Nie jestem w stanie opanować oburzenia. Przed chwilą oglądałem wiadomości TVN i moje oburzenie sięgnęło zenitu. Muszę bardzo dobierać słowa, aby opisać coś co dziś usłyszałem z TVN.
Na początek może kilka uwag tytułem wstępu.
Wyobraźcie sobie, że znam się na realizowaniu kontraktów. Nie jest ważne jakich i w jakiej branży. Wyobraźcie sobie, że znam różne aspekty negocjacji, kompromisów i całego procesu, który kończy się podpisaniem umowy. Znam też chyba wszystkie „numery”, które na każdym etapie przygotowania, negocjacji i wykonania kontraktu mogą wystąpić. Zupełnie nie zależy mi na tym, aby czytający uwierzyli mi w to co napiszę dalej. Nie jest to moim celem, po prostu wiem swoje. Pomijając wiele, skupię się na jednej wskazówce, która jasno potwierdza, że szef firmy siedzi w kieszeni kontraktora, z którym podpisuje umowę.
Może dokładniej: jest jedna strona która zleca (wasz szef) i płaci, a druga podpisuje kontrakt, wykonuje i dostaje od zlecającego np. pieniądze.
Gdy prowadzący kontrakt (ze strony tego naszego przykładowego szefa) ma słuszne uwagi w stosunku do wykonawcy kontraktu ( broni istoty kontraktu), a jego szef ma pretensje nie do wykonawcy kontraktu, ALE DO SWOJEGO PRACOWNIKA OZNACZA TO JEDNO:
(to tak ewidentne, że aż boli):
SZEF SIEDZI W KIESZENI U WYKONAWCY KONTRAKTU. Jakie jest to „siedzenie” to zależy od bardzo wielu rzeczy.
Żeby było jasne: NIE ZAWSZE CHODZI O KASĘ.
A teraz „z innej beczki”.
Dziś dowiedziałem się w wiadomościach TVN oraz TVP1, że Pan Edmund Klich parę razy został poniżony w obecności MAK-u, przez swojego szefa Jerzego Millera, który zakazał mu np. uczestniczenia w przekazaniu kopii taśm z rejestratora lotu TU-154. Potem dowiedziałem się od Pana Premiera, że Pan Edmund Klich jest trudny we współpracy, co jasno można odczytywać jako ocenę Pana Edmunda jako szaleńca od katastrof lotniczych.
To wszystko było pokazane na tle spotkania w sejmie, w którym Klich informował o nagannych zachowaniach MAK-u i podawał jasne przykłady łamania Konwencji Chicagowskiej przez MAK.
Wiem, że ta notka nie będzie opublikowana na SG, ale może kilka osób ją przeczyta i dla dobra prawdy wzburzy się podobnie do mnie.
Wściekłość z trudem pozwala mi napisać na koniec: pozdrawiam.


Komentarze
Pokaż komentarze (42)