Całą noc myślałam i wymyśliłam. Bo w zasadzie dlaczego nie zwiększyć dochodów w swojej walce o byt? Można zacząć sprzedawać wiedzę w jedynej dziedzinie w jakiej się ją posiada, czyli w pędzeniu. I tak po prawdzie to wszystko dzięki Genkowi, co to kilka dni temu zadzwonił do mych drzwi osuwając się po tym na wycieraczkę z utraty przytomności. Otworzyłam a on leży biedaczysko i nic, wyschnięty jak wiór z wycieńczenia. Szybko wzięłam taki lej metalowy spory po babci, wiaderko na dwa litry z bimberkiem świeżym jeszcze cieplutkim po destylacji, i otworzyłam buzię i lej wepchnęłam, butem przytrzymałam żeby nie wyleciał, i wlałam dość wolno pół wiadra. Ocknął się, wstał, i powiedział: Amelko Pustaku, mój ty Pustaczku kochany, uratowałaś mi życie. Ocuciłaś mnie. Znowu jestem wśród żywych! Mam dla ciebie taką propozycję – może byś otworzyła punkt pierwszej pomocy dla alkoholików? Takie CUCADŁO jak mnie żeś przed chwilą ocuciła. Wezne ja piłę, wyrżnę ci tu okienko w drzwiach i kabelek na dół poprowadzę i dzwonek założymy. Jak ktoś w potrzebie będzie to zadzwoni a ty otworzysz i okienkiem jak się tu doczołga, a szczęściem to pierwsze piętro, bimberek mu zapodasz inkasując odpowiednio.
A wiecie, że to niegłupie jest? Brawo ten pan – pomyślałam sobie, wreszcie będę mogła dorobić. Wujaszek gugel jednak był bezlitosny. Potrzebne jest zezwolenie na działalność i badania w sanepidzie – konkretnie książeczka, bo to sprzedaż w dziale konsumpcja… I tu kolejne rozczarowania – krew, mocz i kał, no nie straszne.. Jak z tym sobie poradzić? Poprosić kogoś nie bardzo wypada. No to trzeba sobie poradzić samemu… Poszłam do apteki i kupiłam takie pojemniczki. O jejciu jakie toto małe. No dobra pobrać trzeba żartów nie ma. No to zaczęłam od moczu. Opiłam się jak mops wodą z kranu i sokiem z buraków i czekałam cierpliwie. Po 15 minutach tak mi się zachciało że musiałam, ale miałam problemy. Każdy by miał bo nie jest łatwo utrafić do takiego małego plastikowego pojemniczka. Nie dość że non stop się wywracał to jeszcze z celnością u mnie kłopoty. Ale w końcu po którejś próbie udało się. Zamknęłam to i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. W międzyczasie piłam bimberek z przefermentowanych ciasteczek i zajadałam borówkami, choć nie do końca pamiętam miałam fazę może odwrotnie było, chłe chłe. Ponieważ nic się nie działo a ja tak biegałam chwiejąc się między komputerem a aparaturą przypaliłam pierś z kurczaka… Zjadłam taką zwęgloną a żeby przypalenia czuć nie było zapijałam maślanką. I jak to wszystko się razem mi w brzuchu wymienszało jak poszło, to sama nie wiedziałam czy robić w ten zbiorniczek do moczu czy w ten drugi. Próbowałam trafić, najpierw w sypialni, niestety bez efektów z powodu dużego rozprysku, a ponieważ mnie solidnie pompowało, pobiegłam do łazienki ale i tutaj dopiero za dwunastym razem się udało wypełnić zawartość w zadowalający sposób. Męka mówię wam. Obmyłam ten pojemniczek jakoś ale co z mieszkaniem zrobić? Otwarłam okna i poszłam do Sanepidu, jak wrócę wywietrzeje jakoś. Będę mówiła wszystkim że to taka nowoczesna forma wystroju, tynki natryskowe. A na wiosnę przyszłego roku samo odpadnie. Bo jak się wysuszy to się wykruszy chłe chłe.
W Sanepidzie miła Pani pobrała ode mnie te próbki i zabrała się za wkłucie w żyłę. Oj mówię wam co za cyrk. Ludzie otyli mają problem – pochowane żyły. W końcu po kilkunastu próbach dała spokój i chciała pobrać z palca, ale nie mogła przebić się przez tłuszczyk chłe chłe. Dopiero przyniesione z pobliskiej budowy gwoździk papiak i młotek dały rade. Krew niestety była czerwona, choć liczyłam na błękitną ale trudno. I tak nikt nie widział. Zostawiłam wszystko i poszłam do domu.
I na drugi dzień rano kiedy leżałam na marach po całonocnym picu z babcią Walenciakową z naprzeciwka i kopiowaniu nowych treści na salon usłyszałam sygnał karetki pogotowia. Ale nie wstawałam a on się zbliżał, zbliżał i zbliżał. W końcu stanęli chyba koło mojej klatki. Pomyślałam że babcię rozsadziło od mojego bimberku ze strąków fasoli i pewnie po nią przyjechali. Trudno, nie umie pić – jej problem. Czasem mawiam, lepiej mieć słabszą głowę niż słabsze jelita chłę chłe. Ale nie! Dzwonek do moich drzwi, stukanie, pukanie. Otwieram, a oni mnie szybko na nosze i w kaftan. Nawet nie zdążyłam się odezwać. Jeden z nich powiedział mi tylko, ze wyniki moich badań są szokujące, kaftan po to że muszą mi ratować życie i każdy mój ruch to jego zagrożenie, a nosze, żeby przenieść mnie do karetki i zabrać na sygnale do szpitala. Moje wyniki badań z Sanepidu były tak szokujące że musieli interweniować. Muszą natychmiast mi przetoczyć krew bo w zasadzie dawno nie powinnam żyć z takimi wynikami… Na miejscu na OIOMIE od razu pod pompę i tłoczyli…
I dopiero jak się obudziłam, pani doktor przyszła do mnie. Kaftanu nie pozwoliła zdejmować ze względu na własne bezpieczeństwo. Bo rzeczywiście krew mnie zalała jak dowiedziałam się, że z powodu tego samego koloru moczu i krwi nastąpiła zamiana pojemniczków i oni myśleli że ja mam w żyłach… A wszystko przez ten sok z buraczków. Czerwonych!!!

A morał z tej historii jest następujący: picie soku z buraków może prowadzić do nałożenia na was kaftanu bezpieczeństwa, czego wam nie życzę, oczywiście kaftanu, bo picia wszystkiego nie tylko z buraczków jak najbardziej, chłe chłe.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)