O ludzkie kondycji i kondycji narodu - dwie myśli w powiązaniu
Smoleńska katastrofa, nawet niezależnie od tego, czy stanowi dramatyczny rezultat niezamierzonych działań, zaniechań czy wynik diabelskich machinacji nihilistycznych terrorystów, daje do myślenia o jakże kruchych cielesnych podstawach naszego ludzkiego istnienia. Człowiek – pogromca zwierząt, zdobywca okolic bliższego kosmosu, wytwarzający swoje podzespoły, łącznie z pierwszymi imitacjami mózgu, może zginąć w 3 sekundy, zamieniając się w poszarpane szczątki czy garstkę popiołu…
Czy zacięte zmagania o desygnaty władzy warte są utraty życia? Czy zaciekłe niszczenie przeciwników politycznych może prowadzić do rozmyślnego zabijania swoich rodaków? Sąsiadów? Rywali gospodarczych? Myśl polityczna takiego Carla Schmitta sugeruje jeszcze jeden motyw i wytłumaczenie: zwycięzcy określają tożsamość podbitych, podporządkowują sobie „populację”. I ma być to również norma w polityce wewnętrznej, w zmaganiach partyjnych: „albo nasza banda albo ich”; Tylko jeszcze dodać należy, że naczelna małpa oszczędza przegranego rywala, ze względu na „dobro wspólne” całego stada. To Zdziechowski pisał o ludzkim okrucieństwie jako gorszym od tego właściwego zwierzęcej bestii.
Zastanawiam się czy Stwórca nie oszczędzał na rozumności dzisiejszych polityków i politykierówszczególnie? Albowiem – to myśl druga – jeśli rozumu nie identyfikować z przebiegłością (na modłę Makiawela), to powinien on wydźwignąć polityczne rywalizacje do poziomu cywilizowanego. I tak chyba była w Grecji czasów Platona i Arystotelesa. Potem w chrześcijańskich wiekach średnich podobnie wierzono i szanowano prawo naturalne, prawo narodów. Nikczemnicy się zdarzali, jak zawsze, lecz w tamtych czasach Hitler nie mógłby dojść do władzy.
Krócej: mądrzejsze i bardziej szanujące własne państwo narody wypracowały przez pokolenia pewne odruchy obronne, instytucje, lecz przede wszystkim instynkt samozachowawczy w wymiarze wspólnotowego trwania. Ten instynkt – to rozumne reakcje na zagrożenia kruchej ludzkiej egzystencji. W pojedynkę, wbrew ideologiom liberalnym, ludzie nie są w stanie zachować własnej tradycji, wzorców obyczajowych, moralnych wartości; tego wszystkiego, co składa się na istnienie prawdziwie ludzkie. Aby trwała cywilizowana wspólnota (narodowa czy szerzej np. taka jak europejska) trzeba umieć jej bronić, a gdy dokonuje się rzeź, katastrofa, konieczne jest właściwe na nią zareagowanie, niczym gorączka w organizmie, mobilizująca przeciwstawienie się inwazji.
Do konkluzji, żeby nie przeciągać: Taką próbę reakcji widziałam w polskim narodzie w okresie żałoby; odbierałam ludzkie na półinstynktowne, a przecież rozumne zachowania jako obronę polskiej państwowości.
Co tu dużo mówić: osłabnięcie tych „odruchów” bynajmniej nie staroświeckich ani nierozumnych może być oznaką głębokiej rany, jakiej doznało polskie społeczeństwo; liberałowie socjolodzy mogliby mówić o czymś w rodzaju rozpadu społeczeństwa obywatelskiego. Powiem otwarcie: ta część tzw. elit politycznych oraz mediów, która w reakcji ulicy podczas żałobyznajduje „ciemnogród”, sama wyrzeka się rozumu, zamieniając go na egoistyczną, łapczywą przebiegłość. Uff, udało mi się bez nazwisk i partyjnych emblematów.
Mamy wciąż jakiś wybór: rozum czy byle „górą nasi”… małpy o zdegenerowanym instynkcie.
Lecz takiego wyboru nie dokonuje się jednorazowo, tylko regularne rozumne decyzje, podtrzymują i ludzki (osadzony na śmiertelnym ciele) umysł i mającą wymiar moralny wspólnotę cywilizowanych istot.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)