Blog
makulektury
betacool
betacool odgrzebywacz starych sensów
0 obserwujących 7 notek 2119 odsłon
betacool, 8 lutego 2019 r.

W tyglu „Humany” – słowo o gdańskiej alchemii, cz. 1

213 0 0 A A A

W tyglu „Humany” – słowo o gdańskiej alchemii, cz. 1

  Maria Janion: Projekt krytyki fantazmatycznej. Szkice o egzystencjach ludzi i duchów, Wydawnictwo PEN, Warszawa 1991 

  „Różne incydenty z kloaki historii” oddzieliły dawność od dzisiejszości” 

Projekt krytyki fantazmatycznej… s. 169 

Jeśli oglądaliście film „Matrix”, to być może pamiętacie scenę, gdy Neo na widok czarnego kota, stwierdził że ma deja vu. Wyjaśniono mu szybko, że to oznacza jedno - „matrix coś zmienia” i jest to początek wgrywania nowej wersji fałszywej rzeczywistości.

Podczas strajku na Wydziale Humanistycznym w Gdańsku (popularnie zwanym „Humaną”, był jeden moment, który wzbudził we mnie jakieś koszmarne podejrzenia, że rzeczywistość którą oglądam jest fałszem. Wiecie co to było? To był widok toalet podczas protestu. Rzekłbym, że miano „toalet” byłoby słowem użytym na wyrost. To były raczej „kible”. Nieobecność sprzątaczek (te w maju 1988 roku nie okupowały budynku) sprawiła, że wyglądały one jak białe samochody biorące udział w rajdzie w gliniastej części dorzecza Amazonki. Wtedy przez głowę przemknęła mi taka myśl: „- Przecież wystarczyło wyłączyć wodę na jeden dzień i cały ten strajk rozpłynąłby się w momencie, gdy stos kup w toaletach wzniósłby się powyżej poziomu klozetowej deski. Nie potrzebny byłby żaden szturm ZOMO…” 

Woda jednak była, więc z tymi kiblami wyglądającymi jak ubłocone samochody, jakoś się dało dograć ten teatr do wstydliwego końca. Dlaczego wstydliwego? Ano dlatego, że miał to być strajk solidarnościowy z protestującymi stoczniowcami. Zakończył się demokratycznie przegłosowanym samorozwiązaniem. Stoczniowcy jeszcze strajkowali. Tyle, że już samotnie. Do dziś zachodzę w głowę, gdzie się w tym ostatnim dniu strajku podziała postulowana przez nas „solidarność” i jak miała ona wyglądać? Czy już wtedy zahaczyłem o obecność w uprzywilejowanej warstwie, która nie chciała zbierać pałkami po plecach, tak jak strajkujący w Nowej Hucie? Może tak było? Może studentami łatwiej było powodować i nimi kierować niż prosto pojmującymi proste słowa stoczniowcami i hutnikami? Myślę także, czy były inne „czarne koty”, których wtedy uporczywie nie przyjmowałem do wiadomości. Czy była „czarnym kotem” budka strażnika z funkcjonariuszem przed domem Wałęsy na ulicy Polanki, czy była „czarnym kotem” wizyta Wałęsy na „humanie” tuż po strajku, na której nie było go nigdy przedtem i nie wiem, czy kiedyś potem... 


„To dzięki nim (fantazmatom) odsłoniła się podwójność rzeczywistości, w której przebywamy jednocześnie – jakby w mieszkaniu o przechodnich pokojach z otwartymi drzwiami. Swobodne poruszanie się w tych obydwu rzeczywistościach - ludzi i duchów, jawy i snu, zwyczajności i marzenia – jest warunkiem równowagi naszego istnienia”. 

Projekt krytyki fantazmatycznej… s. 5 


Śmierć Pawła Adamowicza sprawiła, że moje poruszanie się po przeszłości przybrało postać fantazmatu. W dniu tej śmierci okazało się bowiem, że sięgając w pamięć o minionych dniach poruszam się już nie tylko w rzeczywistości ludzi, ale i duchów. Tak duchów… 

Tę podróż w przeszłość zafundował mi w dużej mierze TVN 24, który uparł się żeby „Brzmienie ciszy” koniecznie zamienić w jej brzemię. Ta na okrągło puszczana piosenka, była co jakiś czas przerywana wspomnieniami o Pawle Adamowiczu. Będąc niemym świadkiem tego spektaklu, stwierdziłem, że znalazłem się oto w rzeczywistości, w której można swobodnie poruszać się między ludźmi i ich duchami, między jawą, a jej kreacją, która przypominała sen. Zostałem wrzucony w rzeczywistość, która kiedyś po części była moją, a teraz przypominała podświetlane punktowymi reflektorami struchlałe widmo. 

Oglądałem więc sobie obrazki z Gdańska, a w głowie odtwarzałem fragmenty filmu, który dawno temu rejestrowałem obiektywami własnych źrenic. I co? – Fantazmat! Różne rzeczywistości, różne światy. 

Postanowiłem więc, że spróbuję się w jakiś sposób umiejscowić w tej przedziwnej plątaninie. Pamiętając o świeżych wspominkach Borusewicza, Taylora i nieznanych mi ludzi z Europejskiego Centrum Solidarności, zajrzałem do starych zdjęć, relacji i wywiadów i próbowałem to skonfrontować z moją pamięcią. Alchemia… 

Dlaczego właśnie słowo „alchemia” ciśnie mi do głowy? Może dlatego, że odbieram ją dzisiaj nie jako konglomerat nauk mający służyć transmutacji złota i wynalezieniu uniwersalnego panaceum. Alchemia to dla mnie zestaw sztuczek, które pod osłoną dymów i błysków mają odwrócić uwagę od jej prawdziwych i nierozpoznanych celów. To dziedzina, która ma skupić uwagę na okruchu złota w okadzonej retorcie, a tak naprawdę jej ostatecznym efektem jest kredyt brany przez władcę wierzącego w cuda. Seans kończy się dla władcy jego uzależnieniem od stojącego za alchemikiem rzeczywistego mocodawcy. Musimy pamiętać, że alchemia jak każda dziedzina zakotwiczona w ekonomii, rządzi się jej prawami. Mocodawcy nie lubią ponosić zbędnych kosztów. Z biegiem czasu stwierdzili więc, że zamiast okruchów złota i dość kosztownej przecież alchemicznej scenografii, dużo tańsze będzie bełtanie słowami i to nie w szklanych naczyniach, lecz w kolbach ludzkich głów. Od tej pory kierunek i intensywność mieszania zależą od tak zwanych okoliczności, a te w roku 1988 podlegały dużym wahaniom temperatur i dużym ciśnieniom. 

Opublikowano: 08.02.2019 15:43. Ostatnia aktualizacja: 12.02.2019 10:53.
Autor: betacool
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

grabarz nowych nonsensów

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @bolas1  Sonduję tutejszy poziom komentatorów. Na razie raczej sami sami destylujący złoto z...
  • @Harcownik  Transfer był jak najbardziej nieoficjalny. Kurierzy przemycali ze Stanów dolary w...
  • Tak się ciekawie składa, że od zarabiania na węglu zawsze są jacyś dużo lepsi od nas...

Tematy w dziale Społeczeństwo