Dziennikarze nie są po to, żeby byli mili i sympatyczni, ale po to, żeby zadawać trudne pytania tym, którzy niespecjalnie chcą na nie odpowiadać. Poruszamy sprawy, które nurtują ludzi. Po to jesteśmy, żeby zadać je w imieniu widzów, takie pytania zadają sobie nasi widzowie - mówi Tomasz Terlikowski, redaktor naczelny Telewizji Republika.
Jak Pan ocenia opinię, że Republika stała się pod Pańskim kierownictwem bardziej energiczna i wojująca i w związku z tym trafia na łokcie oponentów?
Nie wiem, czy jesteśmy bardziej wojujący. Po prostu poruszamy sprawy, które nurtują ludzi. Po to jesteśmy, żeby zadać je w imieniu widzów, takie pytania jakie zadawał Michał, zadają sobie nasi widzowie. Dziennikarze nie są po to, żeby byli mili i sympatyczni, ale także po to, żeby zadawać trudne pytania tym, którzy niespecjalnie chcą na nie odpowiadać. W świecie, w którym toczy się starcie cywilizacji i w świecie, w którym większość mediów zajmuje konkretne stanowisko, potrzebne są również media, które mają inne zdanie, są po drugiej stronie. Jeżeli mamy jednoznaczne światopoglądową stację TVN24, „Wyborczą”, która swoim znakiem rozpoznawczym uczyniła hasło „Nam nie jest wszystko jedno”, „Politykę”, która wzywa szefa partii, że musi wygrać wybory itp., to uważam, że ta druga strona jest niezbędna. Nie oznacza to, że jesteśmy telewizją partyjną, albo polityczną. Raczej to, że zadajemy pytania, których nie zadają inni.
Czy to, że było głośniej o Republice przekłada się na jej oglądalność?
Liczba oglądających Republikę stale rośnie. Są wahnięcia, ze względu choćby na święta, gdy ogląda się zupełnie coś innego, ale idziemy powoli do przodu. Mam nadzieje, że ten marsz będzie trwać.
Są zarzuty, że jesteście jednostronni, zapraszacie tylko ludzi z jednej strony sceny politycznej. Nie są zapraszani, czy nie przyjmują zaproszeń?

Są oczywiście ludzie, których nigdy nie zaprosilibyśmy, jak Janusz Palikot, czy Jerzy Urban, ale np. Leszka Millera zapraszaliśmy. Lewica, co może się podobać, albo nie, jest częścią sceny politycznej. Nasi widzowie mają prawo wiedzieć, co lewica myśli w jakiejś sprawie. Natomiast spotykamy się także z odmowami pojawienia się w Republice. Blokada informacyjna to część pomysłu na zniszczenie telewizji, ograniczenie jej działania. Tę konsekwentnie prowadzoną politykę próbujemy przełamywać, przychodzą do nas ludzie z różnych bajek i mam nadzieje, że im Republika będzie silniejsza, tym szybciej uda się przełamać tę blokadę. M.in. zaczną przychodzić także ci, którzy nas nie lubią i odmawiają. Będą wiedzieli, że trzeba odpowiadać na pytania, że zamilczanie, albo wyrzucanie nic nie da. Bo jeśli oni nie przyjdą do nas, to my pójdziemy do nich. Niektórzy pamiętają, jak nasi reporterzy ganiali po Sejmie za posłem Sławomirem Nowakiem, zadając mu pytanie, na które nie chciał odpowiedzieć: kiedy wreszcie złoży mandat poselski, co przecież obiecał. W końcu rzeczywiście musiał złożyć.
Rozmawiał wd, fragment rozmowy, która ukaże sie w tygNiedziela


Komentarze
Pokaż komentarze (4)