Lodowcowe Pole
Nie czyńcie Prawdy groźną i złowrogą, Ani jej strójcie w hełmy i pancerze, Niech nie przeraża jej postać nikogo
75 obserwujących
516 notek
1271k odsłon
  3159   5

Czy „Perseverance” znajdzie dowody na istnienie życia na Marsie?

Rodzina marsjańskich robotów. Od lewej: przedstawiciel linii "Spirit" i Opportunity"; „Sojourner”; linia "Curiosity", "Persenverance". Zdjęcie: NASA
Rodzina marsjańskich robotów. Od lewej: przedstawiciel linii "Spirit" i Opportunity"; „Sojourner”; linia "Curiosity", "Persenverance". Zdjęcie: NASA


Odnalezienie życia poza Ziemią będzie największym przełomem w nauce od początku istnienia naszej cywilizacji. O wielu lat dobrym kandydatem na planetę, na której mogło w przeszłości istnieć życie, a nawet przetrwać do dzisiaj jest Mars.

18 lutego 2021 po niezwykle emocjonującym lądowaniu, NASA dostarczyła już piąty łazik na powierzchnię Marsa.

Zanim przejdę do opisu misji najnowszego łazika, przypomnę krótko historię badań Czerwonej planety prowadzoną przez Amerykę. Tak się, bowiem złożyło, że Rosjanie upodobali sobie Wenus, a Amerykanie Marsa.

Pierwszym łazikiem na obcej planecie był malutki, bo ważący zaledwie 10,6 kg „Sojourner”, który w lipcu 1997 roku wylądował na Marsie w ramach misji „Pathfinder” („Tropiciel”).

Piszę planecie, bo pamiętać trzeba, że w 1970 roku Związek Sowiecki wysłał na nasz księżyc przełomową sondę „Łuna 17”, która dostarczyła na jego powierzchnię pierwszy w historii pojazd bezzałogowy „Łunochod 1”, w 1972 roku „Łuna 21” dostarczyła „Łunochoda 2”, będącego niewątpliwie pierwowzorem dla łazików marsjańskich.

Ale wracajmy do misji „Pathfinder“!

Po wejściu w atmosferę, sonda hamowała aerodynamicznie, poczym otworzył się spadochron i odrzucona została tarcza chroniąca sondę przed spłonięciem. Po odrzuceniu tarczy lądownik, opuszczał kapsułę na lince i taki zespół opadał dalej na wysokość kilkudziesięciu metrów, jednocześnie napełniając gazowe balony – poduszki chroniące lądownik ze wszystkich stron. Potem na krótko włączane była rakietowe silniki redukujące opadnie niemal do zera. Po tym manewrze na wysokości kilkunastu metrów nad gruntem, uwalniany był podwieszony na lince lądownik, który spadał swobodnie na powierzchnię. Lądował „twardo”, bo z przyśpieszeniem ok. 14 g, jednak otoczony nadmuchiwanymi balonami amortyzującymi uderzenie. Kiedy ta konstrukcja przestawała się toczyć i podskakiwać – czasem wykonywała kilkanaście podskoków - specjalne sensory spuszczały gaz z poduszek – balonów tak, aby platforma, na której stał łazik znalazła się na górze. Nawet, jeśli to by się nie udało, to lądownik w kształcie owocu drzewa buczyny otwierał się w takiej kolejności, aby ustawić platformę właściwie - ten sposób lądowania przejęły następne misje „Spirit” i „Opportunity”.

Obudowa otwierając się rozkładała panele baterii słonecznych i odsłaniała łazik. Po „obudzeniu” i rozłożeniu anteny, podwozia i paneli słonecznych mógł on po specjalnej rampie zjechać na powierzchnię. Robot nie był w pełni autonomiczny, i musiał pozostawać w zasięgu widzenia kamer lądownika. Chodziło tu o łączność radiową, której łazik nie mógł nawiązać bezpośrednio z Ziemią i potrzebował do tego przekaźnika znajdującego się w lądowniku.

Maleństwo wykonywało podstawowe analizy chemiczne skał przy pomocy spektrometru rentgenowskiego, nadawało komunikaty meteorologiczne i wykonało ponad pół tysiąca zdjęć otoczenia. Łazik pokonał zaledwie 100 metrów zanim lodowata noc zamroziła jego baterie podtrzymujące dodatnią temperaturę we wnętrzu maszyny i robocik zasnął z powodu braku energii. Próby obudzenia maszyny trwały do marca 1998 roku, ale panele baterii słonecznych nie były w stanie dostarczyć wystarczająco energii, aby po marsjańskiej zimie obudzić maszynę. Jednak i tak misja trwała ponad dwukrotnie dłużej niż przewidywany miesiąc. Zebrane doświadczenia pozwoliły na budowę w pełni autonomicznych łazików.

W styczniu 2004 roku na Marsie wylądował kolejny łazik, był to „Opportunity”. W maju tego samego roku wylądował jego bliźniak „Spirit”.

To były już większe całkowicie autonomiczne maszyny. Lądowały w ten sam sposób, co „Sojourner”, odbijając się wielokrotnie od powierzchni otoczone gazowymi poduszkami. Wyposażono je w lepsze kamery umieszczone na specjalnym maszcie tak, aby mogły obserwować otoczenie miej więcej z wysokości, na jakiej znajduje się głowa człowieka. To znacznie ułatwiało orientację w terenie ekipy sterującej łazikami.

„Opportunity” podczas swojej misji przejechał znacznie większy dystans niż przewidywali projektanci. Łazik działał do 2018 roku, a pokonana przez niego trasa liczy imponujące 45 kilometrów.

Możecie ją zobaczyć na zdjęciu poniżej.

image

Zdjęcie: Archiwum NASA

 „Spirit” miał mniej szczęścia. W 2009 roku wpadł w bardzo drobny piach i zakopał jedno z kół po oś. Próby wydobycia go z opresji nie powiodły się i łazik utknął na stałe. Prawdopodobnie jego ogniwa słoneczne zostały zasypane tak grubą warstwą pyłu, że maszyna utraciła źródła zasilania i zamilkła w 2010 roku działała 2245 marsjańskich dni!

Najbardziej doniosłym odkryciem misji „Opportunity” i „Spirit’a” było udowodnienie wilgotnej przeszłości Marsa. Na zdjęciu poniżej wydać warstwy hematytu. Hematyt to minerał, który geologicznie i chemicznie dowodzi, że na Marsie była woda w stanie ciekłym. Pokazuje go zdjęcie poniżej wykonane przez „Opportunity”.

Lubię to! Skomentuj112 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie