W tej sprawie wszyscy jesteśmy winni. Wojna polsko – polska trwa i niestety trwać będzie, bo Smoleńsk niczego nas nie nauczył. Nienawiść dalej nas zalewa.
„Trzeba dorżnąć tę watahę”, „wyginiecie jak dinozaury” te słowa, podobnie, jak obelgi Palikota nie spotkały się z jakimś wyraźnym protestem. Przed Smoleńskiem brutalizację języka traktowaliśmy jako nieco przesadny, ale jednocześnie nieodzowny element politycznej debaty. Nie zauważyliśmy przy tym, że w ten sposób dajemy na to przyzwolenie i mimo woli przesuwamy granice.
Wydawało się, jednak, że teraz po tak strasznej katastrofie podobne słowa się już nie powtórzą. Niestety, jest jeszcze gorzej. W wypowiedziach polityków coraz dobitniej pobrzmiewa nienawiść. Wyliczać można długo: Bartoszewski, Wajda, Kutz, no i oczywiście Palikot.
Niestety, w ostatnim tygodniu przed wyborami do tego grona dołączył również premier Tusk, wypowiadając dla Polityki słowa, które nieco umknęły w przedwyborczym ferworze: - Nieustanna konfrontacja między Lechem Kaczyńskim a rządem teraz nabrałaby gwałtownego przyspieszenia. Z racji temperamentu Jarosława Kaczyńskiego, determinacji, ale też bardzo wyraźnie odczuwalnej chęci odwetu na mnie i Platformie. (…)I dalej: To będzie totalna wojna w imię zemsty, bo przecież w tym obozie rośnie obsesja dotycząca Smoleńska, obsesja wojny domowej.– tłumaczył w wywiadzie.
Chciałoby się zapytać: Panie premierze, o jaki odwet, jaką zemstę chodzi? Za co? A może pan wie coś czego my nie wiemy? I kto tak naprawdę ma tutaj obsesję?


Komentarze
Pokaż komentarze (19)