Album „Narodziny S”, wydany przez rządowe Narodowe Centrum Kultury dla uczczenia „25-lecia zwycięstwa Solidarności”, może szokować. Jego autor gloryfikuje stan wojenny.
Takie albumy stawia się na półkę i czasem po nie sięga, przypominając sobie jak to drzewiej bywało. W wypadku albumu Mirosława Stępniaka ze zdjęciami z pierwszego okresu Solidarności, a wydanego właśnie przez NCK, trzeba jednak z tym uważać. A już na pewno chować przed młodzieżą.
A przecież album mógłby być wydarzeniem: jest obszerny, interesujący graficznie, zawiera ciekawe, w większości nie publikowane zdjęcia. Tym bardziej, że - jak sugeruje dedykacja i notka Krzysztofa Dudka, dyrektora NCK, wydawcy albumu - jest on dedykowany jest ludziom, „których determinacja dała nam wiarę w wolność”, a okazją ku temu „25-lecie zwycięstwa Solidarności”. Wszystko to mogłoby składać się na sukces wydawnictwa. Mógłby, gdyby nie wstęp przekłamujący historię lat 1980-81.
Mirosław Stępniak, dawny fotoreporter zetemesowskiego tygodnika „Razem”, autor zdjęć i całego albumu (a w latach 80., jak się przedstawia fotograf młodzieżowej kontrkultury) we wstępie do niego prezentuje się jako ostry krytyk wydarzeń z pierwszego okresu działalności ruchu „S” i zwolennik stanu wojennego. Jak ocenia, to co działo się w Sierpniu i zaraz po, było budujące, jednak z czasem w ruchu „wszystko się popsuło”, „wszyscy na to napluli” i „powstał podział na lepszych i gorszych”. Uważałem, że to, co działo się na ulicach w trakcie manifestacji było tragiczne. Dołączały się mety, złodzieje, prowokatorzy”.
I dalej: „Nie wiem, czy komuś nie zależało na ogólnokrajowym chaosie i rozpierdusze, a nikt z Solidarności nie miał zamiaru tego powstrzymać. Nie byłem i nie jestem za tym, by się bić. Nie chcę by w Polsce był Tiananmen czy inny Majdan. Jeśli ktoś chce się bić, niech idzie walczyć na ustawkach w lesie czy jedzie do Afganistanu czy Iranu i tam się morduje. Tu koniecznie zależało komuś na konfrontacji. W tym sensie stan wojenny to zatrzymał i z tego powodu uważałem, że wprowadzenie stanu wojennego było dobre”.
Wszystko to we wstępie do pozycji, która – jak głosi strona NCK – ma „z jednej strony upamiętnić tamten czas i oddać hołd pracującym na zwycięstwo, z drugiej strony natomiast opowiada historię o tych ludziach młodszemu pokoleniu, które miało szczęście dorastać już w wolnej Polsce”. Zapytaliśmy dyrektora, dawnego działacza NZS, czy podziela opinię autora wydanego przez siebie albumu.
– Zdecydowanie nie podzielam. Wprowadzenie stanu wojennego zawsze uważałem i nadal uważam za złe. I nieraz dawałem temu wyraz – podkreśla. Ale jest „ale”: zdaniem Dudka, każdy ma prawo do własnej opinii na ten temat, również Stępniak i nie można mu jej zakazać. NCK nie wydała książki, by propagować Stępniaka, lecz pokazać niezwykły zbiór jego zdjęć. – To zdjęcia są tematem książki, nie opinia ich autora o stanie wojennym – zaznacza.
Zapytaliśmy dyrektora, czy treść tego wstępu była konsultowana z historykami. Nie dowiedzieliśmy się, dlatego postanowiliśmy go wesprzeć. – Okazuje się, że aby zrobić ciekawe zdjęcia nie trzeba nadzwyczajnego rozumu. Ale żeby o nich pisać trzeba mieć w głowie coś więcej niż zgrzebne cytaty z „Trybuny Ludu” z najlepszych czasów komunizmu – ocenia historyk prof. Ryszard Terlecki.
- Nie przypominam sobie, demonstracji w pierwszym okresie Solidarności, która miałyby charakter akcji chuligańskiej, z udziałów mętów itd., która skończyła się plądrowaniem sklepów, paleniem czegoś itp. A ten pan sugeruje coś takiego – ocenia prof. Antoni Dudek. – Jeśli mu chodzi o np. o blokadę dzisiejszego ronda Dmowskiego w Warszawie – bo to była głośna sprawa – to kolumna samochodów stała przez trzy dni, ale dlatego, że milicja ja zatrzymała. Chcieli przejechać pod KC PZPR, a potem by się rozjechali. Trudno mówić o charakterze chuligańskim.
- Jakaś liczba ludzi miała poczucie, że Polska zamienia się w kraj wiecujący, ale wtedy taka była temperatura tej pokojowej rewolucji, Która zresztą dość szybko wygasała. Ludzie słabo pamiętają, że to inaczej wyglądało jesienią 1980 r, czy wiosną 1981 r., a inaczej już jesienią ’81, gdy temperatura zaczęła opadać, bo zmęczenie było coraz większe – mówi Antoni Dudek. - Ocena pana Stępniaka jest bardzo subiektywna. Dziwię się, że dyrektor Dudek finansuje uzasadnienie stanu wojennego.
Fragment textu, który własnie się ukazuje


Komentarze
Pokaż komentarze (1)