Pewnie niejeden Amerykanin powie, że kocha prezydenta, także Obamę. I nie chodzi o dość jednak wieloznaczny czasownik to love - bo kto kocha (albo jest kochany) doskonale wie, co mówi (lub co mu mówią) - ale o to, że poza wszystkim ma za co kochać.
A czy ja mam kochać prezydenta Komorowskiego za mijanie się - oględnie mówiąc - z prawdą, za manipulowanie***? Za to, że jest człowiekiem, oględnie mówiąc, niewielkim? Za wiedzę z Wikipedii, za rolę w pseudoaferze Szeremietiewa, za głosowanie przeciwko likwidacji sowieckiego WSI? Za „ślepego snajpera”? Za aferę "offsetową", "marszałkową", za aneks do raportu WSI, za nagłą amnezję, za zachowanie w dniu katastrofy Smoleńskiej? Za konserwowanie, jak jego wielki pra, pra poprzednik spod żyrandola, Lech W., co nie o take Polskę walczył sam przeciwko armii Jaruzela, Czekiszczaka i Syfickiego?! Bo chyba nie za resortowych teściów i za to, ze po prostu nie da się nawet lubić?!
Długo szukano haka na Andrzeja Dudę. I znaleziono: przekręconą wyrwaną ze środowiska naturalnego wypowiedź ***. A w manipulacji brylował kto? Tak, ten co to ja niby mam go szanować, ba!: kochać. Niedoczekanie. Niech włazi pod żyrandol i odszczeka. To minimum. A jak dobrze podrobi głos Szarika, to nawet oddam na niego głos. W pierwszej turze; bo w drugiej to już na Andrzeja Dudę.
-----
*** Ostatni przykład, prezydent Komorowski, jakby co, za TV Republika:
„Jeśli pretendent do roli zwierzchnika sił zbrojnych chce się na poważnie zastanawiać i rozważa tego rodzaju scenariusze, jak wysyłanie żołnierzy polskich na wojnę rosyjsko-ukraińską, to jest tyle samo nie poważny, co groźny”.
Komentarz TVR: „W taki sposób prezydent Bronisław Komorowski skomentował rzekome słowa Andrzeja Dudy na temat pomocy wojskowej dla Ukrainy. Duda jednak nigdy takich słów nie wypowiedział. Odniósł się do słów... prezydenckiego doradcy, Zbigniewa Bujaka"


Komentarze
Pokaż komentarze (1)