Przemysł cierpienia. O pułapkach zinstytucjonalizowanej autoetnografii pisze Jarosław Banaś
Przemysł cierpienia. O pułapkach zinstytucjonalizowanej autoetnografii pisze Jarosław Banaś
report report
97
BLOG

Przemysł cierpienia. O pułapkach zinstytucjonalizowanej autoetnografii pisze Jarosław Bana

report report Literatura Obserwuj temat Obserwuj notkę 10
Szczególnie interesującym i zarazem niepokojącym przypadkiem jest Polska. Nasz kraj, dysponujący ogromnym „magazynem narodowych i osobistych traum” – od rzezi na Kresach, przez wojnę, po komunistyczną cenzurę – posiada potencjał, by stać się „mistrzem świata w opiece nad traumą” - pisze dziennkarz Jarosław Banaś.

Współczesna literatura przechodzi proces gwałtownej redefinicji. Miejsce klasycznej fikcji zajmuje autoetnografia – nurt, w którym osobiste doświadczenie staje się narzędziem analizy zjawisk społecznych i historycznych. Czy jednak ta „demokratyzacja głosu” nie staje się nowym rodzajem literackiego zniewolenia, w którym trauma przestaje być świadectwem, a staje się rynkowym towarem?


Literatura na etacie u urzędnika


Obserwowany obecnie zwrot ku formom intymnym – dziennikom, listom i pamiętnikom – wypchnął je z marginesu warsztatu pisarskiego do samego centrum literackiego dyskursu. Nie jest to jednak wyłącznie zmiana estetyczna, lecz przede wszystkim instytucjonalna. Systemy grantowe w krajach o wysokim czytelnictwie, takich jak Niemcy, Holandia czy kraje nordyckie, zaczęły traktować literaturę jako narzędzie pracy społecznej. 


W tym modelu państwo promuje teksty, które wykazują się „społeczną użyteczność” i pomagają w refleksji nad historią. Prowadzi to do niebezpiecznego zjawiska: literatura, zamiast być autonomiczną sztuką, zaczyna pełnić rolę publicznej terapii lub wniosku o dofinansowanie. Aby uzyskać wsparcie, autorzy muszą nauczyć się „sprzedawać” swoje życie jako soczewkę do analizy zjawisk takich jak „transmisja milczenia i wstydu”. W efekcie twórca przestaje być demiurgiem, a staje się dostawcą usług terapeutycznych, co sprawia, że „grafomania z marginesu awansowała na etat z dotacją”.


Polska: Mistrzostwa świata w traumie


Szczególnie interesującym i zarazem niepokojącym przypadkiem jest Polska. Nasz kraj, dysponujący ogromnym „magazynem narodowych i osobistych traum” – od rzezi na Kresach, przez wojnę, po komunistyczną cenzurę – posiada potencjał, by stać się „mistrzem świata w opiece nad traumą”. 


Istnieje jednak realne ryzyko, że literatura polska zamieni się w nieskończony rachunek krzywd. Zamiast służyć przepracowaniu bólu, model autoetnograficzny może prowadzić do jego utrwalania i fetyszyzacji. Jeśli jedynym kryterium wartości tekstu staje się siła opisywanego zranienia, to literatura przestaje otwierać nowe światy, a zaczyna jedynie inwentaryzować przeszłe nieszczęścia. Polska staje się tu „idealnym laboratorium”, w którym pytanie o granice ekshibicjonizmu i artystycznej autentyczności brzmi wyjątkowo mocno.


Narcyzm w cieniu grantu


Krytyka nurtu autoetnograficznego słusznie wskazuje na jego najsłabsze punkty: narcyzm, brak dystansu literackiego i komodyfikację cierpienia. Kiedy trauma staje się „towarem grantowym”, zaciera się granica między szczerym świadectwem a autokreacją pod konkretną tezę. Czytelnik zostaje postawiony w trudnej etycznie sytuacji – jak ocenić warsztat pisarza, który opisuje swoje najgłębsze, intymne zranienia? 


Taki układ sił paraliżuje krytykę literacką. „Prawda życia” staje się tarczą chroniącą przed merytoryczną oceną tekstu. Ponadto, skupienie na własnym „ja” – choć rzekomo zaangażowane społecznie – bywa paradoksalnie egocentryczne. Sugeruje ono, że tylko to, co przeżyte osobiście i potwierdzone cierpieniem, ma prawo do bycia opowiedzianym.


Czy wyobraźnia ma jeszcze przyszłość?


Pytanie o przyszłość literatury intymnej jest pytaniem o granice samej literatury. Czy model ten faktycznie poszerza nasze możliwości poznawcze, czy raczej zamyka nas w getcie osobistego świadectwa?. Prawdziwa literatura powinna dążyć do przekroczenia traumy, a nie jej ciągłej reprodukcji. 


Jeśli pozwolimy, by o kierunkach rozwoju literatury decydowały formularze ministerialne, ryzykujemy utratę tego, co w sztuce najcenniejsze – bezinteresowności i siły wyobraźni. Autoetnografia może być cennym narzędziem, ale nie może stać się jedyną słuszną drogą twórczą. W przeciwnym razie literatura zamiast leczyć dusze, zacznie jedynie wypełniać rubryki w biurokratycznym systemie zarządzania nieszczęściem.


Jarosław Banaś 



Zobacz galerię zdjęć:

report
O mnie report

Na Salonie24 od 2008. Reaktor Jarosław Banaś. Dziennikarz radiowy, autor słuchowisk, reportaży. Autor porywającej prozy o Julianie Arnoldzie Szaraczkiewiczu "Tak diała państwo". Publikacja w przygotowaniu. Poniżej song Szaraczkiewicza.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Kultura