0 obserwujących
12 notek
32k odsłony
  807   0

Problem "chust na uniwersytetach" w Turcji

 

Zakaz noszenia przez kobiety chust na uniwersytetach to głośny problem w tureckiej polityce, który ciągnie się już od dobrych kilku lat, dzieląc społeczeństwo na dwa obozy. Obrońcy zakazu twierdzą, że jego zniesienie podważy laicką wizję Republiki i uderzy w zasadę rozdziału państwa od religii. Przeciwnicy wskazują, że prawo do noszenia chusty jest wyrazem religijnej i osobistej wolności i zakaz nie może być tolerowany w kraju ubiegającym się o członkostwo w UE.

Historia zakazu

Zakazu noszenia chust nie znajdziemy w tureckiej Konstytucji. Jego historia sięga lat 80., kiedy to w wyniku puczu wojskowego zdefiniowano dozwolony ubiór urzędników w miejscach publicznych. Od tego czasu kobiety z zasłoniętymi chustą włosami nie mogą być zatrudniane w sferze publicznej. W 1997 roku pod presją armii upada islamistyczny rząd Erbakana a zakaz noszenia chust rozciągnięty zostaje na uniwersytety. Tysiące studentów ma zakaz wejścia na kampus.

Kierunek polityki zmienia się, gdy do władzy w 2002 roku dochodzi Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). W 2008 r. Parlament znosi zakaz noszenia chust na uniwersytecie. Sprawa trafia do Trybunału Konstytucyjnego, który w swoim werdykcie uznaje wprowadzone zmiany za sprzeczne świeckimi wartościami zawartymi w Konstytucji. Przy okazji do Trybunału trafia wniosek o zakazanie działalności rządzącej w Turcji partii pod zarzutem wprowadzania w Turcji prawa religijnego. AKP broni się, twierdząc że realizuje podstawowe wymogi wolności i praw człowieka a opozycja używa władzy sądowniczej do obalenia demokratycznie legitymizowanego rządu. Po 30 godzinnej debacie sześciu sędziów Trybunału głosuje za zakazaniem działalności partii, czterech za karą finansową. Do obalenia rządu zabrakło jednego głosu.

AKP kontynuuje swoją walkę. We wrześniu 2010 roku premier Recep Tayyip Erdogan odnosi wielkie zwycięstwo, gdyż udaje mu się przeforsować zmianę Konstytucji w referendum powszechnym. Mimo braku konsensusu w Parlamencie minister szkolnictwa wyższego nakazuje rektorowi Uniwersytetu w Stambule pozwolić wejść na teren kampusu studentom noszącym chusty. W chustach będą też mogli przystępować do egzaminów. Opozycja stawia pytania o legalność podjętych przez ministra działań.

 

Argumenty stron

Zwolennicy zniesienia zakazu mówią, że chcą skończyć z dyskryminacją w edukacji. Badania opinii publicznej w Turcji wskazują na duże poparcie dla zniesienia zakazu. Około 70% kobiet w Turcji nosi chusty - włączając żonę premiera. Rosnąca klasa średnia jest konserwatywna i chce większej swobody w praktykowaniu islamu. Sam zakaz przewyższa stopniem restrykcyjności podobne przepisy w innych krajach. Turcja nie tylko zakazuje noszenia chusty urzędnikom państwowym i uczniom szkół publicznych, ale także w prywatnych college'ach, na kursach prawa jazdy, na salach sądowych i nawet w niektórych szpitalach. Kobiety w chustach niechętnie są też zatrudniane w prywatnym biznesie.

"To nie jest kwestia praw mniejszości - tak jak w krajach zachodnich, gdzie większość społeczeństwa nie jest muzułmańska" - uważają zwolennicy zniesienia zakazu. To pytanie o demokrację w Turcji. "W którym z krajów obowiązuje taki zakaz? Czemu noszenie chusty jako symbolu politycznego jest przestępstwem? I jak może być to zakazane w kraju, w którym 99% ludności to muzułmanie?"- pytał podczas spotkania Aliansu Cywilizacji, premier Turcji Recep Tayyip Erdogan.

Obrońcy zakazu, w tym bardzo duże środowisko akademickie, wskazują na zagrożenie islamizacją kraju. Mówią: "Jeśli pozwolisz na chustkę dzisiaj, za dziesięć lat ogłoszą szariat". Wielu studentów twierdzi, że ich koledzy noszą chusty nie ze względów religijnych, ale jako polityczny manifest. Podkreślają, że zniesienie zakazu może wywołać presję na innych studentów, aby sami założyli chusty. A być może następnym krokiem rządu będzie nakaz noszenia chust na uniwersytecie" - pytają?

Czy rząd faktycznie może mieć aż takie plany? Nie wiadomo. W każdym razie krytyki swoich poczynań nie lubi. W ostatnim czasie w Turcji ma miejsce mnóstwo studenckich protestów. Wczorajszy protest w Stambule został brutalnie rozbity przez policję przy pomocy pałek i gazów łzawiących. Około 50 studentów trafiło do aresztu, a kilku w stanie krytycznym do szpitala. Solidaryzowali się z 18 studentami, którzy w zeszłym miesiącu zostali skazani na 15 miesięcy pozbawienia wolności za organizację nielegalnej demonstracji podczas wizyty premiera Erdogana w 2008 r. Notabene, wtedy studenci chcieli wyrazić sprzeciw wobec prób zniesienia przez rząd zakazu noszenia chust na uniwersytecie.

 

Co z tą demokracją?

W tureckiej wojnie kultur ciężko zająć stanowisko. Sekularyści nad każdą kwestią, która dotyczy swobód religijnych widzą widmo islamskiej dyktatury. Ciężko im się dziwić. Bardziej rozumieją specyfikę własnego kraju, jego uwarunkowania kulturowe i lepiej potrafią przewidzieć potencjalne zagrożenia dla swojej społeczności. Z drugiej strony konserwatyści wolność wiążą z partykularyzmem , rozumieją ją subiektywnie, swobody religijne postrzegają tylko przez pryzmat islamu.

Turcja doskonale spełnia ekonomiczne kryteria akcesji. Ekonomiści przewidują, że w przyszłym roku będzie jednym z niewielu krajów, które będą w stanie spełnić kryteria z Maastricht. Wyraźnie widać jednak, że takie  pojęcia jak wolność (z wolnością religijną i wolnością zgromadzeń na czele), demokracja, prawa człowieka, które nie tylko legły u podstaw UE ale w europejskiej myśli politycznej istniały na długo przed nią, w Turcji rozumiane są zupełnie inaczej. Kilka akapitów wcześniej padło pytanie, czy zakaz noszenia chust w społeczeństwie, w którym 70% kobiet chce je nosić, jest demokratyczny. Ale pytań o demokrację w Turcji jest więcej. Czy można ten zakaz znieść, omijając prawidłową procedurę stanowienia prawa? Czy nawet jeżeli zakaz jest niesłuszny, to jego zwolennikom powinno się zamykać usta?

I trzeba postawić jeszcze jedno ważne pytanie - czy bez zrozumienia tych podstawowych pojęć, które przecież definiują Europę, Turcja będzie w stanie nadać prawidłowy kierunek polityce UE, opartej na tych właśnie wartościach. I dalej, czy Turcja będzie w stanie spełnić pokładane w niej nadzieje łącznika i ambasadora Europy z krajami Bliskiego Wschodu?

 

/PK/

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale