Pomyślałem sobie, że uzupełnię tocząca się dyskusje na temat natury zła na moim blogu o jeszcze jedna uwagę. Nie jestem pewien, czy dobrze pamiętam, ale w książce „Listy starego diabła do młodego” Clive Staples Lewis napisał znamienne zdanie: „Największym wyczynem Diabła jest przekonanie innych, że nie istnieje." Ta znakomita myśl autora napisana chyba w liście starego diabła, jest w naszych czasach bardzo ważnym stwierdzeniem. W naszym społeczeństwie industrialnym gdzie wszystkie nasze działania są oparte o racjonalne myślenie (sic!) Nie ma miejsca na jakikolwiek element nadprzyrodzony. Nie wierzymy w Boga, nie wierzymy w szatana. Wierzymy za to w nasz umysł, w nasze obliczenia, projekty, wierzymy, ze jesteśmy bardzo pewni wszystkiego. Co ciekawe, mimo tej pewności w nasz rozum pojawiają się coraz bardziej idiotyczne „wierzenia” w pewną nadprzyrodzoność materii. Jakaś astrologia, Tarot, znaki zodiaku, u wielu stanowią poważny powód do zmian najważniejszych decyzji w życiu. A wiec z jednej strony kpimy z Boga i szatana, a z drugiej oddajemy swój umysł jakimś zabobonom średniowiecznym spychając swój racjonalizm w miejsce gdzie plecy tracą swa szlachetna nazwę. Taki z nas ambiwalentny gatunek. Myślę sobie, że to dowód na istnienie w człowieku prócz „profanum”, także „sacrum”. Elementu nadprzyrodzoności w widzeniu świata, nie da się wyrwać z natury człowieka.
Ale ad rem.
Chciałbym napisać o jednym ze sposobów manipulacji złego. Możecie się ze mnie śmiać, ale ja mimo swego ścisłego inżynierskiego umysłu traktuje zło bardzo poważnie i wiem, ze istnieje realnie. Ono istnieje między nami jak drzewo za oknem, jak krzesło na którym siedzimy, jak sąsiadka która spotykamy rano. Jednocześnie pamiętając o zdaniu Clivla Staplesa – wiem, że mam tendencje do narażania na śmieszność mojego inżynierskiego racjonalizmu „w temacie” zła. Mam zbyt dużo lat, żeby przejmować się swoją śmiesznością, więc „pociągnę temat” dalej. Jednym ze sposobów złego stosowanym na człowieku jest metoda odwrócenia pojęć. Mamy na przykład pojecie TOLERANCJI. Jako, ze jesteśmy w necie, to oczywiste jest sięgniecie do zasobów Wikipedii:
Tolerancja (łac. tolerantia - "cierpliwa wytrwałość"; od łac. czasownika tolerare - "wytrzymywać", "znosić", "przecierpieć") - termin stosowany w socjologii, badaniach nad kulturą i religią. W sensie najbardziej ogólnym oznacza on postawę wykluczającą dyskryminację ludzi, których sposób postępowania oraz przynależność do danej grupy społecznej może podlegać dezaprobacie przez innych pozostających w większości społeczeństwa.
Warto czasem powrócić do definicji pojęć? Warto.
Pojecie tolerancji powstało z połączenie znaczeń tych dwóch zacytowanych, za Wikipedią wyrazów, których sens można zawrzeć w zdaniach: tolerancja to wytrzymywanie czegoś, co sprawia nam przykrość, irytuje, wkurza. Wytrzymywanie czegoś, co jest w jawnej sprzeczności z naszym światopoglądem, uczuciami, wyznaniem itd. Powiedzmy sobie szczerze: tolerancja to uczucie, którego normalny człowiek unika, aby nie być zmuszonym do irytacji, która jest czymś naturalnym. Przypomina mi to sytuację w której musimy tolerować złodzieja, który nie tylko nas okrada, ale przy okazji flirtuje z nasza żoną na całego. Chcemy mu dać w mordę, ale jesteśmy tolerancyjnie więc zaciskamy z wściekłości zęby i pytamy się, czy aby nie podać czegoś zimnego do picia bo się oboje z żoną zgrzali.
Ale jest jeszcze coś bardziej ciekawego, coś bardziej szatańskiego.
Miłość – to pojęcie tak ogromne, że przez cały czas istnienia człowieka, nie byliśmy w stanie zdefiniować tego pojęcia, które jest tak ogromne jak sam Bóg. Tolerancja zatem przy miłości jawi się na jak coś bzdetnego, prymitywnego i pejoratywnego w swym znaczeniu. Cóż się dzieje dzisiaj? Otóż ten, który przekonał nas, ze nie istnieje stosuje metodę odwrócenia pojęć. Dzisiaj miłość zredukowana została do ruchów frykcyjnych, a tolerancja urasta do wszechogarniającego pojęcia. Jak balon rozciąga się do granic możliwości pojęcia prymitywne, redukując do śmieszności i wydzielin pojęcia określające doskonałość.
Teraz miłość to chemia i ją się „uprawia” jak pole buraków.
Teraz psy się adoptuje, a dzieci wytwarza z zarodków.
Teraz walczy się o życie turkucia podjadka, a ludzi starych poddaje się eutanazji.
Teraz zwierzęta się kocha, matkę ziemie się kocha, a człowiek stał się konsumentem.
Prawda, że to fantastyczne. Wydarło się człowiekowi jego sacrum i w to miejsce, w tę pustkę wtłacza się umysłową breję. Bo człowiek bez istnienia sacrum, staje się bydlęciem, które można pędzić gdzie się tylko chce. Stara maksyma PR-owców: pozbądź człowieka kręgosłupa moralnego, a specjaliści od marketingu w to miejsce wcisną wszystko, każde byle co.




Komentarze
Pokaż komentarze (29)