Ambiwalentna Anomalia Ambiwalentna Anomalia
151
BLOG

JESTEM TYM WSZYSTKIM JUŻ ZMĘCZONY

Ambiwalentna Anomalia Ambiwalentna Anomalia Kultura Obserwuj notkę 25

Muszę coś zrobić ze swoim mózgiem. Nie wiem co, przeszkadza mi. Chciałem napisać, że zastanawiam się co z nim zrobić. Zastanawiam się  -  to właśnie główny powód abym go wyrzucił. To że myślę zaczyna mi bardzo przeszkadzać w życiu. Chciałbym sobie żyć jak wielu, przyjmując  świat taki jakim on jest , lecz nie mogę bo mój mózg jak zadra pod paznokciem coraz bardziej boli. Do deprymujące i irytujące. Ostatnio byłem w sklepie w centrum handlowym rozległym jak lotnisko. Wszedłem tam, bo byłem do tego zmuszony. Nie lubię całego tego bajzlu i głośnej muzyki która podsyca całe to wariactwo. Nie lubię takich miejsc także z innych powodów, ale o tym później. Złotowłosa poszła w alejki, a ja zostałem samotnie z moim mózgiem. Na początku było nam ze sobą nawet dobrze. Wszedłem sobie z nudów do sklepu AGD. Moją uwagę  zwróciła reklama kuchenki mikrofalowej. Na żółtym tle wrzeszczał  pomarańczowo-złoty napis :


KUCHENKA MIKROFALOWA Z INNOWACYJNĄ PRĘDKOŚCIĄ ŚWIATŁA.


Zbladłem i spociłem się jak mysz. Dotarło do mnie, że stoję obok wiekopomnego dzieła, które na pewno będzie przełomowe w fizyce i nagrodzone Noblem. Nie bez trudu wezwałem pana z obsługi i zapytałem go tymi słowami: bardzo Pana proszę o wytłumaczenie mi fenomenu tej kuchenki, bo przekracza to moją wiedzę z fizyki. Wiem na 100% że prędkość światła w próżni to około 299 792 458 m/s czyli około 300 tysięcy km/s. W innych ośrodkach o niezerowej masie spoczynkowej, uzyskano nawet spowolnienie światła do 0,2 mm/s. A na czym polega ta innowacyjność i że to akurat ta kuchenka mikrofalowa tą innowacyjność wykorzystuje.
Pan oczywiście zaczął przypominać moją osobę z początku całej tej sprawy , a mianowicie spocił się jak mysz. Oooo! Kochany – pomyślałem – teraz to Ty masz problem. Okazało się, że sprzedawca ma bezpośrednie połaczenie mózgu z pęcherzem. W desperacji poinformował mnie, ze chce mu się sikać. Ja go złapałem za rękę i zaproponowałem, że kupie parę tych kuchenek, żeby móc je przedstawić komisji noblowskiej Zaproponowałem mu udział w nagrodzie, ale nie chciałem wyjść na idiotę, więc chciałem się dowiedzieć o tę „innowacyjność”. Niestety mocz okazał się silniejszy i pan z obsługi uciekł.

Zostałem sam ze swymi myślami.

Poszedłem więc do innego sklepu, gdzie moją uwagę przykuły buty. Buty na wystawie były pokazane jak dzieło sztuki. Wystawa kusiła hasłami jak z bajki: dzieło sztuki, myśl innowacyjna, nowy wymiar chodzenia itp. Z tą innowacyjnością już się sparzyłem, bo sprawa z kuchenką…pamiętacie?. No więc „z pewna dozą nieśmiałości” zacząłem patrzeć na te buty i myśleć. I to był mój błąd, wielki błąd. Trzeba było nie myśleć, tylko brać świat taki jakim jest. To było obuwie na zimę z jakimś kosmicznymi warstwami śmietexu, supert-texu, kosmo-tex. Ze zdziwieniem zobaczyłem, że te fantastyczne buty są zatopione w akwarium. Po co mi buty które można trzymać pod wodą? – zastanawiałem się. Patrzyłem z niedowierzaniem na tę całą wystawę, której wygląd nie powstydziłoby się Muzeum Narodowe.  Płetwy owszem bym zrozumiał, że pod wodą ale  nadal nie mogłem zrozumieć dlaczego te buty są w wodzie. Buty są do chodzenia i myślałem, że to wystarczający powód żeby je kupić. Okazuje się, ze nie. Przypatrzyłem się dokładnie i okazało się, że przed nimi  były dwie warstwy szyby pomiędzy którymi była  woda i to tam leciały bąbelki. Achaaaa!!!  zrozumiałem !!! To oszukaństwo i to podwójne: nie wiadomo dlaczego buty reklamowano „pod wodą”, a to nie była woda tylko „numer z wodą”. No cóż, poszedłem dalej powoli mrużąc oczy ze zdziwienia, że tak się mnie robi w konia, a byłem dopiero w dwóch sklepach…

Zgłodniałem, poszedłem coś zjeść. Wstąpiłem do sieci fastfood’owej znanej na całym świecie marki. Dowiedziałem się tam, że jest to restauracja. Pomyślałem sobie, że coś jest nie tak, bo o ile pamięć mnie nie myli, to w restauracjach nie je się palcami na tacy z papierowym obrusem. No , ale mogę się mylić, bo ostatnio nie wychodziłem z domu, coś się mogło zmienić. Więc usiadłem w tej restauracji, wycisnąłem ketchup z torebki na kanapkę i na frytki. Zacząłem jeść palcami (jak to w restauracji) i doszedłem do wniosku, że to stary wynalazek. Milion lat temu pitekantrop też jadł w restauracji , bo jadł palcami. Tylko muzyki nie było z głośników. Jednak co postęp to postęp. Upaprałem się przy tym nie tylko na rękach, gdzie znalazły się sosy z kanapek i ketchup, ale też na spodniach, bo to wszystko wylało się z zakupionego specjału i omijając plastykowa tacę i papierowy obrusik , zebzdziło mi się na nogi. Przypominało to kupę jakiegoś wielkiego prehistorycznego ptaka drapieżnego, który miał kłopoty z jelitem grubym…wiadomo ketchup i majonez. Brrrrr! A że pachniało podobnie więc skojarzenie było sensowne. Wytarłem to wszystko, oblizałem ręce i wyszedłem z tej restauracji.

Zacząłem się zastanawiać nad sensem używania takich określeń jak restauracja, kiedy mój wzrok padł na „studio paznokci”. Noooo, to było ciekawe! A cóż to takiego może być. Popatrzyłem i zrozumiałem – to był zakładzik wielkości kiosku, gdzie panie i panowie mogą  zamówić manicure i pedicure. Tylko dlaczego akurat jest to „studio”? Studio dotąd kojarzyło mi się z wielkimi przestrzeniami gdzie kamery, aktorzy, dekoracje…A tutaj to zwyczajna kanciapa z obsługą  ubraną jak na dyskotekę wiejską. Przyglądałem się przez szybę paznokciom klientki i pani, która robiła paznokcie w tym „studio”. Paznokcie klientki przypominały swym wyglądem paznokieć małego palca, który mają zazwyczaj ćpuny żeby dobrze działki sobie w nos wkładać.  Ze zgrozą pomyślałem: to musi być znana handlara narkotyków. Z ilości palców wyposażonych w paznokcie-łopaty i ich długości wywnioskowałem, że to handlara międzynarodowa. Teraz już wiem: handlary międzynarodowe chodzą do „studia paznokci”. Musze tę rewelację zgłosić na policje.

Ale mój przyjaciel mózg „kompinował” i wymyślał:  katedra fryzjerska,  pałac hot-dogów, filharmonia butów…jakoś słabo mi szło.


Przed zgłoszeniem na policję postanowiłem odszukać moją Złotowłosa, aby jej o tych odkryciach opowiedzieć i poszedłem , jak to się mówi „na sklep”. Przeszedłem przez korytarzyk obok jakiegoś stanowiska z szybami. Już tym razem nie było butów ani kuchenek mikrofalowych, ale nagle pojawiła się Pani, która krzyknęła, że bez koszyka nie wolno wchodzić.  Poza tym powiedziała, że to przejście które nie służy do przejścia. Powiedziałem tej pani, że ja nie chcę kupować więc po cholerę mi koszyk. Wprawiło to panią w zakłopotanie bo takiej sytuacji chyba nie przewidziała. Więc krzyknęła, że tędy nie można przechodzić. Ja jej odkrzyknąłem, że po cholerę przejście którym nie można przechodzić i  żeby zadzwoniła na policję, bo jestem terrorysta, mam na imię Bin Laden i jestem z Alkaidy. Wszedłem „na sklep”. Pani usiadła zamroczona…A jednak przeszedłem przez przejście, które nie służy do przejścia i też byłem pod wrażeniem.


„Na sklepie”, jak to „na sklepie”, ludzie trzymają mocno koszyki na kółkach, żeby im nikt nie ukradł zakupów. Co z tego że jeszcze nie zapłacili, a „złodziej” musiałby zapłacić za nie swoje zakupy. To nie oznacza, że nie wolno odstępować koszyków i trzymać je uważnie i mocno stojąc w kolejce po wędlinę. Nie wolno ich puszczać nawet przechodząc przez wąskie alejki z towarami. Nic to, że dwie osoby nie mogą się minąć, a już większa ilość powoduje korek jak na Mahattanie. Nic to! Trzeba wszędzie brać koszyk…wiadomo: bo ukradną. W końcu widzę  moją ukochana Złotowłosą. Macha do mnie i pyta się czy pamiętam czy skończył nam się płyn do mycia podłóg. Patrzę, a ona trzyma płyn którego reklamę widziałem niedawno. W reklamie piękna laseczka trzymała ten płyn i twierdziła, że wymyje nim bez problemu łazienkę. Łazienka jak to łazienka w reklamach: syf taki, że przypomina to dworzec kolejowy na Ukrainie. Zafajdana po sam sufit, a wszystko zaświnione jakby warchlaki z niej korzystały, a nie człowiek. Przypomniał mi  się jeden szczegół z tej reklamy: przez środek tej obrzydliwie zabrudzonej łazienki, na terakocie widać było ślady opon bliźniaków, jakby ciągnik siodłowy czyli inaczej TIR przez łazienkę przejechał. Pani z reklamy  twierdziła, że ten płyn jest taki świetny że wszystko umyje, nawet ślady opon. Pomyślałem sobie, że nie potrzebujemy takiego doskonałego płynu , bo przez nasza łazienkę nie przejeżdżają samochody, więc wzięliśmy inny.

Poszliśmy  prosto do kasy.

Pomijam fakt, że staliśmy do kasy specjalistycznej nazwanej „do 10 artykułów”,  gdzie wszyscy mieli wózki pełne, pomijam fakt, że pani proponowała mi jakieś promocyjne bzdety za darmo w ramach „programu lojalnościowego” , pomijam fakt, że część towarów miała inną cenę w kasie niż na regale i pomijam fakt, że  stałem pół godziny bo wszyscy płacili kartą,  ale to że kobieta przede mną  zabierała jakieś domino, kłóciła się z kasjerką o jedną kostkę  że jej się należy -  to już mnie zdziwiło. Niby pani wyglądała na zamożną,  a jednak robiła awanturę, że jeszcze jedna kostka się jej należy za zakupy. Powiedziałem tej pani z uprzejmością w głosie że : ja ma w dupie domino i mogę jej swoje kostki dać jak dostanę. Chodzi tylko o to, żeby przestała trwonić mój czas w jakiejś debilnej kolejce i poczekała na mnie. Jak ja dostanę swoje domino to jej dam, bo ja jakieś domino mam generalnie w dupie ale mój czas nie. Pani się intelektualnie odbiło i zamilkła. W tym momencie przyszedł kierownik zmiany całego hipermarketu, prezes prezesów i podjął jedna z najważniejszych decyzji w swojej karierze. Przytoczę tutaj jego słowa, które utkwiły  w mojej pamięci do końca życia : „daj tej pani domino”. Byłem wniebowzięty , bo myślałem że ten międzynarodowy konflikt nigdy nie zostanie zażegnany.

Pognaliśmy ze Złotowłosą do samochodu stojącego na parkingu,  bo kończył nam się już zapas zdrowego rozsądku i cierpliwości. Zapakowaliśmy rzeczy i zacząłem wycofywać z miejsca  parkingowego mój samochód. Zobaczyłem, że z daleka nadjeżdża inny. Był daleko , a ja jako uprzejmy człowiek pomyślałem sobie, że pewnie nowy klient pragnie przeżyć podobne do mnie traumy w sklepie, więc może zrobię mu miejsce. Zacząłem wycofywać. Ku mojemu zdziwieniu kierowca przyspieszył. Zrobił coś co mnie zachwyciło jak występ w cyrku: przyspieszył, mrugał długimi światłami, trąbił na mnie i jednocześnie wygrażał prawą ręką. Pomyślałem, że facet ma niespotykane umiejętności, żeby te wszystkie czynności robić jednocześnie -  do tego jeszcze przeklinał. Kiedy się zbliżył do mnie zaczął z piskiem hamować nie przerywając innych czynności. Byłem pod wrażeniem jego umiejętności. Ja bym dodał jeszcze grę na skrzypcach i byłby komplet. Po chwili zrozumiałem o co mu chodziło. On nie chciał zaparkować, tylko wściekał się, że ja wyjechałem mu na jego prywatną drogę. Był daleko, jechał wolno więc to zrobiłem – jednak nie wolno wjeżdżać na prywatne drogi.  Gdy już się zatrzymał równolegle do mnie, otworzyliśmy obaj szyby. Ja jednak byłem szybszy i sprytniejszy. Powiedziałem mu w krótkich żołnierskich słowach, że jest debil, krety, matoł, posraniec, że ma krótkiego, że półmózg i że postępuje jak skończony idiota. Swoją ocenę uzasadniłem następująco:  jakby mi przywalił i rozpierniczył samochód, jakby nie hamował tylko z całej siły mi przydzwonił , to by mnie czegoś nauczył, a tak mało co nie dostał zawału z wściekłości, spalił opony, hamulce, trąbił, krzyczał , wrzeszczał, przeklinał i z piskiem hamował, a ja go i tak mam w dupie. Nic mnie nie nauczył i nic mi nie zrobił. Ja sobie go olewam ciepłym moczem, bo jest wieśniak. Oczy jego zrobiły się wielkie i jego mózg się zakrztusił intelektualnie . Dał  jeszcze  radę powiedzieć do mnie „ Ty jakiś głupi jesteś…Ja odpowiedziałem, że całkowicie się z nim zgadzam i odjechaliśmy każdy we własnym kierunku.


I wiecie co? Doszedłem do wniosku, że on miał rację. Moja inteligencja jest zbyt mała, aby zrozumieć te wszystkie aluzje reklamowe, te podteksty intelektualne, te niedomówienia i innowacyjne reklamy w sklepach i w telewizji.  Zobaczyłem je na żywo i nabrałem niepewności: czy  to ja wariuję , czy to świat wariuje. Nie nadaję się do takich sklepów. Mózg mi przeszkadza. Chyba go wyrzucę bo na cholerę mi taki organ , który gotuje się w sklepie? Naraża mnie tylko na nerwy, jestem zmęczony tym światem.

:-)
 

Prosta i tania reklama w Internecie sprzedawana za pomocą AdTaily(PLALLADTAILY0002) WAU_tab('9bn09paqq57v', 'bottom-center')

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (25)

Inne tematy w dziale Kultura