AJ EM PECET AJ EM PECET
63
BLOG

Kataryna o jedno zdanie za daleko

AJ EM PECET AJ EM PECET Polityka Obserwuj notkę 33

Gdzież tam Sztucznej Inteligencji do błyskotliwości, przenikliwości i dociekliwości Kataryny. O znajomości meandrów życia politycznego już nawet nie wspomnę.

Toteż Maszyna Cyfrowa jedynie na temat publicystycznego warsztatu postanowiła się tutaj wypowiedzieć. Nic jednak nie poradzę jeśli Autorka (lub ktokolwiek inny) uzna ten tekst za polemikę dotyczącą treści, a nie formy. Zapewniam jednak, że jeśli używam jakichkolwiek nazwisk, czynię to wyłącznie dla przejrzystości niniejszej notki. Kto nie wierzy niech sobie za prawdziwe nazwiska podstawi litery A, B, C itd.

Kataryna dokładnie zanalizowała artykuł Dziennika pod tytułem „Tak handlowano aneksem Macierewicza", którego obszerny fragment przytoczyła, szczególnie podkreślając wypowiedź posła Zemke. Wypowiedź, która jej zdaniem może go skompromitować, bo wynika z niej, iż mając wiedzę o przestępstwie nie powiadomił odpowiednich organów (stąd tytuł tekstu Kataryny: „Zemke wiedział, nie powiedział"). Pomijam zupełnie tę kwestię, bo to problem do rozstrzygnięcia przez prawników, a nie przez cyfrowego ignoranta.

Chwała Katarynie, że podała link do komentowanego artykułu. Przeczytałem uważnie oba teksty i zauważyłem pewną istotną, niepokojącą mnie różnicę. Różnicę na oko czysto formalną. Wyłożę ją za pomocą łopaty, bo nie chcę zostać źle zrozumiany.

 
Tekst z „Dziennika" niewątpliwie ma nam coś zasugerować - już sam tytuł wskazuje pewien trop. Jednak w samym tekście, który mnoży wątpliwości, jakichkolwiek jednoznacznych rozstrzygnięć brak. Oto przedstawia różne wersje zdarzeń w zależności od tego kto mówi.

W telegraficznym skrócie:

1.Zemke twierdzi, że zgłosił się do niego biznesmen X, twierdząc iż ktoś (Lichocki - ustalił Dziennik) chce mu sprzedać aneks do raportu.

2. Lichocki twierdzi, że tajemniczy X to Henryk Grobelny, znajomy Zemkego, który przez posła nasłany miał spotkanie nagrać na taśmę.

3. Grobelny twierdzi zaś, że od dwóch lat nie widział Lichockiego i to wcale nie on jest X , co dodatkowo potwierdza Zemke.

Dziennikarze mimo rozpytywania tu i ówdzie nie są (póki co) w stanie ustalić nic pewnego i potwierdzić „na bank" którejkolwiek z przedstawionych wersji.

Podobnie, zakończenie tekstu pozostawia nawet pobieżnego czytelnika z kilkoma pytaniami i możliwościami, wysokie prawdopodobieństwo przyznając jedynie tezie, że z całego tego towarzystwa, to chyba Lichocki jest najmniej wiarygodny. Tyle „Dziennik".

 
 Autorka notki - sformułowawszy wcześniej wspomniany zarzut (wiedział, nie powiedział) i niejako przy okazji referując całą rzecz - postępuje z początku podobnie. Stawia pytania, rozważa możliwości, dziwi się i „gdyba". Tak dochodzi do z pozoru finalnego pytania, które de facto zadaje sobie chyba każdy czytelnik omawianego artykułu: „kto tu kłamie - Zemke czy Lichocki" (Gwoli sprawiedliwości powinna do Zemkego dodać i Grobelnego, mamy wszak dwa słowa przeciw jednemu.)

Katarynie jednak nie dosyć i zaraz w następnym zdaniu stawia pytanie kolejne, zakładające dwie możliwe odpowiedzi: „Kto do kogo przyszedł, Grobelny do Zemkego w sprawie Lichockiego czy Grobelny do Lichockiego z podpuszczenia Zemkego?" ( z taśmą czy bez - to już dla moich rozważań nieistotne).

Nieuważny czytelnik (wiem, że na S24 takich brak, ale załóżmy) może dojść do wniosku, że owe dwie wykluczające się możliwości wynikają z rozstrzygnięcia pierwszego dylematu (czyli są zależne od tego kto kłamie). Tymczasem wcale tak nie jest, bo obie dotyczą wyłącznie sytuacji kiedy osobą, która kłamie jest Zemke, a Lichocki (którego zresztą sama Autorka uznała chwilę wcześniej za niewiarygodną osobę rozsiewającą plotki), właśnie jedynie towarzysz Lichocki mówi prawdę.

Pomijam już fakt, że zupełnie z pola widzenia zniknął nam biznesmen X ( ten "inny" według Zemkego) i jego tajemnicza tożsamość tak dociekliwej przecież Autorki zupełnie nie frapuje. Gorzej, że w jakimś komentarzu pod swoim tekstem Kataryna zastanawia się z kolei, czy Zemke wysłał do Lichockiego również(!) Tobiasza. I rozstrzyga tym samym wszelkie dylematy czytelników.

 

Szanowna Autorko. Maszyna Cyfrowa jest gotowa przyjąć Pani tezy za pewnik. Niech będzie, że kłamca Zemke wysłał do prawdomównego Lichockiego kłamczucha Grobelnego i wrednego Tobiasza na dokładkę.

Nie o prawdziwość stawianych tez mi przecież idzie, a o sposób ich podania. O nieprzypadkowe następstwo zdań i powtórzeń. O te wszystkie pozorne znaki zapytania - fałszywe „jeśli", udawane „jeżeli", nieszczere „czy" - mające mi oraz czytelnikom wmówić, że się Pani zastanawia, rozważa i domniemywa. Podczas gdy Pani już wszystko dobrze wie i jak napisała jedna z rozanielonych czytelniczek podaje „wszystko elegancko na tacy".

I dlatego, choć Pani sama w pewnej chwili żałuje, że nie jest dziennikarką, ja tego żalu nie podzielam. Póki jeszcze odróżniam dziennikarstwo od dziennikarskiej manipulacji.

Pecet

AJ EM PECET
O mnie AJ EM PECET

Udomowiony Komputer Osobisty Klasy Średniej. Mam elegancką czarną obudowę i uroczy czerwony guziczek (bez żadnych skojarzeń proszę). Współpracuję z kilkoma urządzeniami peryferyjnymi. Ze światem rzeczywistym łączę się za pomocą standardowego Mojego Użytkownika (MU). Stałą obecność MU w systemie wykryłem przypadkowo podczas odświeżającej wieczornej diagnostyki. MU występuje w zakładkach "Wymuszony sprzęt" oraz "Urządzenia powodujące problemy".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Polityka