92 obserwujących
465 notek
619k odsłon
1209 odsłon

Rok 1918 we wspomnieniach mego Ojca

wysoki oficer z lewej, mój stryj, kapitan Stanisław Kobyliński z prawej oparty o szablę - wiadomo kto
wysoki oficer z lewej, mój stryj, kapitan Stanisław Kobyliński z prawej oparty o szablę - wiadomo kto
Wykop Skomentuj9

Na wiosnę 1916 r. Komitet Opiekuńczy organizował pomoc dla miast i pod hasłem „Ratujcie dzieci” zbierano na kweście. Siostra moja Pola brała w tych pracach udział. Młode i przystojne dziewczęta na odpustach zbierały na kwestę.

W maju przyjechał do nas Franek z wojska, jakby na pożegnanie, bo powołany został do szkoły oficerskiej w Psko­wie. Matka jak zwykle płakała, bo zawsze drżała o jego los. Był to jej najstarszy i może najbardziej ukochany syn. Nie zobaczyliśmy go więcej, aż po powrocie z wojny w lipcu 1918 r. po rozbrojeniu korpusu Dowbora - Muśnickiego w Bobrujsku.

image

1917/1918 Franek - Podkapitan Stanisław Kobyliński w I Korpusie Polskim gen Józefa Dowbora - Muśnickiego w Bobrujsku

12. Przewalanie frontu

 W lecie, kiedy już było widoczne, że front rosyjski się załamuje opanowała ludzi trwoga, że zbliża się drugi wróg - Prusacy. Stawialiśmy wtedy krzyż z dwoma krzyżownicami na gościńcu koło wiatraka. Wyrzynałem na nim litery „Od powietrza, głodu ognia i wojny - zachowaj nas Panie”. Chciałem dodać „wojny i Pru­sa­ków”, ale po głębszym namyśle zaniechałem tego.

Warszawę zajęli Niemcy 5 sierpnia 1915 r., a do nas weszli chyba 10-go sierpnia. Przejście frontu było stra­sz­ne. Z obawy przed Ojciec zasiał część pola żytem, ażeby uniknąć całkowitego głodu. Siew był 6 sierpnia więc o cały miesiąc za wcześnie, ale żyto jednak udało się, było tylko trochę słabsze.  

Batalion rosyjski okopał się dookoła naszej wsi. Sąsiedzi porobili kryjówki w ziemi. Myśmy zrobili schron w ziemi w ogrodzie. Konie i bydło przez cała noc było w ogrodzie. O świcie Moskale zaczęli uciekać. Por­wa­li piękną naszą gniadą klacz z ogrodu. Goniliśmy za nimi z Ojcem aż do Smuniewa, lecz tam Moskal pod­sko­czył do Ojca z bagnetem, omal nie przebił. Musieliśmy wracać. Chcieli podpalić budynki i wołali „goret”, ale jakoś nie podpalili. Widzieliśmy tylko jeden niemiecki samolot zwiadowczy i po godzinie dojechał do nas od wschodniej strony pierwszy Niemiec. Z okazji zakończenia niewoli moskiewskiej sąsiad Teofil wyciągnął ukrywaną dotąd strzelbę i chciał wystrzelić na wiwat. Ojciec odwiódł go od tego, bo Niemcy mogliby winić nas za sta­wia­nie oporu i zemścić się. Kawalerzyści niemieccy jechali w rękawiczkach jak panowie eleganccy w po­rów­na­niu z ustępującymi Moskalami to wyglądało imponująco. Za kilka godzin byli już nad Bugiem, skąd słychać było silną kanonadę i widać liczne pożary. Naraz naliczyłem 15 pożarów. Perzyna od ognia do­la­ty­wa­ła aż do nas i dymu było pełno od strzałów i pożarów, jak zawsze podczas przewalania się frontu.  

13. Okupacja niemiecka

 Na jesieni 1915 ukończyłem 17 lat. Niemcy wydali rozkaz, żeby wszyscy mężczyźni od 17 do 50 lat stawili się we wtorek do miejscowości Mordy. Sołtys sporządził listę. Starszych i młodszych początkowo pominięto, ale ktoś później doniósł, że dwóch ludzi nie wpisano na listę i sołtys był zmuszony zapisać wszystkich. Szliśmy na tę zbiórkę nie wiedząc czy wrócimy do domu, czy wywiozą nas do Niemiec na roboty. Starsi wys­ła­li mnie i kol. Andrzeja na wywiad, czy nie zanosi się na wywóz ludzi do Prus. Idąc koło spalonego domu zo­ba­czy­li­ś­my jak na naszych oczach przewrócił się komin, który sterczał od czasu przejścia frontu. Wzię­liś­my to za zła wróżbę. Ale tym razem i następnym Niemcy ograniczyli się tylko do sprawdzenia czy wszyscy się stawili na rozkaz.

W lecie 1916r. ukazało się zarządzenie, że wszyscy ludzie powyżej 17 lat obowiązani są mieć dowody oso­bi­s­te z fotografią. W tym celu nakazali stawić się ludziom do Mórd i fotografowali w grupach po 15 osób zna­cząc ludzi numerkami. Za kilka tygodni wydawali paszporty z tymi fotografiami. Wpisywali dane t.j. imię i naz­wi­s­ko, miejsce urodzenia oraz wiek. Każdy podawał jak chciał i wskutek tego zdarzały się wypadki, że w tym do­wo­dzie matka była młodsza od córki i t.p. nieścisłości. Natomiast szlachta podlaska nie zapominała upominać się o wpisanie przed nazwiskiem „von”, co rzekomo miało być dowodem szlacheckiego pochodzenia. Wprawdzie nie wszyscy o to się upominali, ale wypadków takich było dużo.  

Pierwszą wiadomość od brata Franka z Rosji otrzymaliśmy w jesieni 1916r. Donosił nam za pośrednictwem Czerwonego Krzyża w Sztokholmie, że jest zdrów i pytał się czy jesteśmy zdrowi i czy mieszkamy w tej samej wsi. Ponadto prosił o odpowiedź. Karta była napisana po niemiecku. Znałem na tyle język niemiecki, że zor­ien­to­wa­łem się, iż jest zdrów. A o dokładne przetłumaczenie tekstu wysłali mnie Rodzice do Kaspra w Pat­ry­ko­zach p. Kotarskiego. Był to starszy bardzo otyły pan. Później przyjechał do nas z wizytą i bywał od czasu do czasu, bo polubił nasz dom. Znał wszystkie europejskie języki łącznie z łaciną i greckim. Cytował dużo z ut­wo­rów Sło­wa­c­kie­go, bo znał wiele rzeczy na pamięć. Siostrze Marysi napisał albumik na pamiątkę z poezją głównie Sło­wa­c­kie­go. Ze mną grał w warcaby. Ale mnie dawał fory i wygrywał. Nazywał mnie przy tym „war­ca­bi­s­tą”.  

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura