AmeliaPustak AmeliaPustak
1045
BLOG

Ferdynand czyli niespodziewane powroty

AmeliaPustak AmeliaPustak Rozmaitości Obserwuj notkę 10

 Nie wiem czy pisałam wam o moim zamiłowaniu do zwierząt domowych. Mam kilka kotków ale to z powodu nawrotów delirki, która się okazuje być związana ze stadem białych myszek, czyli niczym nadzwyczajnym nie jest, w porównaniu z odjazdami na ten przykład Walusia czy Kulawego Genka. Zatem te koty to w zasadzie bardziej z przymusu są niż z zamiłowania, no ale za walkę z delirką trzeba płacić co i ja czynię bo jak one nieraz synchronicznie do kuwety przypakują to w domu nie idzie wytrzymać. Na szczęście nie za długo bo około po trzech godzinach wietrzeje. A czas ten trzygodzinny siedzę w domowej masce przeciwpyłowej :) którą dostałam od Franka.

 

 

Przecież nie będę co chwila latała wolę się na słoneczku powylegiwać chłe chłe. Raz na tydzień się sprzątnie to starczy, a cenny czas można spożytkować na rozmyślania o swojej ogromnie ważnej opiniotwórczej roli w blogosferze i nad projektami nowych zacierów. No i wszystko tak z tymi kotami się pięknie układało, pełna synteza ale do czasu. Do czasu bo pewnego ranka postanowiłam szybciej niż zazwyczaj udać się do pobliskiego Polo Marketu celem nabycia materiałów na nową nastawę i tak idę i idę patrzę, a tam przywiązany do płotu byczek mały stoi. Jaki on słodki był a jaki do mnie podobny te same oczęta i nawet mimika zbliżona do mojej. Od razu go pokochałam i pomyślałam że cielęcinki z niego nie dam zrobić za żadne skarby. Od płotu odwiązałam, dałam mu na posiłek trochę trocin z reklamówki co je akurat na wyrzucenie po drodze niosłam, bo Genek na imprezie w nocy bawił się u mnie w stolarza i pociął taborety, a później w ślusarza wiec to pocięte pilnikiem spiłował w drobny mak, co kiedyś na pewno opiszę. Byczek się najadł i wtedy jak już go do domu prowadziłam to zaczęłam poważnie zastanawiać się jak go nazwać. Słownictwa to ja nie mam zbyt wygórowanego ale nieraz coś usłyszę na ulicy czy w internecie przeczytam i staram się zapamiętać i wtedy to innym imponuje. Ale tym razem postanowiłam jak zwykle coś skopiować z Internetu i wujaszek gugel po wpisaniu hasła byczek wywalił mi Fernando. Jakie słodkie. Nazwałam go Fernando w skrócie i zdrobniale Fernand. Od razu się u mnie zadomowił i czul się jak w domu poza jednym. Bardzo go denerwowały koty. Zwłaszcza mój ukochany Frycek. Fernand denerwował się na niego fukał prychał i nawet dziurę w w linoleum mi wydrapał kopytami. W końcu jak kiedyś zostawiłam ich samych to po powrocie Fryc leżał brzuchem na podłodze i łapy miał na boki a Fernand był jakiś zadowolony i rozmarzony, a w pysku trzymał kwiat mleczu z bukietu który właśnie postawiłam na stole. Co zaszło nie wiem, ale od tego czasu uspokoili się. No ale wracając do Fernanda to wieczorem tego samego dnia jak zwykle zrobiłam imprezę i wszyscy gości zaskoczyli się na widok Fernanda a zwłaszcza kulawy Genek. Im dłużej pił tym bardziej patrzył na Ferdynanda i ślina mu ciekła. A u mnie w głowie włączyła się lampka dwudziestego drugiego progu ostrożnościowego, co to nikomu nawet samemu Genkowi przekroczyć nie pozwolę. Niestety Genek pił coraz więcej i kiedy wydawało mi się że w końcu zaliczył zgon przy stole i poszłam do toalety, lecz niestety zasnęłam na sedesie jak zwykle, i po powrocie zobaczyłam Genka i Franka jak coś jedzą z garnka (już rymem gadam). Ferdynand schowany za drzwiami wciśnięty w ścianę praktycznie jakby nieobecny – a chłopaki zadowolone polewają ketchupem coś i jedzą. Na stole sekator.

 

A morał z tej historii jest następujący – nie zasypiaj w toalecie bo twoje ukochane zwierze domowe wolcem zostanie czego wam nie życzę chłe chłe.

A tutaj zdjęcie jak Ferdynand z Fryckiem są w znakomitej komitywie. Jak widać Ferdynand jeszcze przed imprezą z Kulawym Genkiem.

 

 

o mnie: prowadzę osobiście bloga: http://sramelia666.wordpress.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Rozmaitości