tak informowała o sprawie Gazeta Wyborcza
tak informowała o sprawie Gazeta Wyborcza
manitooo manitooo
832
BLOG

Prokuratura w Lublinie umarza ważne politycznie śledztwo!

manitooo manitooo Polityka Obserwuj notkę 0
Rok temu Fundacja Otwarty Dialog hucznie zapowiadała rozliczenie „pisowskich funkcjonariuszy”. Pomóc miała prokuratura w Lublinie. Ta nie dała się jednak wrobić w polityczną hucpę i merytorycznie oceniła sprawę. Przestępstwa nie było lub dowodów brak, śledztwo umorzone.

„To były wiceszef CBA Grzegorz Ocieczek stał za żądaniem 1,5 mln euro łapówki od przedsiębiorcy Przemysława Krycha. Z naszego zawiadomienia śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Okręgowa w Lublinie” - stwierdził w kwietniu 2025 r. kategorycznie Bartosz Kramek, szef kontrowersyjnej Fundacji Otwarty Dialog (FOD), we wpisie na X. Informacje podały za nim ogólnopolskie media, w tym największe portale internetowe Onet i Wirtualna Polska.

Po niespełna roku i skrupulatnym śledztwie okazało się, że prokuratura nie tylko nie postawiła nikomu zarzutów, ale też stwierdziła „brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego” a w jednym przypadku uznała, że postępowanie w tej sprawie zostało już prawomocnie zakończone.

„Postępowanie zostało umorzone z dniem 13 lutego 2026 roku” - twierdzi Marek Zych, prokurator Prokuratury Okręgowej w Lublinie, p.f. rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Co ciekawe, informację o umorzeniu przekazano zainteresowanym mediom i aktywistom już dawno temu. Jeśli się nie mylę, żadne medium jednak o tym nie poinformowało tak jak zrobiły to przy wszczęciu postępowania.

Postanowienie o umorzeniu zaskarżyła „jedna osoba” (prawdopodobnie Przemysław Krych, oskarżony o korupcję przedsiębiorca, którego proces trwa obecnie w Krakowie). Nie ma wciąż decyzji, czy zostanie wznowione, czy umorzenie stanie się prawomocne.

Rozliczanie to nie zemsta

Prokuratura zdecydowanie zasługuje tu na pochwały: nie pozwoliła na polityczne rzucanie niepopartych dowodami zarzutów i skrupulatnie badała całą sprawę. A od początku była ona bardzo kontrowersyjna i dwuznaczna. Pojawiały się wprost zarzuty, że celem mediów i aktywistów nie jest rzetelne i bezstronne wyjaśnienie poważnych przestępstw korupcyjnych, tylko lobbingowe wybielanie oskarżonego na podstawie twardych dowodów milionera, finansisty o ogromnych wpływach i znajomościach, człowieka z elit, który być może uważał, że jest ponad prawem. To było niebezpieczne dla zwaśnionych polityków wszystkich opcji, bo tam gdzie propaganda wygrywa z prawdą, każdy może ponieść potem konsekwencje i to nie tylko medialne, ale też karne. W sprawę zresztą wplątano samego Donalda Tuska, który jeszcze przed wygranymi wyborami właśnie na podstawie ustaleń dotyczących tej sprawy oskarżył niesłusznie Zbigniewa Ziobro o udział w szantażach, za co niemal natychmiast musiał go przeprosić.

Publikacje mediów zbiegały się w czasie z czynnościami procesowymi wobec podejrzanego a potem oskarżonego Krycha, zaś raport o rzekomych nieprawidłowościach w tej sprawie autorstwa FOD zawierał liczne błędy, przekłamania i został sporządzony albo bez analizy akt sprawy sądowej, albo z celowym pominięciem dowodów świadczących o słuszności aktu oskarżenia wobec finansisty. Szczegółowo omówiliśmy całość sprawy w dwóch materiałach wideo:

Między innymi pomijano twarde ustalenia śledczych, żeby przedstawić Krycha jako absolutnie niewinnego filantropa, a nie człowieka interesu, który za ogromne milionowe kwoty przelewane na fundację wpływowego polityka PiS – senatora Stanisława Koguta – chciał uzyskać konkretne korzyści biznesowe dla firm, które reprezentował (m.in. decyzje konserwatora zabytków w Krakowie czy zgodę na wybudowanie biurowca tuż przy kancelarii premiera, której sprzeciwiali się funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu) .

O winie i karze powinien decydować wyłącznie sąd, a nie dziennikarze czy aktywiści takimi dwuznacznymi działaniami lobbingowymi, na dodatek wymierzonymi też w szkalowanie Polski na świecie. Za Krychem wstawiało się wiele wpływowych osób, ale oni mieli prawo nie znać materiału dowodowego i przyjmować za dobrą monetę zapewnienia o niewinności tego człowieka. Organizacje pożytku publicznego czy dziennikarze, publikując materiały, powinni jednak opierać się na dokumentacji spraw, rzetelnej i bezstronnej analizie akt, a nie sympatiach politycznych.

Prokuratura za to od początku i konsekwentnie zarówno za czasów władzy Prawa i Sprawiedliwości, jak i potem Koalicji Obywatelskiej utrzymywała, że sprawa korupcyjna prowadzona przeciwko Krychowi ma ewidentne podstawy, jest wyłącznie kryminalna a nie motywowana politycznie, mocno udokumentowana materiałem dowodowym w tym zabezpieczonymi dokumentami i nagraniami, ponadto w wielu wątkach sądy wydały już wyroki skazujące potwierdzające słuszność postępowania prokuratorów. Twierdzenia Krycha o rzekomych szantażach, łapówkach w zamian za „rozwiązanie problemów” według prokuratury (i akt sądowych) nie mają żadnych podstaw i są linią obrony oskarżonego.

„Przemysław K. na żadnym etapie postępowania – ani przed prokuratorem, ani przed sądami, które decydowały o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztowania i jego przedłużaniu – nie wspominał o złożonej mu rzekomo ofercie uniknięcia aresztowania, a potem odzyskania wolności w zamian za łapówkę. Nie składał w tej sprawie pisemnego zawiadomienia o przestępstwie. Nie potwierdzają też tego żadne ustalenia ani dowody ze śledztwa. Dlatego twierdzenia Przemysława K. należy uznać za niewiarygodną linię obrony oskarżonego, którego proces się zaczyna i któremu za zarzucane czyny grozi nawet 12 lat pozbawienia wolności.” - oświadczyła Prokuratura Regionalna w Katowicach po tekstach w portalu Onet (w 2021 r.).

„Sprawa ma charakter kryminalny, a nie polityczny. Funkcjonariusze CBA przeprowadzający czynności procesowe w toku śledztwa wykonywali je prawidłowo” - napisał do nas rzecznik prasowy prokuratury w Katowicach, Michał Binkiewicz, w 2025 r. czyli już za czasów rządów KO.

Również zeznania innych świadków nie dawały podstaw, by przyjmować sensacje finansisty jako wiarygodne. Mimo to media brały stronę finansisty, a sam Krych podkreślał, że jak zmieni się władza to przyjdzie czas na rzetelne wyjaśnienia. No i przyszedł. Stanowisko prokuratury w zasadzie się nie zmieniło.

Jeśli ktoś liczył, że uda się wmanewrować w wybielanie oskarżonego prokuratorów z Lublina, srodze się zawiódł. Ci bowiem we wszystkich badanych wątkach uznali, że nie ma podstaw do stawiania zarzutów, ani nawet nie ma wystarczających danych do stwierdzenia, że w ogóle doszło do jakichkolwiek przestępstw wobec tego czy innych przedsiębiorców, rzekomo szantażowanych za czasów PiS. To totalna klapa strategii wybielania tego wpływowego finansisty.

Cztery wątki do umorzenia

Sprawa Krycha była w bezpośrednim zainteresowaniu najważniejszych osób w państwie, wpływowych finansistów i lobbystów oraz największych mediów. Gdyby udało się znaleźć dowody na przestępstwa i szantaże „pisowskich” funkcjonariuszy, politycy PO bezwzględnie by to wykorzystali podczas najbliższych wyborów parlamentarnych. Nic więc dziwnego, że została potraktowana priorytetowo, a jej wyjaśnienie powierzono jednemu z najbardziej doświadczonych i sprawnych śledczych w prokuraturze.

Prokuratur sprawdzał cztery wątki:

- czy inny przedsiębiorca, Krzysztof Porowski, powołując się na wpływy w ABW i CBA żądał 1,5 mln EUR łapówki w zamian za „rozwiązania problemów” firm zarządzanych m.in. przez Krycha, którymi „interesują się służby” (tj. o czyn z art. 230 § 1 pkt 1 k.k.)

- czy ten sam Porowski, ponownie za 1,5 mln EUR, proponował Maciejowi Dyjasowi podjęcie się załatwienia sprawy („rozwiązania problemów”);

- czy funkcjonariusze publiczni „w celu uzyskania korzyści osobistej lub majątkowej, w szczególności poprzez tworzenie fałszywych dowodów, stosowanie podstępnych zabiegów, psychiczne znęcanie się oraz używanie gróźb bezprawnych” próbowali uzyskać określone wyjaśnienia i skierować „ściganie karne przeciwko P. K.”

- czy ktoś składał trzem innym podejrzewanym o przestępstwa przedsiębiorcom oferty „rozwiązania problemów”.

W pierwszym przypadku śledztwo umorzono „wobec stwierdzenia, że postępowania co do tego samego czynu tej samej osoby zostało prawomocnie zakończone (na podstawie art. 17 § 1 pkt 7 k.p.k.)”, w pozostałych „wobec braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego (na podstawie art. 17 § 1 pkt 1 k.p.k.)”.

Krzysztof Porowski też zawiadomił prokuraturę o przestępstwie i tłumaczył, że ktoś próbuje wrobić go w sprawę, z którą nie ma nic wspólnego, na co przedstawił w prokuraturze dowody.

„Nie składałem żadnych propozycji korupcyjnych, nie powoływałem się na wpływy, wszystkie te oskarżenia to pomówienia wyssane z palca” - twierdzi Porowski. I obiektywna analiza jego wersji w zestawieniu z wersją Krycha raczej nie pozostawia wątpliwości, kto mówi prawdę. Ponownie jednak zaznaczmy, że wszystko ostatecznie rozstrzygną sądy.

„Prywatyzowanie” Koguta

Sprawa jest efektem głośnego skandalu korupcyjnego, który wybuchł po przeprowadzonej w grudniu 2017 r. akcji Centralnego Biura Antykorupcyjnego, które po wielomiesięcznym śledztwie i 2 latach działań operacyjnych (czyli podsłuchiwaniu i śledzeniu podejrzewanych), dokonało nalotu na blisko 40 miejsc - mieszkań, firm i biur w Warszawie, Kielcach i w województwie małopolskim. Zabezpieczono tam dokumentację oraz zatrzymano pięć osób, w tym trójkę ważnych menedżerów z najważniejszej firmy z branży nieruchomości w Polsce Echo Investment, oraz Grzegorza K., syna wpływowego wówczas senatora i działacza Prawa i Sprawiedliwości Stanisława Koguta.

Poza oficjalnym komunikatem prokuratury krajowej, ujawniającym konkretne zarzuty przyjmowania korzyści majątkowych, pojawiają się nieoficjalne oskarżenia, że Kogut i jego syn nie tylko brali ogromne łapówki od firm, wykorzystywali fundację charytatywną jako przykrywkę dla finansowania bezprawnego lobbingu, pośredniczyli w podejrzanych negocjacjach, ale także próbowali załatwić łagodniejsze warunki dla odbywającego karę w więzieniu przestępcy.

Sam senator zarzekał się, że nigdy nie wziął łapówki, a tylko pomagał niepełnosprawnym przez swoją fundację w Stróżach, która skutecznie prowadziła wiele akcji społecznych i duży ośrodek dla osób potrzebujących i niepełnosprawnych. I zaznaczmy, fundacja nie była żadną ściemą, rzeczywiście prowadziła kosztowne działania pomagające potrzebującym, a wiele osób do dziś uważa senatora Koguta za specyficznego, ale oddanego sprawom społecznym człowieka, który wszystkie te ewentualne korzyści przeznaczał na działalność fundacyjną, a nie własne zachcianki i wygody. Nie kupował luksusowych aut, wycieczek czy nieruchomości.

„To nie można chodzić i prosić? Można, każdy może prosić, z czego fundacja by żyła, gdyby nie można było prosić” - mówił w mediach z rozbrajającą szczerością, nie widząc wówczas nic złego w łączeniu zbierania kasy na działalność charytatywną z lobbingiem biznesowym czy załatwianiu spraw dla znajomych w myśl zasady: „ty pomożesz mi, ja pomogę tobie”.

Wrogowie senatora wskazywali jednak, że uczynił z fundacji prywatny folwark i zatrudniał w niej mnóstwo osób z rodziny, którzy pobierali z niej wypłaty. Śledczy naliczyli aż 20 osób powiązanych zatrudnionych w fundacji. W ciągu 4 lat (od 2014 do 2017) najbliższej rodzinie senatora wypłacono 1.381.104 zł. Sam senator nie pobierał pensji z fundacji. Dodatkowo wskazywano, że łączenie działalności charytatywnej z lobbingiem na rzecz majętnych firm w zamian za datki wszędzie na świecie jest nie tylko nieetyczne, ale jest też zwyczajnie przestępstwem, czasem karanym z jeszcze większą surowością niż „zwykła” korupcja.

Dość szybko media zaczęły spekulować o genezie problemów senatora. To był wdzięczny temat dla mediów, szczególnie tych antypisowskich. Według „Gazety Wyborczej” wszystko miało się zacząć od donosu do centrali PiS rok przed zatrzymaniami. Potwierdzeniem tej tezy może być odwołanie Koguta w październiku 2016 r. przez Jarosława Kaczyńskiego z funkcji szefa nowosądeckich struktur PiS (okręgu 14), jednego z mateczników tej partii, gdzie senator miał niezwykle mocną pozycję.

Różne media podawały następnie, że źródłem owego donosu mogły być środowiska związane ze Zbigniewem Ziobro. Wskazywano na konflikt senatora z Arkadiuszem Mularczykiem i walkę o władzę w nowosądeckich strukturach PiS i Solidarnej Polski.

Prokuratura, broniąc się przed zarzutami o polityczny charakter afery, wskazała, że CBA zaczęło badać działania Koguta jeszcze za rządów poprzednich władz, w 2015 r. Miało to przeczyć tezie o rozpoczęciu śledztwa po donosie do centrali PiS, choć przecież nie musi wykluczać faktu, że taki donos mógł wpłynąć i przyczynić się do wzmożenia działań śledczych. Faktem jest, że oficjalne śledztwo prokuratura wszczęła w połowie 2016 r.

W ciągu kilku lat śledczy zgromadzili potężny materiał dowodowy, który stał się podstawą zarzutów, a potem oskarżeń wielu osób. Łącznie było ich aż 27. Wiele wątków wyłączono do odrębnych postępowań. W sprawie głównej akt oskarżenia wobec 13 osób prokuratura skierowała do sądu w marcu 2021 r. Dwóch z nich poddało się dobrowolnie karze, więc zostało 11 oskarżonych. Jednym z tych skruszonych, który poddał się dobrowolnie karze, był syn senatora – Grzegorz. Złożył też obszerne zeznania przyznając się do winy.

Proces jednak ruszył dopiero pod koniec 2024 r. i zapowiada się na wyjątkowo długi. Mimo że sędzia w tej sprawie jest bardzo rzetelny i sprawny, to wszystkie strony uważają, że proces potrwa co najmniej 10 lat, bo do zbadania jest mnóstwo dowodów.

„W związku z tym, że Prokurator w akcie oskarżenia zawnioskował o przeprowadzenie na rozprawie 436 dowodów oraz o przesłuchanie na rozprawie 265 świadków, akta jawne sprawy na chwilę obecną liczą 138 tomów, zaś materiały niejawne zawarte są w 196 tomach, nie jest możliwe podanie przybliżonego terminu zakończenia procesu.” - informuje sąd.

Sam senator Kogut niestety nie doczekał procesu. Po wielu perturbacjach z uchyleniem mu immunitetu, rozgrywek politycznych, w końcu trafił do aresztu, postawiono mu zarzuty, ale zmarł 18 października 2020 r., był zarażony koronawirusem.

Śmierć senatora zapewne będzie wracać jeszcze nie raz, przywoływana przez różnych polityków. W czasie kampanii wyborczej przywołał ją prezes PiS Jarosław Kaczyński mówiąc:

„My karzemy naszych ludzi. Tak ostro, że nawet w jednym wypadku to kosztowało tego człowieka życie”.

Nikt nie miał wątpliwości, że Kaczyński mówi o Kogucie. To zdanie wywołało największe poruszenie, sugerując, że presja polityczna i zarzuty prokuratorskie przyczyniły się do śmierci działacza.

Mariusz Zielke

bagno.film@gmail.com 

Komentarz wideo o całej sprawie:

https://www.youtube.com/watch?v=AmB_vrASqZ0



manitooo
O mnie manitooo

Nazywam się Mariusz Zielke. Byłem dziennikarzem Pulsu Biznesu, wcześniej mniejszych gazetek, pisałem na różne tematy, potem robiłem śledztwa dziennikarskie. Obecnie piszę powieści, głównie na faktach, kryminały, sensacyjne, obyczajowe.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka