Mimo tego, że w zasadzie staram się być jak wszyscy tutaj piszący, ale skoro pisać nie potrafię to kopiuję i wklejam, wklejam i kopiuję, linkuję do jołtjubisi maści wszelakiej i się staram chwalić kogo to ja niby znam, oczywiście znam nie osobiście ale z telewizji i kolorowej prasy chłe chłe, to jednak odstaję. Odstaję. I dlatego w celu nadrobienia tudzież zniwelowania tej diferencji zdecydowałam się zasięgnąć po raz kolejny porady mojego rodzinnego lekarza: weterynarza – Franka, ornitologa hobbysty i kolekcjonera – amatora. Ubrana jak zwykle galowo w tę sukienkę co sama sobie uszyłam z worków po ziemniakach poszłam, oczywiście przygotowana, do gabinetu Franka do piwnicy w sąsiedniej klatce schodowej. Franek jak zwykle przyjął mnie życzliwie, na przywitanie zaoferował krwawą Mery z denaturatu i soku po burakach, a ja wole drinki czyli zamiast soku po burakach kubuś lub inny soczek. Co prawda wychodzi o 20 groszy drożej, ale za zdrowie trzeba płacić! No i po trzech krwawych Franek mnie zbadał, poświecił lampą w oczy celem zbadania źrenic, walnął w kolano młotkiem czy odruch są na miejscu i stwierdził, że poziom zmatolenia u mnie jest bardzo bardzo wysoki i zrobił mi test na IQ. Pytania były z logiki i wiedzy ogólnej takie tam, w każdym razie wyszło na to, że pamiętam niewiele, poza przepisami na zaciery, i dwiema datami 1410 i jej modyfikacją 1437, co to opisywałam w przepisach na moim pierwszym blogu zanim tutaj zaczęłam pisać, i kilkoma tytułami opowieści o panu Sulku.. I wtedy Franek wydał mi diagnozę. Przeszczep. Przeszczep mózgu. Łolaboga pomyślałam ale jak tak? Zwyczajnie? No i od kogo? A co z przepisami? Wszystko zapomnę? I tutaj w tej piwnicy?
Franek spojrzał na mnie wymownie i zaproponował poznanie jego kolejnego przyjaciela spośród szerokiej ich grupy doktora Wankensztajna amatora i miłośnika chirurgii wszelakich, i co ważne samouka. Mieszka on na poddaszu w mieszkaniu adaptowanym po suszarni, gdzie przyjmuje zdesperowane kobiety i mężczyzn płci każdej i wieku. No i mnie Franek zaprowadził, akuratnio tam pacjentka była, ale gabinet powiem wam kultury wielkiej. W poczekalni małe metalowe wiaderko z bimberkiem i chochelką oraz trzy czyściutkie musztardówki. To jest sposób na walkę ze stresem! Po kwadransie czekania byłam już bardzo znieczulona i wyszedł sam doktor i pacjentka, ona jakaś taka pozawijana w bandaże z prześcieradeł w czarnych okularach i ledwie szła chyba po operacji była. Doktor Wankensztajn rozłożył ramiona i pocałował na przywitanie Fanka czule w usta, natomiast jak mnie zobaczył podniósł swoje krzaczaste brwi prawie na czubek głowy i piszczącym głosem krzyknął: Co ? Kolejna liposukcja ? O nie! Wszystkie rury od odkurzaczy mam już pozapychane stanowczo nie, przynajmniej nie dziś! Ale Franek szybko go uspokoił że to tylko o przeszczep mózgu chodzi. Doktor powiedział: neurochirurgia eksperymentalna to mój konik, poza tym uwielbiam jak jesteśmy połączeni – zawodowo oczywiście czyli kiedy operujemy w duecie Franek i Wankensztajn. Doktor Franek Wankensztajn chłe chłe. Pani chce sobie polepszyć czy pogorszyć bo różne miałem przypadki w karierze. Ostatnio na ten przykład był tutaj mężczyzna dla którego testy Mensy to zabawa i rozwiązywał je w przedszkolu. Chciał sobie przeszczepić jedną półkulę od chomika żeby średnią zaniżyć bo nikt go nie rozumie.. I udało się, co prawda zawsze na początku są efekty uboczne – ten pacjent akuratnio obgryzł mi szruber, no ale coś za coś. Powiedziałam że głupia jestem i Franek swoje dodał. A widzi Pani to ma pani wyjątkowe szczęście, jak mawiają głupi je ma, bo ja tamtą półkulę geniusza trzymam w misce ze spirytusem. Więc w zasadzie spirytusem się już nasycił i się zaafiliuje z pozostałymi częściami pani ciała. I rozmiarami z grubsza pasuje. To co bierzemy się? Najpierw mnie znieczulili, później już niewiele jak przez mgłę pamiętam jakieś piły, brzeszczoty, jęki i disco polo bo Wankensztajn jest jej koneserem jak i ja. I obudziłam się w podobnych bandażach z prześcieradeł jak ta pani co przede mną wychodziła. Czułam się dziwnie, bo jednocześnie pamiętałam wszystkie przepisy na zaciery ale w tym samym czasie potrafiłam obliczyć z dokładnością do tysięcznych miejsc po przecinku ile bimberku z tego powstanie. Po kilkudniowej terapii wróciłam do domu i zaczęłam myśleć nad swoją przyszłością. Zaczęłam pisać na salon ale nikt tego nie czytał bo coś dziwnego tworzyłam, z moim słownictwem wyglądało to jak bełkot genialnego wieśniaka. W końcu znajoma zaproponowała mi pracę w pobliskim Polo Markecie. Postawili mnie przy kasie gdzie błyskawicznie swoim genialnym mózgiem opanowałam wszystkie kody kreskowe i potrafiłam szybciej niż pistolet do odczytywania cen zliczać ceny produktów i podawać sumaryczną. Nazywali mnie Amelia Cyberpustak chłe chłe. Ale ponieważ jak zawsze piłam coraz częściej mi się myliło. Po kilku miesiącach jak już totalnie mi się bombało postawili mnie przed sklepem i po analizie wyników losowań z ostatnich 30 lat robiłam jako maszyna do przepowiadania cyfr w najbliższych losowaniach lotto. Ale i to szło mi coraz gorzej. Udałam się więc na kontrolę do doktora Wankensztajna który stwierdził wymieszanie półkul mózgowych z jednoczesnym uwstecznieniem galopującym. Znowu stałam się się sobą…
Poniżej dwa zdjęcia – pierwszy pacjent (ten od śrubra) doktora Wanknensztajna podczas operacji:
i ja przebrana za maszynę do przewidywania numerów w Lotto, przed Polo Marketem:
A morał z tej historii jest następujący: coś za coś czyli za głupotę trzeba cierpieć, czego wam wszystkim nie życzę chłe chłe
Komentarze
Pokaż komentarze (24)