Czy jestem alkoholiczką – test
Dostałam taki test do wypełnienia i skomentowania.
FAZA 1 – PICIE TOWARZYSKIE
Picie sprawia przyjemność – mnie zawsze i wszędzie chłe chłe. Poza tym są rekordowe upały bo laaatooo wiec pić trzeba powiem więcej należy. Wszędzie lekarze alarmują w TV i nawet w Internecie.
Wzrost tolerancji i ochoty na alkohol – ja jestem bardzo tolerancyjna bo tolerancyjnym być trzeba z natury. A ochotę miałam i mam zawsze i taką samą wiec o wzroście mówić nie można.
Wniosek – chyba nie jestem alkoholiczką w fazie pierwszej
FAZA 2 – OSTRZEGAWCZA
Szukanie okazji do picia – to akurat mnie nie dotyczy. Ja okazji nie szukam, to one mnie szukają. Zawsze wpadnie ktoś, a to kulawy Genek a to Waluś, a to Endżi i te de i te pe, chłe chłe. Wiec ja niczego nie szukam.
Inicjowanie wypijania kolejek – nie rozumiem, jakie inicjowanie? A co to za trudne słowo jest, zaraz poszukam w Guglu. A już mam: inicjować – dawać początek czemuś, zapoczątkowywać; występować z inicjatywą, dawać pomysł. Ja tam niczego nie inicjuję. Inicjatywa? Pomysł? Jaka inicjatywa, organizm sam się broni rano wstaję piję klina na dobry dzień i bez żadnej inicjatywy. To żadna inicjatywa no chyba że zdrowotna chłe chłe.
Po wypiciu lepsze samopoczucie – moje jest zawsze bardzo dobre. Może dlatego że wszyscy mnie kochają bo mnie nie można nie kochać.
Alkohol przynosi ulgę, uwalnia od napięć – to mnie nie dotyczy, nigdy nie jestem napięta wręcz przeciwnie moja waga poza tym mi na to nie pozwala chłę chłe. Jakbym się napięła to by dopiero było. Kiedyś próbowałam w tramwaju się napiąć i wagon kilka godzin wietrzyli. Od tego czasu żadnych napięć!. Innym razem jak z takim panem na zabawie tańczyłam to było takie napięcie że poszło… I mówię do niego – mam nadzieję że to zostanie między nami – i ładnie się uśmiecham. A on się skrzywił i mów – a ja wręcz przeciwnie. I zaczął machać rękoma. Co za cham, zamiast na kolację zaprosić i szampana i kwiaty… Wiec, wracając do tematu, nie ma co uwalniać mnie, i nie ma z czego. Poza tym co za durny tekst “uwalnia”. Uwolnić to można orkę nie mnie. Głupie!
Rozpoczęte picie kończy się “urwaniem filmu” – to również mnie nie dotyczy. Ja piję cały czas i w zasadzie film to mi się urwał już kilkanaście lat temu nawet nie pamiętam kiedy. Chłe chłe. Poza tym co oznacza że picie się kończy? Życie to może się kończy a picie nigdy. Pijemy do końca świata a może i dzień dłużej chłe chłe. Jakie to głupie jest – u mnie nigdy się nie kończy! Mało tego ja kilka przykładów jestem w stanie podać jak przykładowo mój przyjaciel Waluś czy Genek albo moja serdeczna przyjaciółka Endżi. U nich też się nie kończy nigdy. Jak widać jest nas więcej! I żadne odwyki czy delirki nic nie skończyły. A filmy się urywały jasne, nawet pisałam wiele razy, ale to niczego nigdy nie kończyło. Wręcz przeciwnie, ciekawość świata zmuszała do kolejnego picia aby kontynuować to co urywa się podczas urwania filmu – przecież nikt nie lubi niedokończonych historii prawda?
Próby picia ukrytego, w samotności, na kaca – nie rozumiem jakie próby? Ja nie próbuję, po prostu walę lufę i już. Smak bimberku jest mi znany nie muszę próbować. Pozostałe stwierdzenia też są głupie bo jak się pije cały czas to się nie ma kaca bo niby jak? Czym jest kac? Po prostu jak się wstaje to łeb nieraz boli ale to stan normalny nie żaden kac.
Wniosek – na pewno nie jestem alkoholiczką w fazie drugiej
FAZA 3 – KRYTYCZNA
Wyrzuty sumienia – “kac moralny” – to mnie nie dotyczy. Niby po czym kac moralny? Ludzie do mnie piszą z podziękowaniami że na moim blogu mam takie doskonałe przepisy własnego autorstwa i potrafię pędzić bimberek nawet z cukierków chłe chłe. Poza tym mój blog jest bardzo opiniotwórczy o czym już pisałam w osobnej notce. To na pewno mnie nie dotyczy!
“Klin” przynosi ulgę – tego nie rozumiem – co to jest “klin”. Jak się pije non stop pojęcie klina ulega wyraźnemu zatarciu. A ulga jest owszem zawsze. Nie powiem że nie jak tak. Ale to ulga jak po lekarstwach, taka terapeutyczna. No bo na ten przykład jak byłam na operacji u Walkensztajna to jak się przed nią napiłam spirytusu w poczekalni (pisałam o tym w osobnej notce) to nic mnie nie bolało. Tak samo jak głowa boli, po lufie przestaje. No leczenie to jest, więc nic złego w tym nie widzę.
Zaniedbywanie rodziny i konflikty małżeńskie – to mnie nie dotyczy. Rodziny nie posiadam, do małżeństwa mi się nie pali. Co to to nie. Głupia to ja nie jestem. Owszem jest jeden taki mój ukochany poeta ale on inteligentny jest więc nie mam szans…
Nieobecności w pracy – najpierw trzeba pracować, chłe chłe
Usprawiedliwianie picia różnymi okazjami – tutaj zdecydowanie nie pasuje, ja piję bez okazji wiec nie spełniam tego kryterium na pewno.
Wzrost agresywności, konflikty z prawem – ja jestem bardzo spokojna jest lato, tak mi dobrze na słoneczku. U mnie agresja zero. Z prawem zatargów nie miałam.
Zaniedbywanie wyglądu zewnętrznego – ja jestem najpiękniejsza w zasadzie bez zabiegów więc samo się robi, zgodnie z prawami natury, nie ma czego zaniedbywać.
Picie ciągami na przemian z okresami całkowitej abstynencji dla poprawy zdrowia, udowodnienia “silnej woli” – po co przerywać, nigdy tak nie robię więc ten punkt też jest bez sensu. Udowadniać coś? Po cholerę.
Składanie przysiąg abstynencji – nigdy nie składałam a na co to? Nie składam przysiąg bez pokrycia. Musiałabym ją złamać a ja jestem bardzo słowna.
Poczucie pustki, bezradności – o nie jakiej pustki? U mnie zawsze pełno jak nie bimberek to jabolek, jak nie jabolek to bimberek chłe chłe. Bezradną nigdy nie byłam, zawsze się z czegoś upędzi. A jak jest posucha i nic nic nic kompletnie nie ma to zawsze przyjaciele poratują.
Wniosek – na pewno nie jestem alkoholiczką w fazie trzeciej
FAZA 4 – CHRONICZNA (PRZEWLEKŁA)
Okresy długotrwałego opilstwa – nie rozumiem tego co to znaczy długotrwały? Opilstwo – w życiu, ja mam taką przemianę materii że od razu wszystko przetwarzam.
Picie poranne – czyli że po ranku tak? A to nigdy. Zazwyczaj jak rano się nawalę to do południa mi starczy, a to już nie jest po ranku bo w południe jak sama nazwa wskazuje więc się nie liczy.
Upijanie się w samotności – nie, zdecydowanie nie, nigdy nie w samotności. Moje koteczki są ze mną Frycek i cała ferajna, z powodu moich mysich delirek, więc sama nigdy nie piję i nie piłam. Nawet jak jabolka się zdąży gdzieś w bramie walnąć to zawsze w doborowym towarzystwie. Spadek tolerancji na alkohol – nie to niemożliwe. Moja tolerancja wobec alkoholu właśnie rośnie, bardzo go toleruję powiem więcej on mnie nauczył tolerancji i miłości i dobrości do innych.
Sięganie po alkohole niekonsumpcyjne – nie rozumiem, żeby co z nim robić? Palić i ręce ogrzewać, wcierać w skórę czy co? No nie powiem, czasem jak na imprezce wodze fantazji popuszczą to jakieś głupie zabawy do głowy przychodzą ale to rzadko. Kiedyś na ten przykład Genek rozlał spirytus Andżeli na plecach i zlizywał ale to tak dla żartów było bo pokazywał jakie ma możliwości językowe. Ale to z raz czy dwa było. Więcej nie, zawsze tylko w celach konsumpcyjnych.
Rozpad więzi rodzinnej – u mnie bardzo mocne więzi z wszystkimi. Zwłaszcza podczas rozlicznych imprez. Cała rodzina pije więc wpadają i ja do nich. Alkohol nasze więzi umacnia nie osłabia, to kompletnie nie ma więc miejsca.
Wynoszenie rzeczy, kradzieże – w celu zdobycia alkoholu – no wiecie co? Już ja bym dała w mordę z liścia jakby mnie kto moją domowej produkcji aparaturę wyniósł. Chyba bym zabiła takiego złodzieja.
Degradacja zawodowa i społeczna – nie dotyczy, społeczna na pewno nie – przeciwnie u mnie więzi bardzo silne społeczne z Genkiem, Frankiem Walusiem i Endżi i Krzysiem Karzełkiem – no ta może słabsza bo do wojska poszedł, niemniej też są.
Otępienie alkoholowe – “wtórny analfabetyzm” – o nie co to to nie. Litery znam, kopiować i wklejać umiem. Nie ma szans.
Alkohol staje się jedynym celem w życiu – no tego to ja kompletnie nie rozumiem. Moim celem jest zaistnieć ponad wszystko i wszystkich w świecie najpierw za pomocą internetu a później się zobaczy… Kamera mnie kocha chłe chłe…
Psychozy alkoholowe – “delirium” – delirki są ale to nie żadne psychozy.
Padaczka alkoholowa – no wiece co?
Choroby somatyczne – polineuropatia, marskość wątroby – u mnie wszyscy zdrowi. Ja też. A wątrobę to ja mam ze stali tyle wypiłam i co? I nic!
Skrajne wyczerpanie organizmu – a sądzicie że skrajnie wyczerpany organizm potrafiłby mieć tak opiniotwórczy blog i codziennie dla was pisać, nie zaniedbując przy tym swoich zacierów i przyjaciół i rodziny i zwierząt domowych?
Wniosek – na pewno nie jestem alkoholiczką w fazie czwartej.
Zatem nie jestem wcale. Jaka ulga. Idę się napić coby morał był z sensem.
A morał z tej historii jest następujący: nie ma to jak porządnie wypełnić dobrze ułożony test, czego i wam życzę, chłe chłe.
I jeszcze zdjęcie Frycka mojego na delirce – trzyma kurczowo marchewkę bo myśli że jest piratem a marchewka to maszt statku na który się wskrabywuje. Niezły obrazek do śmiacia.



Komentarze
Pokaż komentarze (53)