AJ EM PECET AJ EM PECET
78
BLOG

Wesoły Roger czyli reakcje na postęp

AJ EM PECET AJ EM PECET Polityka Obserwuj notkę 13

Czy polska reprezentacja piłkarska powinna wystąpić na ME 2008 pod piracką banderą?

Są wśród salonowiczów komentatorzy którzy uważają, że nominacja brazylijskiego piłkarza na Polaka, jest ku temu przesłanką wystarczającą.

Ktoś powie, że Maszyna Cyfrowa reaguje z refleksem szachisty, bo temat z Top Ten S24 już spadł - łącznie z postem samego Szefa, który zadał tubylcom z gruntu fałszywe pytanie „Czy Roger może być Polakiem?”. Fałszywe - bo, czy to się komuś podoba, czy nie - Roger według polskiego prawa Polakiem już jest(!). Co ciekawe, ledwo nim tylko został, zaczął być Polakiem przez innych Polaków „kwestionowanym”. Można więc uznać, że stał się od razu Polakiem pełną gębą, bo już go nowi rodacy po polskim kociołku (wcale nie stadionowym) oprowadzają, tłumacząc na migi – co i jak.

Oto i macie główny powód komputerowej zwłoki w podjęciu tematu, bo z dwóch kwestii – przyznania Brazylijczykowi w trybie przyspieszonym polskiego obywatelstwa i reakcji polskich obywateli na tenże fakt – ta druga interesuje Mózg Elektronowy o wiele bardziej.

Dotychczasowe posty i liczne pod nimi komentarze potwierdzają z jednej strony wszelkie obiegowe opinie, które Mój Użytkownik (MU) kazał Maszynie gromadzić w katalogu o nazwie „stereotypy” (każdy Polak jest przekonany, że na czym jak na czym, ale na piłce i polityce zna się najlepiej; ilu Polaków, tyle zdań etc.). Z drugiej, nie po raz pierwszy zauważam, że jest to jedna z takich spraw, która nieco narusza typowe salonowe podziały i schematy.

Komentatorzy, którzy w związku z ratyfikacją TL jeszcze wczoraj krzyczeli o utracie suwerenności, nie widzą dziś w postępowaniu Prezydenta nic szczególnie nagannego. Tak zwani euroentuzjaści z kolei, odkrywają niespodzianie jakieś obowiązkowe kryteria, które powinien spełniać prawdziwy Polak. I znowu - słówko „prawdziwy” (szeroko omówione w moim poprzednim poście) staje się słowem kluczowym, wokół którego cały spór zdaje się toczyć; a tylko nieco zmodyfikowane hasło „Polska tylko dla Polaków” (z dopiskiem „reprezentacja” – przyp. Pecet) rozbrzmiewa w rejonach, w których bym się go usłyszeć zupełnie nie spodziewał.

Przyczyną owych (nie tak znowu powszechnych, ale wyraźnie odczuwalnych) turbulencji, w jakie wpadł zazwyczaj przewidywalny do bólu Salon, wydaje się być wielopłaszczyznowość dyskusji. Zazwyczaj dyskusjom wychodzi to na dobre, w tym jednak przypadku mieszanina sportu i polityki podlana patriotyczno-narodowościowym sosem prowadzi do takiego rozstrzału argumentów, że o polemicznej jatce nie może być mowy. Wygląda bowiem na to, że każdy z rewolwerowców słowa wyszedł na pojedynek w innym westernowym miasteczku.

Jedni ustalają kryteria polskości:

Może i katolik, ale żeby chociaż parę lat w jakimś związku (choćby i nieformalnym) z rdzenną Polką przeżył – argumentuje Pan od zwracania orderów.

A gdyby tak babcię Żydówkę miał i ta babcia... – dowodzi Maryla Przegląd Prasy, jakby się właśnie z planu filmu „Miś” urwała i nuże od antysemitów wszystkich wyzywać.

Już mi ten o, holender" ledwo przez gardło przeszedł – wyznaje Janke i wszystkich używających przekleństw od powyższego dosadniejszych regularnie strofuje.

Drudzy w skupieniu omawiają składy, wyniki, tabele:

Galopek reprezentację Francji na wszystkie strony prześwietla i dyskusję w szczegółowe statystyki piłkarskie prowadzi.

Młody Konserwatysta analizę porównawczą „Oli kontra Roger” przeprowadza i mu wychodzi, że ten pierwszy znacznie lepszy (i Polak, i piłkarz). Pan Schreiber nade wszystko jednak upadek idei reprezentacji narodowych kasandrycznie wieszczy, znaczenia słowa „reprezentacja” wcześniej w słowniku nie sprawdziwszy. Z determinacją broni szlachectwa międzynarodowych rozgrywek, emocje związane z rywalizacją klubową zostawiając jakimś mniej wybrednym kosmopolitom, Robi to - i z ciężkim sercem, bo oskarżycielski palec w stronę swojego ulubionego prezydenta przy okazji wznieść musi; i z duszą na ramieniu, by go Wolny Bloger Majcher przypadkiem do spiskowców nie zaliczył.

Bo kolejna grupa polemistów na jeszcze innym polu staje:

Tego całego Rogera i Mistrzostwa Europy wymyślono mianowicie wyłącznie po to, żeby Prezydentowi dokopać, a Właściciel Noża i jego dumni koledzy właśnie to odkryli. Tym sposobem FIFA w samym centrum układu stoi, a wylosowanie Niemców i Austriaków do jednej grupy z Polską to przecież żaden przypadek.

Kolejni tropiciele dla odmiany futbol z uporem nazywają piłką kopaną", ostentacyjnie podkreślając generalny brak zainteresowania aspektem sportowym. Zaskakujące, że choć zazwyczaj ich całe zaciekawienie relacją z meczu wyczerpuje krórtka odpowiedź na grzecznościowe pytanie „A w których koszulkach są nasi?”, tym razem tradycyjną wymianę koszulek oglądali z wypiekami na twarzy. Do gotowych tez o knajackiej subkulturze i korupcji obejmującej całość zjawiska dodali kolejną, że mianowicie brudne ręce piłkarskiej mafii utytłały również Prezydenta. Przykro mi, Stary.

Swoistą puentą tego polemicznego bajzlu jest wypowiedź Kataryny. Pierwsza Dulska Salonu miarowo wygrywa znaną kołtuńską melodyjkę - wszystko byłoby w porządku, gdyby całą rzecz załatwiono po cichu.

Zapytałem Mojego Użytkownika czy jest w ogóle możliwe, żeby to rozdyskutowane towarzystwo się kiedyś w końcu spotkało. O dziwo, MU skinął głową twierdząco i nawet dokładną datę podał:

8 czerwca 2008 roku. Ręczę ci, że te teoretyczne dysputy przynajmniej na moment ucichną i wszyscy jednym chórem „Polska” zakrzykną. I nie będzie miało żadnego znaczenia, czy Roger będzie po boisku biegał, czy też może wcale na Euro nie pojedzie. Jakiś dumny przyjaciel Niemiec będzie za naszych kciuki ściskał i ze zdeklarowanym germanofobem fachowe uwagi wymieniał. A ten, który dziś pozuje na kompletnego laika, co jakiś czas nerwowo z kuchni wrzaśnie „Jaki wynik?!”.

Banalna rzecz i wyświechtany slogan – Magia Futbolu – zakończył MU i zwrócił jeszcze moją uwagę na komentarz jakiegoś członka Klubu Jagiellońskiego. Ów Pan napisał: „...gdy Oli robił karierę w reprezentacji, mój dobry przyjaciel... przewidywał, że to się będzie rozwijać i na końcu będziemy mieli 10 obcokrajowców w polu i jedynego bramkarza, wystrychniętego na Dudka...”

MU stwierdził na to z pełnym przekonaniem, że gdyby podczas rozgrywki w 1410 roku obowiązywały przepisy FIFA, to król Władysław na pięć minut przed bitwą przyznałby polskie obywatelstwo Janowi Żiżce, biorąc jedynie pod uwagę jego sprawność w machaniu mieczem.

Nawet gdyby po murawie biegało dziesięciu Rogerów przeciwko dziesięciu Łukaszom Podolskim, MU dobrze wie komu będzie kibicował. Wcale nie będzie się sugerował narodowością bramkarzy, Szanowny Panie Schreiber, tylko poprawnym rozumieniem terminu „reprezentacja”.

A jedyne zdanie z wywodu Młodego Konserwatysty, z którym jest się w stanie zgodzić, brzmi: „Wiadomo, że wszystko odbywa się w procesie ewolucyjnym”.

I to nawet byle cyfrowa Maszyna rozumie. Tym bardziej mnie zastanawia reakcja MU w pewnej dyskusji na temat kondycji polskich polityków w ogóle, a polskich premierów w szczególności. Rzecz dotyczyła zarówno Kaczyńskiego, jak i Tuska, a skończyła się powszechnym biadoleniem i rwaniem włosów z głowy. I wtedy MU wysnuł śmiałą koncepcję, że skoro Lozano, Bonita i Beenhakker wyciągnęli z zapaści polskie gry zespołowe, to być może najwyższy czas na jakiś spektakularny zagraniczny transfer w dziedzinie polityki. Po czym z udawaną powagą skonstatował, że co prawda Merkel już jest niestety zajęta, ale Blairowi kontrakt właśnie się skończył, a szkoleniowiec ten zaiste przedniej marki. Oczywiście zgodnie z intencją mówiącego przyjęto wówczas ten wywód jako prowokacyjny dowcip ... lecz Peceta ta fałszywa analogia wciąż kusi.

Zastanawiam się bowiem nad tym, co jeszcze wczoraj wydawało się wszystkim zupełnie niemożliwe, a dzisiaj jest dla wszystkich zupełnie oczywiste. Żeby w kręgu sportowych rozważań jeszcze przez chwilę pozostać i do najbardziej konserwatywnej w tym względzie społeczności się odwołać - oto do listopada 1978 roku, kiedy to Viv Anderson zagrał na Wembley przeciwko Czechosłowacji, Anglicy nie wyobrażali sobie, że w ich reprezentacji narodowej może zagrać czarnoskóry piłkarz. Zapewne już zupełnie do łbów im nie przyszło, że bez wątpienia angielski klub jakim jest Chelsea, może w przyszłości rozgrywać mecze w Premiership, nie mając w pierwszym składzie ani jednego rodowitego Anglika.

Potrzebujecie przykładu z lokalnego podwórka? Oto jeszcze całkiem niedawno kręcono u nas sensacyjną komedię w oparciu o traumatyczne przeżycia pierwszego amerykańskiego koszykarza na polskich parkietach. Był to film zupełnie bezwartościowy, choć opowiadał o zderzeniu nie tyle dwóch mentalności, co wręcz dwóch obcych cywilizacji. Podana dwadzieścia lat temu informacja z meczu pierwszej ligi brzmiąca: „w 70 minucie Chorwata zastąpił na lewej pomocy Peruwiańczyk” albo oznaczała prima aprilis, albo chorobę umysłową komentatora.

Powiecie – to tylko sport. Dobrze – przypomnijcie sobie zatem co jeszcze pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat temu nie mieściło się Wam w głowie jeśli chodzi o politykę. Szok?

Nie drwijcie więc z Maszyny, że jej przewidywania, jakoby i w polityce miało się kiedyś okno transferowe otworzyć, są jedynie aberracją popsutego Mózgu Elektronowego. Parę lat temu Wasza kpina brzmiałaby zapewne: „Może jeszcze wymyślisz Durny Blaszaku, że Lepper zostanie premierem?”

Nie próbujcie również doszukiwać się u Komputera jakichkolwiek ocen tego, co niektórzy nazywają ewolucją, a inni postępem. Dla mnie słowo „postęp” nie ma, przynajmniej w kontekście sprawy Rogera, żadnych konotacji - ani pejoratywnych, ani pozytywnych. Maszyna Cyfrowa dostrzega mianowicie to samo co i Wy – co prawda z całych sił wystrzegając się zarówno lamentów wszelakich, jak i entuzjastycznych zachwytów.

Zmiany, Panie i Panowie, po prostu nieuniknione zmiany.

PECET

PS. Tekst ten powstał zanim na Salonie pojawiły się teksty Panów Chraboty i Sadurskiego, które uważam póki co, za jedyne rozsądne głosy w dyskusji.

AJ EM PECET
O mnie AJ EM PECET

Udomowiony Komputer Osobisty Klasy Średniej. Mam elegancką czarną obudowę i uroczy czerwony guziczek (bez żadnych skojarzeń proszę). Współpracuję z kilkoma urządzeniami peryferyjnymi. Ze światem rzeczywistym łączę się za pomocą standardowego Mojego Użytkownika (MU). Stałą obecność MU w systemie wykryłem przypadkowo podczas odświeżającej wieczornej diagnostyki. MU występuje w zakładkach "Wymuszony sprzęt" oraz "Urządzenia powodujące problemy".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka