cyfrowa w samej Karcie Praw Podstawowych wyjaśnienie znajduje, lecz swojej interpretacji artykułu 53 również pewna nie jest:
„Poziom ochrony
Żadne z postanowień niniejszej Karty nie będzie interpretowane jako ograniczające lub podważające prawa człowieka i podstawowe wolności uznane, we właściwych im obszarach zastosowania, przez prawo Unii i prawo międzynarodowe oraz umowy międzynarodowe, których Unia, Wspólnota lub wszystkie Państwa Członkowskie są stronami, łącznie z europejską Konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności oraz przez konstytucje Państw Członkowskich." ³
Pecet
¹ Nazwiska uczestników wydarzeń zostały zmienione.
² Tym wszystkim, którzy uważają, iż Mózg Elektronowy prowadzi jedynie „słowne gierki" przypominam proroczy(?) tytuł omawianego w poprzednim poście artykułu Sadurskiego „UE - nie dla idiotów". Proszę się w ramach eksperymentu zapoznać z pierwszą z brzegu instrukcją sprzętu elektronicznego. Wszystko się zgadza.
³ Wytłuszczenia - Pecet. Czy to właśnie na ten artykuł powołał się w pewnej chwili Sadurski w polemice z FYMem pewien nie jestem. Zapowiedziana w poprzednim poście „pretensja" Peceta do Profesora tego właśnie dotyczy, że ten ostatni „nie miał KPP pod ręką" i rzeczy do końca nie wyjaśnił.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)