AmeliaPustak AmeliaPustak
165
BLOG

Garaż Walusia czyli gol kolana

AmeliaPustak AmeliaPustak Rozmaitości Obserwuj notkę 3

 Po bohaterskiej ucieczce Walka po piorunochronie i Krzysia zjeździe w rynnie, poszliśmy na piechotkę do garażu Walusia. W zasadzie nie chcieliśmy jechać niczym, bo mieliśmy w ryju wszyscy ostro i każdy bał się że od tego bujania będzie źle (efekt opisany pierwszy raz przez radzieckiego naukowca Karuzelowa). Choć zawsze mieliśmy w pamięci wyjście awaryjne z takiej sytuacji, które było autorstwa Genka. Wyjście to wskazuje jednoznacznie, że choć Genek nie jedno już wypił i zjadł, to jest człowiekiem wyjątkowej kultury i ma zasady. Kiedyś zimą jak Genek wracał autobusem z odwyku w Konstancinie (a podróż w tamtą stronę już opisywałam) był tak nawalony że strasznie był osłabiony. To przez wydłubanie sobie tego esperalu. Jak wyszedł od razu walnął pół litra z gwinta pod sklepem. Ale miesiąc nie pił więc wiecie, poza tym pił na głodniaka więc słabiutko no i w busie go rozłożyło. Normalnie karuzela w wesołym miasteczku - efekt Karuzelowa. No i tak stał i stał i bujało na zakrętach, poza tym było włączone ogrzewanie a facet obok miał, no nie wiem co miał w każdym razie waliło od niego jak z rancza pana Henia (o którym wam kiedyś napiszę). W każdym razie Genka osłabiło i chciał puścić, ale nie miał żadnej rezerwowej reklamówki a w tej jedynej co miał, miał (jak kot chłe chłe) gumofelce w ilości sztuk dwie, skarpetki i dwie pary koszul jeszcze od pierwszej komunii. I mu było szkoda. Więc luknął w lewo w prawo, przed siebie i był w kleszczach. No to puścił pawia po prostu w rękaw. I tutaj szacunek i kolejny punkt wskazujący na wielką kulturę Genka. Bo obok stał facet i trzymał tego uchwytu i tak idealnie aż się prosiło, ale Genek powiedział nie. Nie będę jak ten z dowcipu o sikaniu po nogawce - sika pan? tak, a dlaczego tak cicho? bo po nogawce, a nie szkoda panu spodni? nie bo to pańskie. I puścił w swój własny rękaw. Na początku było dobrze ale po czasie... jak przesiąkło i zaczęło przeciekać... 

 
Ale widać że ja już nie na temat. Przepraszam ale pijana jestem mówiąc prosto jak zawsze o tej porze i myślę już nie o garażu Wałka tylko jak tutaj komuś bezinteresownie dopierdzielić. 
 
Popijając miłe jabolki z pobliskiego browarku dotarliśmy do garażu. Zresztą tak od kilometra już mniej więcej było wiadomo bo jakieś dziwne zapachy w powietrzu się nosiły i  w sumie bez mapki czy bez Walusia też byśmy trafili. No a w garażu... Syreny 105 brak ale jest pięknej urody kanał, na ścianach opony jakieś druty, kurz, pajęczyny, no i miski. A w nich zaciery wszelakie. Niestety pofermentowane i stąd te smrody.  No mówię wam grzyb i syf. Na początek wzięliśmy szpadelek i zakopaliśmy toto a Waluś włączył klimatyzację własnej roboty ze starej chłodnicy samochodu Wołga i od razu zrobiło się miło. Wtedy Waluś wziął oponę, rozciął na cztery części i polał w nią bimberek. Dzisiaj pijemy po gruzińsku - nie mamy rogów ale mamy coś podobnego powiedział Wałek. I walnęli my po oponce bimberku. A później Wałek włączył z wieży Kamasonic moje ukochanej śliczności Majteczki w kropeczki i nawet potańczyliśmy i pośpiewaliśmy. I później było wesoło bo bawiliśmy się w taką zabawę, że trzy osoby siedziały na krzesłach a jedna miała zawiązane oczy  i musiała po macaniu kolan zgadnąć kto jest kim. W sumie ja mam najgorzej bo mam owłosione kolana i to jest nieuczciwe bo łatwo mnie zidentyfikować ale w sumie jak ktoś nie wie to nie zgadnie tak łatwo i raczej wskaże na Genka.  Oczywiście piliśmy i wszystkim szybko urwały się filmy, a pierwszemu Krzysiowi Karzełkowi, który zasnął w kopie żyta w rogu garażu (zapasy Walusia na zacier). Tak miną ten dzień, pierwszy dzień an wolności Wałka.
 
A morał z tej historii jest taki: nie świruj bo zacierów szkoda, gol kolana aby cię nie namierzyli, czego i wam życzę chłe chłe   
 
 
 

o mnie: prowadzę osobiście bloga: http://sramelia666.wordpress.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości