Alchez Alchez
440
BLOG

Siedmiomilowe buty - alegoria mediów

Alchez Alchez Kultura Obserwuj notkę 2
Włączyłem 1 stycznia jakąś telewizję informacyjną. Na pasku informacje typu: ilość pożarów, poparzonych osób, płonących balkonów, ukaranych za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym, niewłaściwe używanie petard, rozboje, itp.
 
Zastanawiam się nad sensem podawania takich informacji.
Podanie takich informacji sprzed roku przed sylwestrem to jeszcze rozumiem. Może kilka osób się zastanowi i będzie ostrożniejsza podczas balowania.
Ale po sylwestrze? Co odbiorca ma z takiej wiedzy?
 
Media żyją newsami. Sensacja, tragedia, afera - to lubią.
Ale ponieważ prawdziwych, ważnych dla odbiorców newsów zbyt wiele nie ma (albo nie tak łatwo je przygotować, bo potrzeba do tego większej wiedzy) to same media generują i zalewają nas informacjami bezużytecznymi.
 
Media są jak siedmiomilowe buty z wiersza Jana Brzechwy.
Niby takie buty są fajne. Można w nich bardzo szybko chodzić. W 15 minut z Częstochowy do Warszawy. Super. Kto by ich nie chciał.
Gorzej, że okazuje się, że nigdzie w nich nie można trafić.
To po co takie buty? Nadają się więc tylko do wyrzucenia do wody.
 
Media zalewają nas potokiem informacji.
Prędzej można w nich utonąć niż wyłowić coś naprawdę istotnego.
 
To co? Chyba pozostaje rozstać sie ze standardowymi mediami (TV, największe portale) i samodzielnie grzebać w internecie w poszukiwaniu znaczących informacji.
 
Poniżej w całości alegoria dzisiejszych mediów w wersji Jana Brzechwy.  
 
Siedmiomilowe buty
Pojechał Michał pod Częstochowę, 
Tam kupił buty siedmiomilowe. 
Co stąpnie nogą - siedem mil trzaśnie, 
Bo Michał takie buty miał właśnie. 
Szedł pełen dumy, szedł pełen buty, 
W siedmiomilowe buty obuty. 
W piętnaście minut był już w Warszawie: 
"Tutaj - powiada - dłużej zabawię!" 
Żona spojrzała i zapłakała: 
"Już nie dopędzę mego Michała." 
Dzieci go ciągle tramwajem gonią, 
A on już w Kutnie, a on już w Błoniu. 
Wybrał się Michał z żoną do kina, 
Lecz zawędrował do Radzymina. 
Chciał starszą córkę odwiedzić w mieście, 
Adres - wiadomo - Złota 30. 
Poszedł piechotą, bo było blisko, 
Trafił na Złotą, ale w Grodzisku. 
Raz się umówił z teściem na rynku, 
Zanim się spostrzegł - był w Ciechocinku. 
Pobiegł z powrotem, myśląc, że zdąży, 
I wnet się znalazł na rynku... w Łomży. 
Chciał do Warszawy powrócić wreszcie. 
Ale co chwila był w innym mieście: 
W Kielcach, w Kaliszu, w Płocku, w Szczecinie 
I w Skierniewicach, i w Koszalinie. 
Nie mógł utrafić! Więc pod Opocznem 
Jęknął żałośnie: "Tutaj odpocznę!" 
Usiadł i spojrzał ogromnie struty 
Na swoje siedmiomiliowe buty, 
Zdjął je ze złością, do wody wrzucił 
I na bosaka do domu wrócił.
Alchez
O mnie Alchez

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura