92 obserwujących
477 notek
630k odsłon
659 odsłon

Wielkanocne Święto Warszawa 1945

Wykop Skomentuj14

Tekst ten będzie niecodzienny. Trochę wieloznaczny. Taka była wtedy rzeczywistość. 

Po ucieczce Niemców, natychmiast od 17. stycznia 1945 do Warszawy zaczęli wracać mieszkańcy. Można ich było zauważyć nawet w gruzowisku zniszczonego totalnie Śródmieścia. Myśmy wrócili z Milanówka, gdzie do Miśkiewiczów, kuzynów Mamy trafiliśmy po spędzeniu całych 63 dni Powstania w piwnicy bombardowanej kamienicy przy Złotej 30 w Śródmieściu. 

Polscy żołnierze za 2 litry spirytusu ciężarówką krytą plandeką przywieźli nas poprzez Śródmieście i Most Wysokowodny do ulicy Wiatracznej na Grochowie. Stamtąd mieliśmy półtora kilometra pieszo do naszego domu przy Kutnowskiej. Mój starszy brat, w czasie jazdy, przez szparę między plandekami samochodu pokazywał mi znane sobie miejsca: Pomnik Kopernika i Syrenę.

Szybko w mieście pojawiła się wtedy przedsiębiorczość, która odżywa zawsze kiedy władze się o nią nie troszczą. Moja ciocia/babcia Miecia Zdzienicka odbudowała po parzystej stronie „parterowej Marszałkowskiej” koło Złotej swoją przedwojenną perfumerię - zakład fryzjerski „Ewaryst” z dwoma czy trzema fotelami fryzjerskimi. Mama prowadzała mnie tam do fryzjera, pamiętam ogródek z tyłu zakładu pomiędzy gruzami. Firma istniała tam do lat pięćdziesiątych. 

image

image

Na chodnikach pojawili się warszawscy kupcy. U kwiaciarki przed Wielkanocą 1945 na chodniku ulicy Marszałkowskiej można się było zaopatrzyć w palemki niezbędne do świętowania Niedzieli Palmowej, a także kupić kwiatek dla siebie lub kogoś miłego. 

Niedziela Wielkanocna 1945 przypadła 1 kwietnia. Było to dla mieszkańców Wielkie Świętowano Zmartwychwstanie. Młodzież a także dorośli w tym momencie czcili Rezurekcję Wielkanocną strzelaniem i detonacjami. A było z czego strzelać. Ani w Boże Narodzenie ani w Nowy Rok nocnych wybuchowych wiwatów nie było.

W wielkanocną niedzielę 1945, rano mój Ojciec zabrał obu swoich synów na rozpoczynającą się od 6 rano Rezurekcję do kościoła parafialnego przy placu Szembeka. 

Był to 1. kwietnia 1945. Pamiętam olbrzymi wtedy tłum uczestników. Teraz, mając doświadczenie w liczeniu uczestników manifestacji, oceniam ich liczność na kilkanaście tysięcy. Wewnątrz kościoła zabrakło miejsca. Cały plac Szembeka był wypełniony tysiącami ludzi. Wielki plac tamtego zgromadzenia, wówczas pusty, widać na fotografii, którą kilka lat temu zrobiłem z wieży kościelnej.

Czy to była starannie zorganizowana przez proboszcza księdza kanonika Jana Sztukę uroczystość - tego nie wiem. Na pewno był to wtedy pełen spontan poprzedzony głuchą wieścią między ludem. Można było nareszcie świętować Zmartwychwstanie, można było wreszcie się pokazać i się nawzajem policzyć. Nie groziła łapanka ani rozstrzelanie.

Myśmy stali w środku placu Szembeka blisko jezdni z lewej strony tej współczesnej fotografii. 

image

W końcu marca 1945 losy wojny nie były jeszcze przesądzone. Od wschodu Niemiec Armia Czerwona dochodziła do Odry, na zachodzie Alianci dopiero nieznacznie przesunęli się do niemieckiej granicy na „jednym moście za daleko” w Arnhem, o który już we wrześniu poprzedniego roku bili się razem z Anglikami Polacy pod dowództwem gen. Sosabowskiego. Pod Hitlerem były jeszcze Dania, Austria, północne Włochy i północna Jugosławia, cała Austria, cała prawie Holandia, całe Czechy i cały prawie Śląsk.

Mapa w nagłówku notki pokazuje sytuację na frontach w Wielkanoc 1 kwietnia 1945. Obszar biały - teren zajęty przez wojsko niemieckie. Kolorowe - tereny pod kontrolą Aliantów. Ciemnoczerwone - terany walk. Białe strzałki - ataki Sprzymierzonych, czarne strzałki - ataki niemieckie. Niemcy swoją zachodnią granicę przed wojskami brytyjsko - amerykańskimi skutecznie wtedy bronili. 

Polscy żołnierze po zdobyciu Wału Pomorskiego krwawo walczyli wtedy o Kołobrzeg. Niemcy bronili "Festung Breslau", Głogowa, Gdańska, Gdyni. Hitler razem ze Speerem w Berlinie troszczyli się o odsiecz. Ginęli za Hitlera do śmierci oddani mu młodzi żołnierze wykształceni w Hitlerjugend.

Mapa w nagłówku pokazuje sytuację na frontach w Wielkanoc 1 kwietnia 1945.

Gdyby nie ówczesna zawziętość Stalina - politycznego decydenta Rosji - aby pod żadnym pozorem nie przerwać wojny z Niemcami  Polacy wyszli by tragicznie. Gdyby Stalin podpisał na przykład rozejm z Niemcami na Bugu, Niemcy swobodnie mogliby kontynuować w Polsce Plan Pabsta i w jego ramach kontynuować wyburzenie Warszawy i zamordować 3 miliony niepotrzebnych im Polaków, w tym mnie i resztę niedobitej jeszcze mojej rodziny. Mieli do tego wypróbowaną na Żydach technologię szybkiego zabijania w "polskich obozach".

Nasi zachodni alianci "pomogliby" nam tak jak "pomagali" mordowanym w Polsce Żydom - czyli wcale. Zresztą uważam że dla samodzielnego pobicia Niemiec zachodni Alianci byli wtedy za słabi. Bomba atomowa też by im nie pomogła, bo Niemcy doskonale nauczyli się chronić swoją ludność przed dywanowymi nalotami - Drezno było wyjątkiem. W rok - dwa Niemcy mając dostęp do złóż uranu na ziemiach polskich i czeskich mogli by ich w budowie tej broni doścignąć.     

  Polacy w Kraju oceniali wówczas sytuację bardziej realnie niż Polacy na emigracji, rząd londyński i generał Anders. Pomimo zakorzenionej u niemal każdego nieufności do "bolszewików" nikt rozumny w Polsce nie mógł wtedy liczyć że wolność może do nas "przynieść" Zachód. 

A w Warszawie 1 kwietnia można się było świątecznie zebrać. Razem świętować Zmartwychwstanie. Było się z czego cieszyć! 

W pewnej chwili ceremonii rezurekcyjnej ktoś strzelił na wiwat. Były też jakieś wybuchy zakopanych ładunków. Wielu mężczyzn strzelało z pistoletów w górę. Widziałem z bliska strzelających cywili, strzelali na wiwat również licznie obecni na tej rezurekcji umundurowani żołnierze.

Ale więcej już na rezurekcję Mama już nas nie puściła. Mój starszy brat Jacek, tak jak jego rówieśnicy, nie dopuszczając od siebie młodszych, każdego roku przygotowywał jakieś bomby aby zdetonować je na rezurekcji, ale kończyło się zrobieniem jakiegoś wybuchu blisko domu. Przez wiele lat rezurekcyjny poranek był świętowany takimi wybuchami. Teraz świecka obrzędowość przeniosła ten zwyczaj na Nowy Rok. 

Ojciec więcej na poranną rezurekcję nas nie poprowadził.

Ja tylko jedną taką rezurekcję miałem w życiu.

.

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura