93 obserwujących
455 notek
603k odsłony
647 odsłon

*Blog Longina Cz.10. Absolutorium i praca

Wykop Skomentuj3

Nauka na WSH szła mi dość łatwo. Około 50% czasu zabierało mi obkuwanie się z języka niemieckiego. Porozumiałem się z kolegą Brannym Franciszkiem, który znał dobrze niemiecki (b. oficer austriackiej rmii) i on mnie uczył niemieckiego, a ja pomagałem mu we wszystkich przedmiotach matematycznych jak arytmetyka polityczna i handlowa, statystyka, buchalteria.
[87]
Na egzaminie półdyplomowym pomagałem mu na pisemnym z tych przedmiotów, a on w napisaniu niemieckiego wypracowania.

Za to na egzaminie dyplomowym nie miałem szczęścia, bo zostawiłem papier w kieszeni w palcie i musiałem w ostatniej chwili wyjść z sali. Kiedy wróciłem już miejsce kolo niego było zajęte i musiałem usiąść na ostatnim miejscu od okna. Była to praca z korespondencji handlowej niemieckiej. Wykładowcą był na V semestrze prof. Tytz, a na VI prof. Adalberg. I ten ostatni nas egzaminował. Na wykładach był bardzo łagodny, ale na egzaminach potraktował nas ostro. Na 23 zdających zaliczył tylko 4-em osobom, a o mojej pracy wyraził się, że ostatecznie mógłby przyjąć, ale napisałem z błędem wyraz „Urlaub” - urlop. Nie mógł mi tego darować. Na prośbę pozostałych 18-tu zgodził się powtórzyć egzamin następnego dnia, ale dał techniczny temat.

Napisałem wtedy źle i musiałem zdawać poprawkę. Za pół roku przystąpiłem do egzaminu. Wtedy pracowałem już w biurze i wyszedłem trochę za późno tak, że spóźniłem się na pisemny. Zdecydowałem się nie oddać pracy. Musiałem z tego powodu składac podanie do Senatu Akademickiego o dopuszczenie mnie po raz drugi do poprawki.
[88]
Obkułem się wtedy dobrze. Ale przed przystąpieniem do egzaminu miałem sen. Śniło mi się, że bolał mnie jeden ząb. Zacząłem go poruszać i wyleciało mi przy tym jeszcze 6 zdrowych zębów. Byłem tym speszony, bo akurat miałem zdanych 6 egzaminów, a siódmy składem jako poprawkę. Jednak wtedy praca pisemna z korespondencji poszła mi dobrze i po zdaniu egzaminu uzyskałem absolutorium. Pozostała mi tylko praca dyplomowa do ostatecznego zakończenia studiów.

Pomyślałem sobie, że trzeba będzie sobie trochę odpocząć, a pracę dyplomową jakoś tam się napisze.

Poznałem wtedy młodą studentkę, p. Natalię Czerwińską, która zamieszkiwała u mojej kuzynki przy ul. Mokotowskiej 20. Wcześniej jeszcze poznałem studentkę 4go roku dentystyki Zofię Dynowską. Bolał mnie ząb pod plombą i z radą kolegi medyka M. Piotrowskiego zgłosiłem się do ambulatorium dentystycznego przy ul. Marszałkowskiej 116, gdzie studenci uczyli się na biednych pacjentach, którzy nie mieli pieniędzy, ażeby pójść leczyć się do normalnego dentysty.

Brakło mi pieniędzy, więc za jedne 50 groszy byłem zmuszony cierpieć jak borowała mi w obolałym zębie młoda studentka. Ale przy tym miałem szczęście, bo trafiłem na zdolną i dobra dentystkę. Opowiadała mi później, że wolała wybrać sobie na pacjenta młodego studenta niż jakiegoś brudnego robociarza. Kiedy siedziałem już na fotelu dentystycznym zaczęła mi współczuć, że mnie napewno bardzo boli. Sprowadziła asystentkę dość przystojną i ta sama zaczęła mi borować. Potem przychodziła kilka razy sprawdzić czy mnie nie boli i czy zrywanie
[94]
plomby jest dobrze zrobione. Na to Zosia mówiła mi, żeby Pan był robotnikiem, to ona napewno by nie zainteresowała się co i jak ja robię. Jednym słowem prawie bez bólu zerwano mi plombę i opuchlizna zeszła z twarzy. Zosia była dla mnie tak dobra, że dostosowywała się zawsze do mnie kiedy mogłem przyjść na wizyty. Bo wtedy zdawałem egzaminy półdyplomowe. Był to czerwiec 1925 roku. W czasie wakacji w 1923 roku pracowałem na praktyce w Banku dla Handlu i Przemysłu, Oddział w Siedlcach. I wówczas zarobiłem sobie trochę gotówki.
Na czas wakacji 1925r chciałem znaleźć pracę. Ale był kryzys i pracy żadnej nie otrzymałem. Kol. J. Krzyczkowski również chciał pracować. Jeździliśmy do Cytadeli, bo mówiono nam, że można coś dostać, ale i tam nam odmówiono. Wtedy Józio powiedział mi tak: a może to są nasze ostatnie wakacje w życiu więc jedźmy na wieś do domu. I tak postąpiliśmy. 

 28. Co zawdzięczam szwagrowi

Przez letnie miesiące pół dnia uczyłem się, a od południa do wieczora pracowałem przy żniwach. Resztę egzaminów zdałem po wakacjach. Trzeci rok studiów rozpocząłem bez forsy. Ubranie spadało ze mnie. Brat kupił mi nowe, za co byłem mu wdzięczny. I tak jakoś przetrzymałem ostatni rok. Dawałem korepetycje uczniom z gimnazjum i trochę zarabiałem na swoje potrzeby. Ratowało mnie to głównie, że w styczniu 1923r moja młodsza siostra Pola
[95]
wyszła za mąż za dalekiego krewnego Franka Soszyńskiego stolarza z Warszawy. Był on dość zamożny. Zdążył już dorobić się części domu w Bydgoszczy i 2/3 domu w Warszawie przy ulicy Dzielnej No56. Poza tym prowadził warsztat stolarski przy ulicy Leszno 48. Wesele odbyło się w Siedlcach w mieszkaniu Stacha przy ulicy Ogrodowej 4. Małżonkowie Soszyńscy t.j. Szwagrostwo zamieszkali w lokalu przy warsztacie. Było to dość nędzne mieszkanie zawsze zakurzone i niemożliwe do utrzymania w czystości. Ale w tym czasie trudno było zdobyć się na coś lepszego, gdyż odstępne bardzo drogo kosztowało.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale