aldina aldina
236
BLOG

Polityka miłości, polityka zaciekłości, czyli wilki, lisy, szaka

aldina aldina Polityka Obserwuj notkę 2

 

Polityka miłości, polityka zaciekłości, czyli wilki, lisy, szakale i powrót wojny na górze - odcinek 1.

Motto: „W ocenach moralnych jest pewna siła, zdolna coś zmienić w świecie. Ale pod warunkiem, że te oceny są obiektywne i bezinteresowne.” (B. Łagowski, „Etyka polityczna w warunkach konfliktu”, w:[red. G. Skapska] Etyka w polityce,Uniwersitas, Kraków 1997, s. 37.)

 

Odwoływanie się do argumentacji i ocen moralnych w polityce nierzadko bywało przedmiotem nadużyć. Wielokrotnie pisał na ten temat krakowski filozof polityki Bronisław Łagowski: ‘Wielkim osiągnięciem moralnym – pisał - było odróżnianie przestępcy od przeciwnika czy wroga politycznego.’ Ludzie walczący ze sobą, mają silną skłonność by wierzyć, że nieprzyjaciel jest niemoralny, i że ‘słuszność jest zawsze lub przynajmniej ostatecznie po naszej stronie’(Kargul). Taka postawa jest do pewnego stopnia zrozumiała, gdyż wzmacnia gotowość do walki, wysiłków oraz solidarności grupowej. Jednakże przy braku krytycyzmu wewnętrznego i bezstronnej refleksji moralnej oznacza to instrumentalne traktowanie osądów moralnych, a nawet cyniczne posługiwanie się moralnością. „Każde wezwanie, aby przeciwnika politycznego uznać za przestępcę, trzeba traktować jako pokusę tyranii.” („Etyka polityczna w warunkach konfliktu”, w: Etyka w polityce, op. cit., s. 36). Taką pokusę tyranii oraz nieuczciwego manipulowania wizerunkiem przeciwników politycznych obserwujemy w Polsce również w ostatnich tygodniach.

W drodze uzupełnienia powyższej myśli Łagowskiego i to w kontekście kolejnej polskiej „wojny na górze” wypada dodać, że spotwarzanie rywala politycznego, prócz wersji moralnej, posiada odmianę estetyczną. Jeśli z dość oczywistych racji (np. po nieskutecznych procesach sądowych) nie udaje się przeciwnika w społecznym odbiorze uczynić „przestępcą”, to można próbować uczynić zeń „niedorajdę”, „głupca”, „prowincjusza”, pieniacza, cierpiącego na manię prześladowczą, słowem niebezpiecznego, niezrównoważonego człowieka, który poza tym „przynosi nam wstyd”. W medialnej walce na wizerunki instrumentalne traktowanie osądów estetycznych jest dość rozpowszechnione. Nieczęsto wszakże przybiera ono tak zajadłą formę jak w Polsce współcześnie. Mamy więc cyniczne posługiwanie się estetyką. A dochodzi również do wojny mieszanej, gdzie jedna strona nadużywa argumentów moralnych, a druga estetycznych lub jednego oraz drugiego jednocześnie lub na przemian.

Należy zauważyć jednak, iż (choć niekiedy nadużywane) odwoływanie się do osądów moralnych jako takie może być także w polityce czymś uprawnionym, jeśli nie przekracza pewnej miary, zachowując zdolność do autokrytyki i bezstronności. Podobnie estetyczne ocenianie rywala, jeśli tylko nie nazbyt nachalne i bezpodstawne, jeśli nie zastępuje rzeczowej oceny zasług(czy błędów) politycznych jest dopuszczalne i nie psuje cywilizowanych reguł przedwyborczego pojedynku.

Tak więc, zgódźmy się z Łagowskim, naganne jest nie samo formułowanie tego rodzaju ocen, lecz tylko cyniczne posługiwanie się sądami moralnymi czy estetycznymi, wyzbyte samokrytycyzmu i (przynajmniej wysiłku) bezstronności. Inaczej bezpodstawne byłoby mówienie o wojnach sprawiedliwych, obronnych, o prawie narodów itp. Nasuwa się wniosek – należy starać się pogodzić zmysł rzeczywistości oraz bezstronne oceny moralne, estetyczne, ekonomiczne itd. Oceny winny być rzetelne, uzasadnione, wiarygodne. Taka postawa pozwala dopiero wykroczyć poza realizm polityczny w rozumieniu Machiavellego, który sankcjonował wszelkie oceny, rozmaite manipulacje, maski, podstępy, oszustwa, o ile tylko te wiodły do pognębienia rywali. W pewnym uproszczeniu, rzec można, iż makiawelizm to instrumentalne traktowanie ocen w walce politycznej. Przy czym makiaweliczni politycy, najczęściej nie wierząc w możliwość bezstronnych, rzetelnych (tj. w tym sensie nierelatywnych) osądów, sami jedynie pozorują wiarygodne oceny, ekspertyzy, śledztwa, itp.. Najpewniej nie wierzą oni w jakiekolwiek, naprawdę rzetelne osądy i ekspertyzy. Im bardziej w nie nie wierzą, tym więcej specjalizują się w ekspertyzach pozorowanych, w medialnym manipulowaniu ocenami, tak, aby wypadały one na ich korzyść (lepiej lub gorzej pojętą).

Niestety oznacza to, że makiaweliczni politycy psują dyskurs publiczny, wprowadzają do obiegu fałszywe osądy, podstawiając je na miejsce twierdzeń i ocen - choćby proceduralnie - uwiarygodnionych. Makiaweliści jednego boją się jak ognia, rzetelnego sędziego i uważnej publiczności, który/która potrafi rozpoznawać oszustwa, podstępne zagrywki i ogólnie sfałszowane, maniakalnie powtarzane arbitralne oceny.

Złożoność wizerunkowej wojny propagandowej daje się wyrazić w postaci mitologii totemicznej czy pewnego rodzaju bestiarium. Schemat jest mniej więcej taki:

·        oni to drapieżniki przebrane za owce, jastrzębie udające gołębie,

·        oni to farbowane lisy czy podstępne węże, skrywające swe kły i swój trujący jad.

Trąbi się o zagrożeniu, ze strony drapieżców w ludzkim przebraniu, o pułapkach i fortelach, o sidłach i zatrutych strzałach. Ogłasza się nawet, w porywach retorycznych, stan zagrożenia wojną domową. Po co? Po to, aby uzasadnić obławę. Na wilki. Na drapieżców w ludzkim przebraniu, na węże i lisy. (Naziści posuwali się jeszcze dalej: w swych symbolicznych wrogach widzieli groźne i obrzydliwe, godne pogardy insekty). Zachodzi tylko obawa, czy do tych podstępnych drapieżników, najbardziej podobni nie są (w swym postępowaniu) myśliwi, którzy chcą uzyskać przyzwolenie na obławę. Na spotwarzanie rywali, na estetyczną brutalizację kampanii.

Prof. B. Łagowski, w swoich publikacjach z ostatnich lat (tj. po 2000 roku, np. w wywiadzie z Igorem Janke, w Rzepie) małodusznych ludzi, których nie stać na uczciwą rywalizację dostrzegał po stronie tych, którzy „szczuli”, judzili, czynili ze swych rywali przestępców. Ci, którym przypisywał te polityczne i moralne winy czy nieprawości, (jak wiemy) władzę oddali/utracili. Ciekawe, co obecnie sądzi Łagowski? Wnioskując z Jego opinii o „wawelskim pochówku” raczej bierze stronę szczujących myśliwych, niż łownej zwierzyny.

Zgodziłby się wszak chyba na postulat, żebyśmy w polityce zachowali ludzkie rysy, nie upodobniając się do rzeczonych zwierząt. Inna rzecz, że (np. wedle M. Zdziechowskiego i T. Hobbesa) człowiek bywa bardziej okrutny od zwierzęcych drapieżców. No i może być przy tym bezmyślny, jak (militarnie zaprogramowany) cyborg.

aldina
O mnie aldina

Mimo nowych zawirowań wciąż staram się być sobą.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka