To mój debiut na s24. Gdyby nie Smoleńsk pewnie bym tu nigdy nie zajrzała, tak jak typowy leming, dla którego liczy się przede wszystkim święty spokój i z tego powodu jest w stanie zgodzić się dosłownie na wszystko.
Dziś już nim nie tylko nie jestem, ale przeszłam na drugą stronę barykady: stałam się zwolenniczką JK. Skąd taka wolta u kogoś kto głosował na PO we wszystkich wyborach od 2005 roku?
Powodem był oczywiście Smoleńsk, ale zmiana, a właściwie przebudzenie, nie pojawiło się od razu. Najpierw był szok, poczucie straty i tego, że coś się nieodwracalnie zmieniło.
Potem pojawiła się myśl, że dałam się oszukać, podobnie jak wielu Polaków.
Wierzyłam w medialny przekaz – utrwaloną oficjalną kalkę: zły PIS, dobra PO, czyli w uproszczeniu: leniwy, śmieszny Lech Kaczyński i jego straszny, grożący nadejściem IV RP brat Jarosław w opozycji do post kępowej liberalnej, zgodnej i pokojowej PO, której wstrętny PIS przeszkadza w reformowaniu kraju.
Dzień po katastrofie coś jednak we mnie nieodwracalnie pękło i nagle uświadomiłam sobie sprawę, że wizja RP prezentowana przez Lecha wcale nie była zła:
Opierała się w skrócie na czterech mocnych filarach: umocnieniu patriotyzmu, dążeniu do tego, aby Polska była politycznym liderem w Europie Środkowowschodniej i prowadziła własną niezależną politykę wobec Rosji i Unii, a także na dążeniu do dywersyfikacji energetycznej kraju i uniezależnieniu go od dostaw z Rosji.
Sęk w tym, że tego nikt nigdy w mediach tak otwarcie nie prezentował zamiast tego mieliśmy festiwal obelg rzucanych przez Palikota pod adresem prezydenta, „Ira siady”, przepychanki o samolot, o krzesła itd.
Dziś myślę, że szkoda, że nie udało mu się z tym przekazem przebić się do grupy niechętnych mu
( to raczej łagodne określenie) mediów, na czele z z TVN- em i GW, choć wydaje mi się to o tyle trudne, że one nigdy tym zainteresowane nie były, bo do dziś ważniejsze są dla nich. wygłupy Palikota niż dyskusja na temat realnych problemów kraju, takich jak m.in. bezpieczeństwo energetyczne, czy reforma finansów publicznych. .
W rezultacie media, zainteresowane wyłącznie doraźnymi konfliktami i słownymi utarczkami kreują lub jak to woli hodują grupę odbiorców - leminngów, która woli nie myśleć, dla której wygodniejsze jest pójść wskazaną/ podpowiedzianą przez media drogą.
Ja również niestety temu pędowi uległam. Na początku, zaraz po katastrofie naiwnie „kupiłam” ten medialny specjalnie spreparowanyprzekaz o pojednaniu, czyli: nagłym wybuchu polsko – rosyjskiej przyjaźni. Pamiętam, że współczułam nawet Komorowskiemu. Sądziłam naiwnie, że jego widoczna medialna sztuczność była wynikiem tego, że jest mu trudno i niezręcznie dostosować się do nowej, niespodziewanej dla niego roli.
Otrząsnęłam się dopiero po akcji „Wawel” i chwilę potem, po kolejnym haśle wymyślonym przez redakcję GW – „zapal świeczkę na radzieckich grobach”.
Dotarło do mnie, że tzw. salon zrobi dosłownie wszystko, żeby tylko Polacy jawnie nie okazywali sobie patriotyzmu, że drażni ich to nagłe poczucie wspólnoty i powszechny żal okazywany po śmierci Lecha Kaczyńskiego i będzie starać się to poczucie wspólnoty zniszczyć i ośmieszyć.
Zgodnie z tym rozumowaniem patriotyzm jest niemodny, a każdy kto ma nieco bardziej konserwatywne poglądy dostaje łatkę oszołoma. W polityce zagranicznej też nie powinniśmy walczyć o swoje, tylko j siedzieć cicho, tak żeby wszyscy nas lubili.Taka strtegia nie wiem dlaczego kojarzy mi się z I RP ... przed zaborami, gdy funkcjonowały u nas dwa stronnictwa: pruskie i rosyjskie, które pilnowały, aby szklachta zbyt dużo nie myślała i głosowała zgodnie z ich zaleceniami i do tego celu nie żałowały pieniędzy.
Paradoksalnie swoje przebudzenie zawdzięczam jednak GW…
Jak to możliwe? Odsyłam do komentarza Andrzeja Kublika zamieszczonego w GW z 14 kwietnia, w którym napisał, że w katastrofie dziwnym trafem zginęli wszyscy rzecznicy dywersyfikacji gazu w Polsce i wylicza zasługi w tym względzie tragicznie zmarłych ( w tym Lecha Kaczyńskiego).
Komentarz mnie zastanowił. A jeżeli to był zamach? Do tego powodu wyśmiewałam tak jak inni teorie o zamachu, no bo, żeby coś takiego zorganizować trzeba mieć przecież motyw. Ktoś kto na co dzień nie inetersuje się polityką nie potrafi ich wskazać.
Tymczasem ta wypowiedź udowadniała, że był i to niejeden! Poza tym, napisał to dziennikarz, którego trudno jest posądzać o stronniczość na rzecz PIS!
Od tego momentu mój spokój się zakończył. Kolejne dni, tygodnie spędziłam na zbieraniu informacji związanych ze Smoleńskiem, które niestety układały się w bardzo smutną całość.
Moje wątpliwości wzmocniła dziwna, a z czasem już wręcz jawna niechęć rządu i mediów do wyjaśniania wszystkich przyczyn tej katastrofy, czego rezultatem jest brak informacji bądź dezinformacja.
O tym, że istnieje medialne embargo na temat katastrofy nie muszę chyba nikogo przekonywać. To słychać, widać i czuć. Słowo na Z jest zakazane. Dlatego nikt z dziennikarzy nie ośmiela się zadawać niewygodnych pytań bojąc się, że z miejsca zostanie nazwany oszołomem lub łagodniej zwolennikiem spiskowej teorii dziejów. Tak po prostu jest wygodniej.
A ja? Stawiając nie wygodne pytania …niepostrzeżenie przeszłam na drugą stronę barykady.
I co? Muszę przyznać, że świat nabrał ostrości. Tak, jakby ktoś mi zdjął okulary i założył inne, prawdziwe. Maski nagle opadły, a ja jaskrawo zobaczyłam obłudę i fałsz.
Dlatego zdecydowałam, że zagłosuję na J.K i nie żałuję swojej decyzji.
4 lipca nie przegrałam, zwyciężył zwykły strach.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)