wojciech dudkiewicz wojciech dudkiewicz
210
BLOG

Przychodzi wielu wariatów

wojciech dudkiewicz wojciech dudkiewicz Polityka Obserwuj notkę 1

Przed pierwszą turą obecnych wyborów napisałem text po wizytach w róznych sztabach wyborczych. Były to wizyty inkoguto, tym bardziej autentyczne podgaduchy z ludźmi stanowiącymi pas transmisyjny z naszymi potencjalnymi wybrańcami. Potem na trzy tygodnie wybyłem daleko, gdzie wszelkie tury polskich wyborów nikogo nie interesują. Text ukazał się w Tygodniku Niedziela, niestety, wobec mojej nieobecności, wypadł pewnie przypadkowo  ciekawy chyba fragment, który pozwoliłem sobie poniżej wytłuścić.

wdd

 

Do biegu gotowi, start

 

Gdy kandydat na prezydenta akurat wpadł, albo może wpaść, w warszawskich sztabach jest ruch, jak na Wolumenie we wtorki. Potem napięcie siada. Jest cisza, spokój, słychać brzęczenie pierwszych much.

 

Rzecz jasna pod warunkiem, że w ogóle jest sztab - taki ze sztabowcami, plakatami, flagami, ulotkami - bo nie wszyscy kandydaci na prezydenta RP go mają. A nawet jak mają, to niekoniecznie w Warszawie i niekoniecznie w świecie rzeczywistym. W wirtualu ma go Paweł Tanajno, mało znany kandydat jeszcze mniej znanej Demokracji Bezpośredniej.

W sieci wisi adres na Nowolipkach, ale kandydat macha ręką. – Nowolipki daliśmy, bo coś musieliśmy dać – mówi. Przy Nowolipkach nie dzieje się kompletnie nic. – Mój sztab jest online. Nie siedzimy na Nowolipkach w kupie.

 

Przy Krzywym Kole

 

Kandydat Grzegorz Braun, reżyser znany z filmów, potyczek z policją i akcji-okupacji Państwowej Komisji Wyborczej, też ma sztab tylko na papierze. Jest przy ul. Krzywe Koło pod numerem 30., w mieszkaniu Wiktora Węgrzyna, szefa Komitetu Wyborczego Brauna, którego nigdy nie ma w domu. Teraz też nie, bo prowadzi pojazd. Czy da się prowadzić kampanię nie siedząc, lecz wciąż prowadząc? Jak widać, da się.

– Nie mamy urzędników, jak inni, jesteśmy pospolitym ruszeniem – mówi Wiktor Węgrzyn, prywatnie komandor motorowego Rajdu Katyńskiego, ostatnio znany z obrony motorowego gangu „Nocnych Wilków”. Na Krzywe Koło nie można przyjść po ulotki i plakaty. Można za to napisać list, emaila, albo zadzwonić do pełnomocnika na Mazowszu, ale raczej nie ma po co. Z roznoszeniem, lepieniem, z tego, co Węgrzyn wie, sami sobie radzą.

Kandydat Paweł Tanajno w wirtualu ma nie tylko sztab, ale i materiały wyborcze, ulotki, plakaty. – Zrezygnowaliśmy z tradycyjnej kampanii. Trzeba na nią mieć miliony z subwencji – mówi. PO ma na kampanię 10 mln zł, PiS z sześć milionów. My mamy sześć tysięcy.

 

Niech bierze i idzie

 

Milionów PiS-u za bardzo nie widać w odwiecznej siedzibie partii przy ul. Nowogrodzkiej. Tu też jest cicho, spokojnie, słychać brzęczenie much. Ochroniarza nie widać, można wejść i zgłosić się do pomocy przy kampanii kandydata Andrzeja Dudy. Zgłosić się można, ale co do pomocy, to już inna sprawa. Potencjalny wolontariusz może się srodze zawieść, gdy zakłóci spokój Tomaszowi K.

K. nie ma cierpliwości dla wyborcy-wolontariusza, jest obcesowy. Przyjdzie taki i marudzi, niech przyśle emailem CV! – Do rozdawania ulotek i plakatów też potrzeba CV? – pyta wolontariusz, irytując pana Tomasza. Nie, do tego nie trzeba. Niech się nie rozsiada, niech bierze parę ulotek, trzy gazetki i idzie swoja drogą. A pięć gazetek? Dobra, niech bierze pięć i idzie. A o białej czapce i koszulce z podobizną kandydata, spoczywających w dużej liczbie w recepcji na ladzie, niech se pomarzy.

– To ciężka praca, stresująca, przychodzi wielu wariatów – tłumaczy  K. dość znany polityk PiS. – Przepraszam za kolegę, miał zły dzień. Wolontariuszy potrzebujemy, proszę przychodzić i pomagać.

 

Na kłopoty internet

 

Oj, przydałaby się pomoc narodowcom od Mariana Kowalskiego. Bo choć mają swoich ludzi, przyda się każda para rąk. – Proszę wpaść po ulotki czy plakaty i rozkleić w swojej okolicy. Mamy spory zasób plakatów i ulotek, zapraszamy – zachęca Mateusz Maloch, w dzień - student, wieczorami sztabowiec „Mariana”. To na ostatnim etapie kampanii byłoby najlepsze.

Do sztabu na Noakowskiego przy Politechnice najlepiej przyjść wieczorem, po godz. 18 już ktoś jest. O, np. dziś jest sam kandydat, który ma tu spotkanie ze zwolennikami i chętnie zapozuje ze swoim plakatem. Kampanii nie widać natomiast na zewnątrz na Noakowskiego. – Zgody trzeba, wniesienia opłat, nie stać nas – mówi sztabowiec Mateusz.

Na kłopoty z kosztami mają pomysł ludzie Pawła Tanajno. Nie ma ulotek, plakatów, bo kosztuje druk, przewóz i dystrybucja, a skuteczność w dotarciu do zainteresowanego jest żadna – uważa kandydat. Jak policzył z kolegami, papierowa kampania się zupełnie nie opłaca.

 

– Zachęcamy do aktywności w Internecie, komentowania postów, udostępnianie na grupach, zaangażowanie się w rozmowy z ludźmi w Internecie. To jest nasz pomysł na kampanię. I codziennie coś się dzieje. Np. dziś jest czat internetowy na youtubie – twierdzi. Można, owszem, dostać wzór plakatu czy ulotki u kolegi kandydata, ale samemu trzeba sobie wydrukować. Ale równie dobrze można samemu coś wymyśleć. Kandydat się nie obrazi.

 

Gdy nuda złapie

 

Miliony Platformy rzucają się w oczy w siedzibie sztabu kandydata Bronisława Komorowskiego przy ul. Żurawiej. Obszerny lokal w zabytkowej kamienicy Juliana Fuchsa, w tętniąca życiem okolicy kawiarni, restauracji i sklepów. Choć akurat wewnątrz między podobiznami „Bronka” nic nie tętni.

Jest pani za ladą w recepcji i znudzony ochroniarz pod krawatem, zastawiający całym sobą przejście do tajnej łamanej przez poufną części sztabu. Wionie tu nudą, jak na plakatach i ulotkach z „Bronkiem” („Gdy nuda złapie i w rękach swych trzyma / To z nudów nie warto przecież nic zaczynać”).

Potencjalnego wolontariusza proszą o CV, ale bez przesady, do ulotek nie potrzeba doktoratu. Na dzień dobry na do widzenia wolontariusz dostanie kilkadziesiąt przypinanych znaczków z „Bronkiem” w kształcie kotylionu i kilkaset ulotek też nawiązujących do kotylionu…

Nudy nie ma akurat w sztabie Janusza Korwina-Mikke, mieszczącym się w biurze poselskim Przemysława Wiplera, człowieka numer dwa w tym towarzystwie. Gdy ktoś chce pomóc niech się zgłosi do Bryczkowskiego, specjalisty od agitacji – zachęca sam poseł. Przed najbliższym wiecem każdy się przyda. Wolontariusz może dostać od posła plakat z kandydatem. Że kandydat jest na nim bez grzywki? – Taka była wizja artysty – przypuszcza poseł Wipler.

 

Pełny spontan

 

Sztab Pawła Kukiza mieści się w zagłębiu miedziowym, w Lubinie. w Warszawie nie ma miejsca, gdzie można przyjść, wziąć ulotki, plakaty i iść w miasto. Sami to robią ludzie Kukiza. – Nam tu niepotrzebny sztab – mówi Krzysztof Szczotka, pełnomocnik kandydata w Warszawie-Śródmieściu.

Lokale w stolicy są drogie, a oni pracują jako wolontariusze. Jest pełny spontan. – Nie mamy stałego miejsca spotkań, ale jak trzeba się spotkać, zbieramy się  i robimy akcje ulotkowe. Np. na Starówce, albo na Patelni przy stacji Centrum – mówi pełnomocnik Szczotka. Tam można wtedy dostać ulotkę z zafrasowanym Pawłem Kukizem, kandydatem na prezydenta RP.

O spontanie w kampanii Magdaleny Ogórek można zapoznać. Do wolontariatu potrzebne CV. Do rozdawania ulotek  też potrzebne CV? – Do tego akurat nie – mówi pani Maja ze sztabu. – Ale i tak trzeba podać imię, nazwisko, numer telefonu.  Zapiszemy i skontaktujemy się – mówi.

Można też przyjść osobiście do sztabu w Al. Ujazdowskie. Ale uwaga: jest tylko niewidoczna naklejka przy dzwonku! I byle przed godz. 15, bo potem nie odbiorą domofonu. Potem pracują na zwycięstwo dr Ogórek, wspólnej kandydatki lewicy, prawicy i centrum, czyli wszystkich Polaków i każdego z osobna.

 

Wojciech Dudkiewicz

 

Veľa šťastia, veľa zdravia, nech sa všetky plány daria

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka