Moja przyjaciółka zaopiekowała się grupą żuli, którzy pili coś podejrzanego. Natrafiła na nich jak szła wieczorem do pobliskiego sklepu nocnego celem nabycia wiadomo czego. Patrzy, a tu jak na marach chodzą koło pobliskich garaży i machają rękoma, jakby oślepieni byli, czy co. To wyglądało dziwnie jak jakiś magiczny taniec obłąkaniec, tym bardziej że wszyscy byli kompletnie nawaleni i zataczali się podczas tego machania wydając jednocześnie jęki, pojękiwania wszelakie i takie tam. W zasadzie ona też miała w ryju, wiec najpierw myślała że ma zwidy po zacierze i jest na jakiejś sztuce teatrów alternatywnych albo na próbie w jakiejś ukrytej kamerze. Później że to delirka. Ale nic z tego. Ona jest na takie delirkowe zwidy przygotowana, wyciąga wtedy z torebki gumowy młotek i igłę cerówke i synchronicznie młotkiem wali się w łeb a cerówką szybko nakłuwa dolne okolice pleców ruchami zamaszystymi. Po sześciu seriach nie przeszło więc to real nie delirka. Ponieważ ma dobre serce to wzięła ich do swojego Żuka na pakę i zawiozła do szpitala. Teraz czekają, aż ktoś ich zidentyfikuje z stamtąd zabierze i otoczy czułą opieką.
Oto fragment maila mojej przyjaciółki (jest z Koziej Wólki - niczego nie zmieniałam).
"Piątkę udało mi się zawieźć do szpitala wczoraj, już mają lepsze oczki (bo wczoraj nic nie widzieli - patrz zdjęcie poniżej), szóstego menelka w dramatycznych okolicznościach złapałam dziś rano. Okazało się że rano jak lekko wytrzeźwiałam poszłam jeszcze raz do sklepu po jabolka i on wdrapywał się akuratnio po ścianie garażu bo myślał że jest człowiekiem pająkiem. Zdjęłam go z te ściany i dowiozłam do reszty. Celem ustalenia tożsamości podaję ich rysopisy:
To są trzy panie i trzej panowie: jedna najniższa pani jest cała czarna jakby umazana od smoły bo w pobliżu garażu jest kotłownia, druga też jest czarna z odrobiną białego (chyba brudna od popiołu z kotłowni lub cukru do zacieru), jedna szara bardziej niż inne puchata (w kożuchu), dwaj panowie czarno-biali (jeden z białym noskiem i wytatuowaną białą strzałką między oczkami - cholera wie jakiś Tutsi czy Bantu), trzeci, ten, którego dziś zawiozłam, szaro-czarny w takie niezwykłe koła czarne po bokach (akrobata z hula-hop?). Mają plus minus po pięćdziesiąt lat."
Poniżej zdjęcie jednego z panów (tych czarno - białych):
Jak widzicie jest to na letnią porę zjawisko dość nietypowe. Jakaś grupa międzynarodowych anonimowych alkoholików postanowiła zorganizować przy garażu niedzielny happening przy metanolu. No ale żeby smołę topić w tym czasie w kotłowni? Co oni chcieli z tą smołą robić? No i ten Bantu czy Tutsi i te hula hop? Nie mam pojęcia może moja przyjaciółka jakieś zwidy już ma?
Morał z tej historii jest następujący: zmień sklep jeśli jest on koło kotłowni bo możesz nabawić się nowej formy delirki odpornej na walenie młotem w łeb tudzież kłucie zadu cerówką. Ja swój sklepik zmieniłam, czego i wam życzę, chłe chłe
Komentarze
Pokaż komentarze (34)