Albatros ... z lotu ptaka
Droga do Prawdy nie zawsze jest kręta.
73 obserwujących
1696 notek
1396k odsłon
  316   0

Choroby współistniejące i zgon 22 luty 2021 - pamiętny dzień

Doremi Sofi

Niestety historia dotyczy mojej mamy. Poszła zdrowa na zabieg plastyki odźwiernika i nie wyszła ze szpitala. Oczywiście jak wszyscy pacjenci przed przyjęciem do szpitala miała wymaz robiony na obecność wirusa i wynik był negatywny. Po 40 minutowym zabiegu źle się czuła, ale mówiliśmy sobie na początku, że to normalne po zabiegu. Jednak jak 4 dnia zaczęła bełkotać, oddychała jak rybka, miała bardzo niskie ciśnienie i szybki puls oraz wymiotowała od 8 do 13 to tata interweniował. Nie miał jednak z kim rozmawiać. Lekarzy nie było nigdy na oddziale. Ciagle operowali według pielęgniarek a one nie mogły nic zrobić. Tata wystawał jak głupek po 3-4 godziny przed wejściem na oddział chirurgii MSWiA. Kiedy lekarz się pojawił to mówił tylko, że wszystko jest Ok, że nie ma powodu do zmartwień. Mamę bardzo bolał brzuch. Czasami całe noce nie spała. Pytaliśmy się jej: mówiłaś lekarzom, pielęgniarkom? Odpowiadała: tutaj nikogo nie ma... A jak lekarz się pojawił to wszedł i wyszedł. Mimo, że mama zgłaszała wszystko jak ich widziała, to nikt nic nie robił. Najgorsza była noc i cały siódmy dzień po operacji. O 6.00 rano zadzwoniła do siostry i powiedziała, że jest z nią bardzo źle. Strasznie ją bolało w brzuchu, mowila, że ma cały wypełniony żołądek płynem, była strasznie poplątana, duszno jej było, miała poty. Tata znowu wystawał przed oddziałem a lekarza do 13 nie było. Później wyszedł i powiedział, że mama ma gorszy dzień. Tata nalegał, żeby wszedł do niej i to sprawdził. Doktor wszedł i wyszedł. Powiedział, że mama jest nieprzygotowana psychicznie. Tata nalegał, żeby zrobili USG jamy brzusznej. Obiecał, że zrobi. Tata pojechał na chwilę do domu. Zadzwonił do mamy i zapytał czy już miała USG. Mama odburknęła: że na jutro przenieśli. Tata znowu pojechał do szpitala. Znowu czekał. Nagle na oddział wszedł spokojnym krokiem pewien pan. Mama była w pokoju numer jeden zaraz przy wejściu na oddział. Pan otworzył drzwi pokoju mamy. Tata ją zobaczył zawieszoną na drążku od kroplówki. Ten Pan zaczął krzyczeć: co Pani robi? Moja mama: idę siusiu. Odległość od łóżka to toalety to może był metr. Mama się słaniała na nogach. Nie mogła z bólu. Faszerowali ja jedynie paracetamolem i nospa, ale to nic nie dawało. Ten Pan zaczął krzyczeć do mamy: trzeba chodzić, chodzić, żołądkiem musi się połączyć z jelitami. Po tym wyszedł z pokoju mamy. Tata zadzwonił to mamy i zapytał: kim jest ten cham? Mama podpowiedziała: ordynator Bąk, ten kto mnie na oddział przyjmował. Tata dzwonił na oddział i oczywiście wyszła tylko pielęgniarka. Powiedziała, że nie ma lekarzy i że będzie teraz jedynie urolog, ale on nie zna sprawy i nie pomoże tacie. Tata zrezygnowany pojechał do domu. Do dzisiaj obwinia się, że zostawił tak mamę w tym szpitalu. O 20.00 dostalismy informację, ze mama będzie operowana. Pani chirurg powiedziała tacie, że nie ma pomysłu, co dzieje się w brzuchu i muszą otworzyć, żeby zobaczyć. Operacja trwała ponad 4h. Przewieźli mamę na OIOM, bo mieli taką możliwość. Miała sobie odpocząć na OIOMie. Nikt nie powiedział tacie, że mama zasłabła, że zakrztusiła się swoimi wymiocinami, że była nieprzytomna i musieli ja szybko intubować, że miała silne, rozlane zapalenie otrzewnej, że wjechała na OIOM w stanie silnego wstrząsu septycznego, skutkiem czego płuca, nerki i wątroba nie działały już. Nikt nie powiedział tacie, że jest w stanie krytycznym i że ma małe szanse. Po dniu na OIOMie powiedzieli, że zrobili test na covid i że wyszedł pozytywny. Powiedzieli, że zaraziła się od koleżanki na OIOMie, później ta wersja została wykluczona, następnie mówili, że przyniosła wirus z domu, po czym stwierdzili, że zaraziła się na chirurgii. Dodam, że oddział chirurgii nigdy nie został zamknięty jako skażony. Moja mama niby zakażona leżała tam 7 dni i zarażała innych pacjentów. Nie zamknęli oddziału, ani nie sprawdzili innych pacjentów, bo jak stwierdzili oni są już w domach. Na tym oddziale umarło więcej osób po operacjach w trakcie pobytu mamy. Ten oddział to brudna fabryka, a lekarze z tego oddziału to okropni ludzie. Kto jeszcze był lub będzie ofiarą?

 · Odpowiedz · 7 tyg.

Sylwia Kolmajer

Teraz wygodnie jest zrzucić winę na covid i mieć "czyste rączki"????????

https://www.facebook.com/Warto-Rozmawia%C4%87-284786781556387/

Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców

8 cerwca o 21:28

OŚWIADCZENIE PRZECIW SZCZEPIENIU DZIECI NA COVID-19

Fundacja Rzecznik Praw Rodziców stanowczo sprzeciwia się nakłanianiu do szczepień dzieci szczepionkami na koronawirusa, preparatami znajdującymi się w III fazie badań klinicznych, których średnio i długookresowe bezpieczeństwo nie zostało ustalone. Wirus nie stanowi zagrożenia dla dzieci. Podnosi się kwestię zwiększonej częstotliwości występowania po szczepieniu zapalenia mięśnia sercowego i osierdzia w populacji osób młodych. Nie wiemy w jakim stopniu szczepienie zapobiega transmisji wirusa w populacji. Narażanie zdrowia najmłodszych w imię potencjalnej i niepewnej ochrony starszego pokolenia jest sprzeczne z naturą, zdrowym rozsądkiem i etyką. Ponadto fakt, że w Polsce, jako jednym z czterech państw na świecie, prowadzone jest eksperymentalne badanie III fazy niemowlaków od szóstego miesiąca życia, jest naganny i budzi sprzeciw.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale