wojciech dudkiewicz wojciech dudkiewicz
309
BLOG

Sto dni po premierze premiery

wojciech dudkiewicz wojciech dudkiewicz Polityka Obserwuj notkę 2

 

Sto pierwsze dni rządu Ewy Kopacz nie były udane. Więcej: na przełomie starego i nowego roku kompromitacja goniła kompromitację.

Zamknięte gabinety lekarzy rodzinnych, blamaż akcji sprowadzenia rodaków z Donbasu, powołanie rządowych komisarzy i sympatyczna sesja fotograficzna w kolorowym piśmie dla kobiet w konfrontacji z obietnicami z expose, konferencji i konwencji, to nienajgorsze podsumowanie stu dni premier (według feministek - premiery) Ewy Kopacz. Wszystko klei się w jedną całość.

Bez kija w szprychach

Co się udało doktor Ewie? Z tym jest problem. Na pewno udało jej się powstrzymać dołowanie rządu PO-PSL i samej POrtii w sondażach, udało się uspokoić ruchy tektoniczne w POrtii po odejściu Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Frakcje, przynajmniej początkowo, wydawały się zadowolone. Obyło się bez większych turbulencji, Grzegorz Schetyna przestał, a w każdym razie tak się zdaje, wkładać kija w szprychy, a i mecenas Cezary Grabarczyk dostał wymarzony przez każdego adwokata stołem ministra sprawiedliwości. Udało się wreszcie zrobić dobrą – i stałą – minę do złej gry.

Kto nie znał doktor Ewy wcześniej, mógł czasem obejrzeć w telewizji i – rzadziej – prasie jej występy tzw. publiczne. Tak publiczne, jak publiczna jest TVP i nie napisze co jeszcze.

Ochże, achże, jakże żenujące były jej wystąpienia gdy mówiła, że w razie zagrożenia (gdy jakiś facet, dajmy na to pojawi się na ulicy z bronią) zaryglowałaby się z dziećmi w domu), albo insynuowała podpisanie przez Jarosława Kaczyńskiego „lojalki” w stanie wojennym, sięgając do fałszywek z tzw. szafy Lesiaka.

Albo sesje dla „Vivy”, pisma dla blondynek, która zaowocowała mimowolnym reklamowaniem przez premierę firm odzieżowych itp., a także dla TVP, gdy opowiadała, że bolą ją nogi, a w momentach stresu kładzie się na wykładzinie i robi brzuszki.

Skóra słoni i hipopotamów

Nie mniej żenują osiągnięcia w nieco ważniejszych niż odzież i brzuszki sprawach. Bo jak oceniać np. powołanie w niektórych resortach pełnomocniczek, które mają przypilnować realizacji obietnic ministerstw zawartych w expose? Przecież sama premiera powoływała ministrów.

Jeśli to metoda motywowania urzędników, to fatalna. Urzędnicy podlegli ministrowi nie będą wiedzieć, od kogo przyjmować polecenia. My na miejscu ministrów obrazilibyśmy się. Ale oni maja skórę słoni lub hipopotamów.

Krzysztof Łapiński, aktywista i wice-rzecznik PiS, ma racje, gdy mówi, że nie widać konkretnych działań doktor Ewy w ważnych sprawach. Premier Kopacz nie zrobiła nic, co zmieniłoby sytuację Polaków.  Przeciwnie, to co zrobiła w sprawie służby zdrowia jest jedną wielką porażką. Łapiński radzi też pamiętać, że koalicjaPO-PSL rządzi już ponad siedem lat, a Ewa Kopacz była przez cztery lata ministrem zdrowia, przez trzy lata – marszałkiem, była wiceprzewodniczącą PO, a teraz jest przewodniczącą. Gdy dodać do tego, że nie pozwoliła sobie nigdy na krytykowanie rządu Donalda Tuska, na dystansowanie się od niego, wniosek jest prosty: odpowiada za całokształt.

Lekarze zamknęli drzwi

Trudno wskazać, ilu pacjentów na początku roku zastało zamknięte gabinety lekarzy rodzinnych, ale musiało być ich sporo, sądząc po danych Narodowego Funduszu Zdrowia i rzecznika praw obywatelskich. Wielu pacjentów nie mogło otrzymać niezbędnych leków, bo nie było dostępu do dokumentacji lekarskiej.

Z dramatyczną sytuacją mieliśmy do czynienia na rubieżach, na ścianach wschodniej, zachodniej i południowej, gdzie umowy podpisała w najlepszym przypadku co druga placówka. Media przedstawiały sprawę jako konflikt między ministrem zdrowia i Porozumieniem Zielonogórskim, grupującym niezadowolonych lekarzy. Sporo w tym racji, a warto przypomnieć, ze obie organizacje jeszcze parę lat temu spijały sobie z dzióbków, PZ wspierała POrtię w wyborach przeciwko wrednemu PiS. Czy można dziwić się tym, którzy uważają, że gra miedzy nimi idzie tylko o kasę. Pacjentów, którzy tak, czy inaczej, są co roku ofiarami tej gry - mają w nosie.

Ewakuacja odłożona

Kolejne ofiary POrtii to Polacy z ukraińskiego Donbasu objętego wojną. Ich przewiezienie do Polski, miało być gestem solidarności i pokazem dobrej organizacji III RP. Niestety, pudło; okazało się blamażem studniowego rządu.

Bo gdy na początku grudnia doktor Ewa zapowiedziała ewakuację do 29 grudnia ub.r. wszystko wydawało się załatwione, rozwiązane, pozamiatane. Tylko wydawało się: bo gdy kilka dni przed tym terminem wyszło na jaw, że na wniosek szefowej MSW Teresy Piotrowskiej, odwołano ją, nóż sam otwierał się w kieszeni.

Informację, kiedy nastąpi ewakuacja podał polski konsulat w Doniecku, ukazała się na stronach placówki, a to spowodowało przygotowania Polaków do wyjazdu, który nie nastąpił. Rację ma Paweł Kowal z Polski Razem, twierdząc, że obnażyło to słabość państwa. Dodajmy, ze pokazało w bardzo dobitny sposób, co to za władza ma władzę w Polsce.

Jeśli te i podobne występy POrtii na czele z doktora Ewą nie spowodują radykalnej zmiany w Polsce, to już chyba nic nie jest w stanie tego zrobić.

wd

 

 

 

Veľa šťastia, veľa zdravia, nech sa všetky plány daria

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka