Włączyłem 1 stycznia jakąś telewizję informacyjną. Na pasku informacje typu: ilość pożarów, poparzonych osób, płonących balkonów, ukaranych za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym, niewłaściwe używanie petard, rozboje, itp.
Zastanawiam się nad sensem podawania takich informacji.
Podanie takich informacji sprzed roku przed sylwestrem to jeszcze rozumiem. Może kilka osób się zastanowi i będzie ostrożniejsza podczas balowania.
Ale po sylwestrze? Co odbiorca ma z takiej wiedzy?
Media żyją newsami. Sensacja, tragedia, afera - to lubią.
Ale ponieważ prawdziwych, ważnych dla odbiorców newsów zbyt wiele nie ma (albo nie tak łatwo je przygotować, bo potrzeba do tego większej wiedzy) to same media generują i zalewają nas informacjami bezużytecznymi.
Media są jak siedmiomilowe buty z wiersza Jana Brzechwy.
Niby takie buty są fajne. Można w nich bardzo szybko chodzić. W 15 minut z Częstochowy do Warszawy. Super. Kto by ich nie chciał.
Gorzej, że okazuje się, że nigdzie w nich nie można trafić.
To po co takie buty? Nadają się więc tylko do wyrzucenia do wody.
Media zalewają nas potokiem informacji.
Prędzej można w nich utonąć niż wyłowić coś naprawdę istotnego.
To co? Chyba pozostaje rozstać sie ze standardowymi mediami (TV, największe portale) i samodzielnie grzebać w internecie w poszukiwaniu znaczących informacji.
Poniżej w całości alegoria dzisiejszych mediów w wersji Jana Brzechwy.
Siedmiomilowe buty
Pojechał Michał pod Częstochowę,
Tam kupił buty siedmiomilowe.
Co stąpnie nogą - siedem mil trzaśnie,
Bo Michał takie buty miał właśnie.
Szedł pełen dumy, szedł pełen buty,
W siedmiomilowe buty obuty.
W piętnaście minut był już w Warszawie:
"Tutaj - powiada - dłużej zabawię!"
Żona spojrzała i zapłakała:
"Już nie dopędzę mego Michała."
Dzieci go ciągle tramwajem gonią,
A on już w Kutnie, a on już w Błoniu.
Wybrał się Michał z żoną do kina,
Lecz zawędrował do Radzymina.
Chciał starszą córkę odwiedzić w mieście,
Adres - wiadomo - Złota 30.
Poszedł piechotą, bo było blisko,
Trafił na Złotą, ale w Grodzisku.
Raz się umówił z teściem na rynku,
Zanim się spostrzegł - był w Ciechocinku.
Pobiegł z powrotem, myśląc, że zdąży,
I wnet się znalazł na rynku... w Łomży.
Chciał do Warszawy powrócić wreszcie.
Ale co chwila był w innym mieście:
W Kielcach, w Kaliszu, w Płocku, w Szczecinie
I w Skierniewicach, i w Koszalinie.
Nie mógł utrafić! Więc pod Opocznem
Jęknął żałośnie: "Tutaj odpocznę!"
Usiadł i spojrzał ogromnie struty
Na swoje siedmiomiliowe buty,
Zdjął je ze złością, do wody wrzucił
I na bosaka do domu wrócił.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)