grafika autora
grafika autora
manitooo manitooo
141
BLOG

Donald Tusk musi rozliczyć sprawy pedofilii!

manitooo manitooo Polityka Obserwuj notkę 3
Sprawy pedofilii są tak wstrząsające, że nie da się ich pozamiatać pod dywan. Szczególnie te, które ktoś próbuje tuszować. A tak jest ze sprawami Krzysztofa S. oraz Ryszarda Variselli. Obie mogą okazać się politycznym granatem wrzuconym do... bagna.

Cała Polska jest zszokowana aferą z Kłodzka i postępowaniem pary dewiantów, którzy mieli krzywdzić własne dziecko, dzieci przyjaciół i rodziny oraz znęcać się nad zwierzętami. Sprawa stała się bardzo polityczna, ponieważ skazana w pierwszej instancji żona głównego oskarżonego i już skazanego na 25 lat (także w pierwszej instancji) mężczyzny była działaczką Platformy Obywatelskiej i to taką, z którą fotografowali się ważni politycy tej partii. Stąd żądania do Donalda Tuska o wypowiedzi na ten temat. Premier milczy, choć mógłby uciąć wszystkie docinki jedną konferencją, na której raz na zawsze potępiłby tę zbrodnię i całą sytuację ale też wskazał różne działania, które trzeba wdrożyć, żeby zwiększyć ochronę dzieci w Polsce oraz umożliwić ściganie takich dewiantów po latach, unikając przedawnień karalności. Jest o czym rozmawiać, bo procedury wymagają zmian, przede wszystkim poważnego traktowania takich zgłoszeń i przeprowadzania odpowiednich czynności śledczych - dowodowych, przede wszystkim skutecznego zbierania dowodów. A to się nie dzieje. Takie sprawy są trudne, niechętnie podejmowane, prokuratorzy ich unikają jak ognia i boją się podejmować decyzji, boją się uwikłać w sprawy, które mogą ich przerosnąć zarówno z powodu ciężaru gatunkowego jak możliwych układów i relacji sprawców.

Tęczowy Music Box

Sprawa Przemysława L i jego żony Kamili nie jest wcale taka wyjątkowa. Z równie drastycznymi czynami mieliśmy do czynienia w bardzo wielu przypadkach, w tym w części dość głośnych, relacjonowanych już przez media. Na przykład przy sprawie Tęczowego Music Boxu, czyli jednej z najgłośniejszych afer dotyczących wykorzystywania dzieci przez wpływowego muzyka, producenta i działacza jazzowego, przy produkcji programów telewizyjnych dla Polsatu oraz TVP, gdzie sprawca miał więzić w piwnicy 12-letnie dziewczynki i gwałcić je, podczas gdy jego żona smacznie sobie spała na górze w tym samym domu. Ta sama żona potem bezczelnie kłamała w sądzie, próbując oczernić ofiary i je zdyskredytować, czemu na szczęście nie dała wiary sędzia i orzekła, dziś już prawomocnie, że materiał dowodowy przeciwko sprawcy jest druzgocący.

W tej sprawie są wstrząsające zeznania ofiar, między innymi chrześniaka sprawcy, który twierdzi, że był wykorzystywany przez Krzysztofa S. na wakacjach, gdy w tym samym pokoju spała jego żona i córka. Inny uczeń Krzysztofa S. zeznał w sądzie, że nauczyciel zgwałcił jego 11-letnią koleżankę. Zeznań w tej sprawie było dużo więcej. M.in. okazało się, że jest co najmniej dwóch innych chłopców pokrzywdzonych, oraz wiele, wiele dziewczynek, w tym dziewczynka, którą sprawca znalazł w domu dziecka, zabierał ją stamtąd do własnego domu i tam ją krzywdził, na co nie reagowały opiekunki, mimo zgłaszania tego przez dziewczynkę.

Zgłosiło się do mnie blisko 50 osób pokrzywdzonych przez tego człowieka, zdarzenia według ich relacji miały miejsce od wczesnych lat 70-tych, a ostatni zgłoszony przypadek niestosownych zachowań miał mieć miejsce kilka lat temu, czyli mówimy tu o ponad 50 latach działania sprawcy.

Mało tego, ten koszmar można było przerwać na początku lat 90-tych, gdy mała 10-letnia Ewa wyznała mamie, że Krzysztof S. podczas wyjazdu z grupą dzieci, zamknął się z nią w pokoju i dotykał w miejsca intymne. To zgłoszenie trafiło na policję i zostało zamiecione pod dywan.

Podejrzenia co do krzywdzenia dzieci przez Krzysztofa S. były w środowisku tajemnicą poliszynela, pisano o tym anonimy, ostrzegano dzieci, podczas koncertu finałowego w Puławach grupa uczniów krzyknęła głośno w kierunku Krzysztofa S.: zostaw dzieci. A podczas warsztatów jazzowych dla dzieci w Margoninie i Chodzieży za tym człowiekiem chodził strażak, żeby go pilnować, by nikogo nie skrzywdził. Artyści zaś układali sobie żarciki śmieszkując z upodobań sprawcy. Dla jasności: robili to, bo sami nie wierzyli, że tak jawnie otaczający się, afiszujący się z dziećmi artysta może rzeczywiście je krzywdzić, myśleli że jest niegroźnym ekscentrykiem. Niestety był bardzo groźny, skrzywdził wiele dzieci. Dowodów na to jest masa, a sam sprawca został nagrany jak się przyznaje do winy, zresztą jedną z ofiar próbował przekupić i to u notariusza.

Dlaczego zatem nie siedzi? Większość przestępstw była przedawniona, a ostatnie zakończyło się, na razie nieprawomocnie także umorzeniem z powodu przedawnienia, choć sąd przyznał, że doszło do naruszenia nietykalności cielesnej dziecka. Prokurator nie był jednak w stanie mu udowodnić, że to naruszenie było w celach seksualnych.

I może można byłoby ten wyrok w jakiś sposób przyjąć bo sąd przecież musi działać w granicach prawa, gdyby nie inne dowody w sprawie i nie tylko takie, że ten gość wchodził na przykład do pokoju dzieci i je obmacywał pod kołdrą, udając że je straszy jak wampir, że niby te dotknięcia nie miały celów seksualnych. W aktach była masa dowodów i zeznań na straszne krzywdy jak gwałty i wyraźnie seksualne czyny. Więc nam, zwykłym ludziom, trudno się z takim wyrokiem pogodzić. No i prokuratorowi również.

Cóż, jak dotąd czyny Krzysztofa S. nie mogą zostać ukarane. Sprawca ma dziś blisko 90 lat. Jeszcze czeka go postępowanie o składanie fałszywych zeznań przed sądem, ale czy poniesie jakąkolwiek odpowiedzialność? Pewnie już nie na tym świecie.

Marszand, milioner... pedofil

Inna równie drastyczna sprawa, którą pan premier Tusk – jeśli nie chce kolejnego kryzysu wizerunkowego - powinien się zająć osobiście i to już, natychmiast, prosząc prokuratora generalnego o szczególny nadzór, dotyczy Ryszarda Variselli, niegdyś znanego milionera, właściciela browarów, restauracji, wielu nieruchomości, bardzo wpływowej postaci, przyjaciela premierów i prezydentów kraju, wielu artysów, sportowców i aktorów. Dość powiedzieć, że jednym z przyjaciół pana Variselli był Wojciech Fibak, który korespondował z Epsteinem, był też wielokrotnie oskarżany przez kobiety o ich nagabywanie w celu „kontaktowania” z wpływowymi milionerami. Skoro więc powstał zespół do sprawy Epsteina nie wyobrażam sobie, żeby odpuścił weryfikację sprawy Variselli.

A jest to sprawa bardzo podobna do tej z Kłodzka. Bo tu również chodzi o krzywdzenie córki partnerki przez ojczyma, krzywdzenie bardzo okrutne. Podobnie jak w Kłodzku mamy matkę z dzieckiem, która zakochuje się w kolejnym partnerze, a ten miał potem okazać się przemocowcem i pedofilem. Ta kobieta i jej dzieci przeżyły prawdziwy horror, który powinien być jednoznacznie rozliczony przed sądem.

W tym wypadku nie ma jeszcze wyroków, ani nawet zarzutów, ale sprawa jest w prokuraturze. Jest w niej od 18 lat. Pierwsze zgłoszenie w tej sprawie na prokuraturę złożyła szkoła, elitarna szkoła dla bogatej młodzieży z Wilanowa i zrobiła to tylko dlatego, że naciskała na to nauczycielka, której Kamila przyznała się do horroru, jaki ma miejsce w domu. Pod naciskiem adwokata, mamy i ojczyma Kamila wycofa potem zeznania, ale przecież one powinny być rzetelnie zbadane, bo to przestępstwo jest ścigane z oskarżenia publicznego a nie prywatnego. A tam była też opinia biegłej, było wiele dowodów, w tym dowody fotograficzne, które powinny zostać ocenione przez śledczych i poddane pod ocenę sądu. Po wielu latach sprawa została wznowiona i wciąż się toczy. I oczywiście, dopóki nie ma wyroku sądu, ten człowiek pozostaje niewinny, ale my, jako społeczeństwo nie powinniśmy się godzić na tak długie procedowanie i mam nadzieję, że teraz, pod presją wydarzeń z Kłodzka z tą sprawą coś się w końcu stanie, żeby potem nie trzeba było czytać nagłówków o lekceważeniu zbrodni i tak podłych czynów. Powinniśmy się tego wszyscy domagać, tak jak wszyscy się oburzamy na wydarzenia z Kłodzka.

Nie nagłaśniam tych spraw, żeby kogoś piętnować czy hejtować. Zależy mi na rzetelnym ich wyjaśnieniu i przekonaniu polityków, że można ponad podziałami politycznymi poprawić skuteczność ochrony dzieci i ścigania sprawców zbrodni na nich, bez przedawnienia. Bo ofiarom się nie przedawnia.

Mariusz Zielke

bagno.film@gmail.com

Materiał wideo:




manitooo
O mnie manitooo

Nazywam się Mariusz Zielke. Byłem dziennikarzem Pulsu Biznesu, wcześniej mniejszych gazetek, pisałem na różne tematy, potem robiłem śledztwa dziennikarskie. Obecnie piszę powieści, głównie na faktach, kryminały, sensacyjne, obyczajowe.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka